Obserwatorzy

czwartek, 2 stycznia 2014

Chapter 1: Back to kindergarden

*flashback*

- Harry, Lou, wracajcie tutaj, no już!- zawołała Anne i przysiadła na najbliższej ławce.- Przecież jesteście cali ubabrani!
Lou przybiegł natychmiast. Nie chciał być niegrzeczny dla kogoś, kto nie jest jego mamą. W dodatku był starszy od Harrego o 3 lata, a to znaczyło przecież wielką odpowiedzialność. Louis był tego świadomy i chciał dać dobry przykład swojemu młodszemu przyjacielowi.
- Jeśtem, ciociu Anne.- uśmiechnął się 6-latek bez jedynki na przodzie.- Hally, no chodź!- zawołał za kolegą, przybierając poważną minę godną dorosłej osoby.
Harry niezgrabnie przytruchtał na miejsce, zostawiając za sobą błotne ślady. Louis był jak jego starszy brat, więc zawsze słuchał wszystkiego, co powie. Bawił się z nim codziennie, pod okiem swojej mamy, siostry Gemmy lub mamy Lou. Stanął obok wyższego o głowę kolegi i również uśmiechnął się szeroko.
- Och, wyglądacie jak aniołki.- zagruchała Anne i wyjęła pospiesznie paczkę chusteczek z torebki.- Małe, brudne aniołki. Chodźcie tu.
Kobieta posadziła chłopców po swoich obu stronach i zaczęła starannie wycierać twarz Harrego.
Harry nie lubił, kiedy mama to robiła. Ach, nie lubił, gdy ktokolwiek to robił! Przecież nie po to tyle pluskał się w błocie, żeby teraz ktoś to zniszczył. Zawsze krzywił się i wiercił. Dlaczego ona się tak uśmiechała? To chyba musiało sprawiać jej przyjemność. Ach tak, kiedy jego to drażni, to mama się śmieje! Zerknął naburmuszony na Lou, który przyglądał mu się ze zniesmaczoną miną. Tak, Louis bardzo dobrze znał to uczucie. Był starszy i pewnie już nieraz mama traktowała go w podobny sposób. Teraz, był już dorosły, mógł sam wytrzeć sobie twarz. "Też mógłbym to zrobić sam", pomyślał Harry, "na pewno zrobiłbym to lepiej niż mama". Louis jednak patrzył na niego ze współczuciem i Harry nie pierwszy już raz w swoim 3 letnim życiu poczuł do niego wielką sympatię. "Louis to mój kolega, najlepszy" pomyślał i uśmiechnął się do przyjaciela.
- Dobrze, chłopcy, jeśli już jesteście czyści...- zaczęła Anne i starła trochę brudu z policzka Lou, uśmiechając się pobłażliwie.- to wracamy do domu. Kto idzie za rękę?- wystawiła prawą dłoń do obu chłopców.
- Ja, ja!- krzyknął Harry i ścisnął dłoń matki. Obok niego stanął roztargniony Louis i chwycił jego dłoń.
- Muszę Cię pilnować, bo jesteś jeszcze dzidziusiem.- stwierdził rzeczowo Lou. Harry spojrzał na niego z uznaniem. Tak, przecież był jeszcze mały, a Louis był już dorosły. Ścisnął z ufnością dłoń kolegi i ruszyli spacerem w stronę domu.

Teraz, kiedy Harry o tym myślał, nie mógł pozbyć się dziwnego, kującego uczucia w sercu. Najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa zawsze wiązały się z Lou. Lou, którego Harry nie widział od 10 lat.

