Obserwatorzy

sobota, 23 sierpnia 2014

Chapter 9: Missing you

***
Droga od okna do drzwi wejściowych zajęła Louis'owi trzy sekundy, tak, że Johannah nie zdążyła spytać ani zauważyć, co się właściwie dzieje. Bicie serca było jedynym dźwiękiem, jaki słyszał w tym momencie jej 22-letni syn. Jednak tuż przed drzwiami Lou zatrzymał się na moment.
"Dlaczego on tu przyjechał? Czego chce? Czy nie pamięta, co ustaliliśmy?" te myśli nie zdążyły się jednak zakorzenić w głowie Louis'a, gdyż ciekawość i tęsknota były silniejsze niż wątpliwości.
Dziarskim, pewnym krokiem wyszedł przed dom, trzymając nerwy na wodzy.
- Dzień dobry, zgubił się pan?- rzucił w stronę młodego chłopaka opartego plecami o czarne bmw.
Chłopak uśmiechnął się lekko a w jego policzkach pojawiły się dołeczki.

***

Harry stał przed domem Lou niecałe pięć sekund, jednak każda z nich wydawała mu się wiecznością. Z duszą na ramieniu wyszedł z pożyczonego od Ryana bmw i wypuścił powietrze z płuc, starając się nie wyglądać najżałośniej na świecie. Nie był pewien co ma teraz zrobić, bo w tym pośpiechu nie zdążył opracować żadnej strategii. Szybkim ruchem poprawił swoje jak zwykle rozczochrane loki i spojrzał w okno domu Louis'a.
 Nigdy tu nie był. Doncaster było drugim domem Lou, a że od wyprowadzki Harry nie miał z nim żadnego kontaktu, nie miał też nigdy okazji odwiedzić tego miejsca. A wyglądało na naprawdę urocze i malowniczo położone, to Harry musiał przyznać. Domek był niewielki, ale zbudowany na obrzeżach osiedla, dlatego otaczały go łąki, pola i sady. Zbudowany z cegły, pomalowany na biało z pięknymi, drewnianymi okiennicami i brązowo-brunatnym dachem. Za domem był mały ogród a dalej sad. Za sadem, tak zdawało się Harry'emu przebłyskiwała woda, możliwe, że jakiś strumyk bądź jezioro.
Teraz, wczesną jesienią, po godzinie 16, w promieniach powoli zachodzącego słońca wszystko sprawiało wrażenie bajkowego i bardzo, bardzo pięknego.
Harry jednak wszystkie te rzeczy zauważył zaledwie na marginesie, zbyt pochłonięty nerwami związanymi z osobą, która właśnie otworzyła frontowe drzwi.
Louis miał na sobie za dużą, rozpiętą koszulę w kratę, niezdarnie podwinięte ciemne jeansy i był boso. We włosach potarganych we wszystkie strony chowały się promienie pomarańczowego słońca, czyniąc je lekko rudawymi. Oczy Lou były zmrużone i wpatrywały się w Harry'ego, zdając się go nie rozpoznawać.
- Dzień dobry, zgubił się pan?-spytał Louis i Harry zesztywniał na chwilę i stracił orientację w sytuacji.
"Jak to? Nie poznaje mnie?"
Ale wtedy ujrzał na twarzy Lou lekki uśmiech i po jego sercu nieśmiało rozlało się przyjemne ciepło.
Louis zrobił dwa kroki w jego stronę a Harry dziesięć, spotykając się pod ścianą domu Tomlinsonów.
Louis objął mocno twarz Harry'ego i przycisnął go do ściany. Przyciśnięci do siebie w desperackim pocałunku prawie zapomnieli o bożym świecie.
- Louis, ja nie mogłem wytrzymać...- wyszeptał Harry między jednym a drugim pocałunkiem.
- Wiem, wiem, Harry...- Louis przejechał delikatnie palcem po ustach Harry'ego, wpatrując się w te ukochane oczy. Nie było słów, które mogłyby opisać to, co oboje właśnie przeżywali.
- Minął rok...- Harry pokręcił głową z niedowierzaniem i w jego oku błysnęła łza, ale była to łza szczęścia i Lou tylko delikatnie scałował ją z policzka chłopaka.
Nagle oboje usłyszeli dźwięk otwieranych drzwi i odskoczyli od siebie jak oparzeni.
W czasie, kiedy Johannah schodziła po schodach, zdążyli doprowadzić się do względnego porządku.
- A kto to nas odwiedził?- Johannah na widok Harry'ego zaczęła z miejsca wspominać stare, dobre czasy i za chwilę oboje byli skazani na wysłuchiwanie rozwlekających się opowiadań mamy Louis'a.


"Dont talk
Let me think it over
How we gonna fix this?"

***

- Mamo, będę z Harry'm w domku, pójdziemy połowić trochę ryb na kolację.- rzucił Louis, sprawdzając swoją wędkę.
- Jasne, tylko wróćcie wcześnie, bo zbierają się brzydkie chmury, może się z tego rozwinie burza.- mruknęła Johannah, siedząc z herbatą przed telewizorem.
- Wrócimy z kolacją!- cmoknął matkę w czoło i stanął u podnóża schodów.- Harry!- krzyknął.
- Idę!- odpowiedział głos z góry i prawie w tej samej chwili uszu Louis'a dobiegły zbliżające się głośne kroki.
Harry stał przed nim w swoich mocno kręconych włosach, błyszczących oczach i uroczych dołeczkach.
 Na moment Lou zabrakło powietrza w płucach ale najszybciej jak mógł przywrócił się do porządku.
- Gotowy?- szepnął dotykając dyskretnie ramienia Harry'ego.
Harry uśmiechnął się szeroko.
- Jasne.- i wyszedł szybko przed dom. Louis pognał za nim nie wiedząc, skąd u jego przyjaciela taki pośpiech.
Dogonił Harry'ego, który już był w połowie sadu.
- Ej, kolego, czekaj na mnie!- oparł się na jego ramieniu i zaśmiał się.
Niespodziewanie Harry odwrócił się do niego i przyparł go do najbliższego drzewa.
- Gdzie chcesz się najpierw kochać? W sadzie, w domku, w wodzie?- wymruczał, całując szyję Lou.
- Harry!- Lou odepchnął go z wysiłkiem i ze zdziwieniem i wtedy Harry wszystko zrozumiał.
Wpatrywał się chwilę zdezorientowany w Lou.
- Myślałem...- wydukał szukając uparcie jakiegoś wytłumaczenia w oczach przyjaciela.
- No? Co myślałeś?- Louis poprawił ubranie i podniósł torbę z ziemi. Ruszył dalej w głąb sadu.
- Myślałem, że skoro przyjechałem, że to wszystko...- Louis nie patrzył na podążającego za nim Harry'ego, ale wyczuł w jego głosie łzy. Ach, ten płaczliwy Harry.
- Możemy porozmawiać o tym później?- przerwał Harry'emu.
- Dlaczego później?!- Harry był już obok niego, nieźle wkurzony.
Louis zatrzymał się i przetarł twarz z głośnym westchnięciem.
Spojrzał na Harry'ego z małym uśmiechem.
- Bo jeśli się nie zamkniesz, to rzucę się zaraz na ciebie na oczach mojej mamy, która może nas właśnie widzieć z okna kuchennego.- powiedział, patrząc Harry'emu prosto w oczy.
Harry przełknął głośno ślinę i oblizał usta.
- Okej.- mruknął tylko i szybko ruszył do przodu.
Louis stał jeszcze parę sekund patrząc za nerwowo poruszającym się przyjacielem.
" Boże, jak ja kocham tego idiotę" pomyślał i mimowolnie się uśmiechnął.

***

środa, 6 sierpnia 2014

Chapter 8: Be alright

***
Louis wstał wcześniej tego sierpniowego poranka. Obudziło go głośne szczekanie psa. Przetarł zmęczoną twarz i otworzył jedno oko.
Przez okno na poddaszu wpadały świeże promienie słońca, rozświetlając mały pokoik w Doncaster.
Meble, łóżko a nawet firanki w pokoju nie były zmieniane przez ostatnie dziesięć lat.
Johannah nie zmieniła niczego w starym pokoju swojego syna. Louis uśmiechnął się lekko patrząc na wystrój pomieszczenia.
Odkąd przebywał w rodzinnym domu czuł się o niebo lepiej. A mijał już drugi tydzień jego pobytu w Doncaster.
Louis zerknął na kalendarz zawieszony na ścianie nad łóżkiem. Dokładnie trzy miesiące temu rozstał się z Elizabeth. Wstał z łóżka i westchnął ciężko. Nie miał ochoty o tym rozmyślać, ani o niej, ani o rozstaniu, ani o... powodzie tego rozstania. Najlepszym wyjściem by uciec od wspomnień był gorący prysznic, więc Louis nie wahał się ani chwili dłużej i udał się w kierunku łazienki, zgarniając po drodze ręcznik z szafy.

***

Harry był w połowie swojego leniwego wieczoru przed telewizorem, kiedy Anne cicho weszła do salonu i przysiadła na fotelu obok. Harry rzucił jej obojętne spojrzenie i kontynuował jedzenie popcornu.
Anne kręciła się, sprawiając wrażenie skrępowanej. Wyraźnie było widać, że przyszła tu z konkretnego powodu i w konkretnym celu i Harry wiedział o tym.
Minął prawie rok odkąd ostatni raz widział Lou i ponad pół roku kiedy ostatni raz widział Dianę.
Wiele zmieniło się od tego czasu.
- Harry, synku.- zaczęła Anne, usiłując zwrócić na siebie uwagę syna.
Harry odstawił miskę z popcornem, wyciszył telewizję i odwrócił się w stronę matki.
- Słucham.- westchnął z rozdrażnieniem, rzucając pilot na kanapę.
Anne zerkała niepewnie na swoje dłonie, w końcu jednak udało jej się chyba ułożyć myśli w głowie, bo przemówiła.
- Chciałam z Tobą pomówić.
- Widzę.- Harry przewrócił oczami. To było jego nowe przyzwyczajenie, wiec Anne zmarszczyła brwi z niezadowoleniem.
- Chodzi mi o twojego... przyjaciela