- Nie martw się, Spiderman go uratuje.- Louis poklepał Harrego po plecach.- To tylko głupia kreskówka.
6-cio i pół letni Harry zmarszczył brwi z niezadowoleniem, zmieniając wyraz twarzy z zatrwożonego na nieco rozzłoszczony. Spojrzał na Lou.
- To nie jest głupia kreskówka. To moja ulubiona bajka.- oczy Harrego niekontrolowanie się zaszkliły. Lou przestraszył się.
- No już, już, tylko żartowałem.- dźgnął kolegę lekko w bok. Harry przesunął się na dywanie o parę centymetrów od Lou.
- No Hazza...- uśmiechnął się do niego pojednawczo. Harry jednak już łkał cichutko i wycierał nos w bluzę z wzorem żółtych ciężarówek.
Louis miał 9 lat i chodził do szkoły. Harry dopiero za rok miał iść do pierwszej klasy i czuł się wielkim dzieciakiem przy starszym koledze. Louis lubił mu czasem dogryzać w taki właśnie sposób, ale na ogół starał się nim opiekować i bawić się z nim.
Nagle Harry poczuł, jak oddech wiąże mu się gardle. Wytrzeszczył oczy i zawołał do Louisa:
- Inhalator...
Harry chorował na astmę od urodzenia i dosyć często miał ataki. Zawsze jednak w pobliżu był ktoś dorosły, kto mógł mu przyjść z pomocą.
Teraz byli w domu sami.
Harry niejednokrotnie odtwarzał później te kilka minut w pamięci. Większość osób na miejscu Lou wpadłoby w panikę i robiło rzeczy najmniej rozsądne w tej sytuacji. Ale nie Louis. On pobiegł szybko do kuchni, znalazł apteczkę z inhalatorem i z zachowaną zimną krwią podał go Harremu. Później zajął się nim odpowiednio, kazał położyć mu się na kanapie i podał szklankę soku.
Od tamtej pory był dla Harrego największym bohaterem.
Prawdę mówiąc, już nawet Spidermana nie traktował zbyt poważnie.
Zaczął nazywać Louisa LouLou, lub LoopyLou. 
Louis nie przepadał za żadnym z tych "bohaterskich tytułów", ale zawsze potem nosił przy sobie zapasowy inhalator, kiedy tylko wychodził gdzieś z Harrym. 
Martwił się o niego. Kiedyś, koledzy z klasy wyśmiewali go nawet, że koleguje się z przedszkolakiem. Louis przepłakał kilka nocy w poduszkę, ale nigdy nie przeszło mu przez myśl, że mógłby przestać kolegować się z Harrym. Przecież był za niego odpowiedzialny. Harry nie miał brata, miał tylko starszą siostrę. Ona była dziewczyną, a przecież nawet Louis wiedział, że dziewczyny są głupie i nie do zabawy. Dlatego Harry zwyczajnie potrzebował Louisa. 

W tym momencie wspomnień Harry zawsze zaciskał mocno oczy, żeby nie płakać. Śmiał się sam z siebie, że przynosi mu to tyle bólu, mimo, że było to lata temu.

- Wiesz, moja mama chce się wyprowadzić.- powiedział pewnego dnia Louis, kiedy grali w piłkę na szkolnym boisku. Harry właśnie kończył pierwszą klasę podstawówki i nareszcie czuł się równie dorosły jak Louis. Lou natomiast kończył klasę trzecią. Zbliżały się upragnione wakacje, które chłopcy chcieli jak co roku spędzić razem. Ta wiadomość zdziwiła Harrego.
- Twoja mama chce się rozwieść?- spytał przyjaciela i przysiadł w cieniu drzew. Dzień był wyjątkowo upalny, jak na angielskie standardy.
Lou pokiwał smutno głową.
- Tak.- przełknął napływające łzy i usiadł obok Harrego.
- Przykro mi. To będziesz musiał teraz mieszkać z samym tatą.
Lou spojrzał na Harrego. Patrzył na niego chwilę, a później klepnął go w plecy i zakręcił piłką na palcu.
- Jeszcze jedna rundka?- uśmiechnął się smutno. Harrego nie trzeba było dwa razy prosić.
Po skończonej grze chłopcy wracali do domu. Śmiali się i rozmawiali, kiedy nagle Lou przybrał poważny ton.
- Wyprowadzam się razem z moją mamą.- wypuścił jednym tchem, nie patrząc na Harrego. Młodszy chłopak zatrzymał się, a więc Lou musiał zrobić to samo.
- Co?!- krzyknął.- Nie!
- Mama znalazła w Doncaster świetną szkołę, poszedłbym do czwartej klasy...- mamrotał Louis.
- Nie pojedziesz.- Harry zacisnął zęby. Louis nie widział nigdy w nim takiej zawziętości.- Nie pojedziesz, chyba, że pojadę z Tobą.
- Harry, bądź rozsądny...
- To ty jesteś rozsądny, nie ja! LoopyLou, nie możesz mnie zostawić.
Louis rzucił piłką o asfalt i pobiegł w stronę domu, tłumiąc łzy.
Harry powoli podniósł piłkę. Bardzo mocno zagryzł wargi, prawie do krwi.
Bohaterowie nie są wieczni. Brutalna rzeczywistość musiała go kiedyś uderzyć.
Dwa tygodnie później, tuż po zakończeniu roku szkolnego, Louis wyjeżdżał .
Jego rzeczy leżały już w kartonowych pudłach w ciężarówce i Harry patrząc na nie, czuł, jakby to sam Louis w nich leżał. Było to też ostatecznym dowodem na to, że jego starszy przyjaciel nie żartował.

NA PRAWDĘ wyjeżdżał.
Harry podszedł do Lou, który wrzucał ulubione jedzenie na tylne siedzenia samochodu, którym miał odjechać. Odwrócił się na widok Harrego i stanęli naprzeciw siebie.

Mimo, że Harry był trzy lata młodszy od Louisa, różnica wzrostu między nimi nie była tak drastyczna jak lata wcześniej. Dzieliło ich teraz zaledwie 6 centymetrów. Mogli więc bez przeszkód patrzeć sobie w oczy.
- Musisz mnie odwiedzać.- pociągnął nosem Harry i natychmiast wytarł twarz w rękaw.- Starsi chłopcy zaczną mi dokuczać.
- Już ich postraszyłem.- uśmiechnął się smutno Louis.- Nic Ci nie zrobią.
Harry podniósł na niego wzrok.

- Dzięki.
- Nie ma za co.
Chłopcy chwilę milczeli, nie wiedząc co dalej. Przecież nie będą płakać jak jakieś durne baby. Byli małymi mężczyznami.
- No, to chyba, będę się, uhm, zbierał.- wymamrotał Lou i zerknął krótko na Harrego, podłapując jego przerażone spojrzenie.

Starszy chłopak cofnął się o krok.
- Zaczekaj Loopy!- złapał go za rękaw Harry. Lou zatrzymał się z zaciekawieniem.
- Co tam Hazza?
Harry włożył rękę do lewej kieszeni i po chwili wyciągnął zaciśniętą pięść. Wyprostował rękę, żeby Lou mógł dobrze zobaczyć, co spoczywa na dłoni Harrego.
- Och.- zdołał bąknąć Louis.
- To... to figurka Spidermana, tylko ma wycięte twoje inicjały na piersi. Sam je wyciąłem.- Harry wcisnął przyjacielowi malutkiego superbohatera w dłoń.
- Dziękuję.- uśmiechnął się Lou.
- Nie zgub go.- ostrzegł Harry.
- Nie zgubię. I wiesz co? Kiedyś Ci go oddam.
Harry otworzył szerzej oczy.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.- szepnął Lou i w przypływie emocji uściskał mocno Harrego.

Nigdy więcej się już nie zobaczyli.
Harry trzasnął albumem. Nie potrzebnie wracał do tych starych wspomnień. Minęło 10 lat i Louis pewnie nawet o nim nie pamięta.
- Ech...- westchnął głośno i podniósł się z kanapy. Dał sobie spokój.

3 komentarze: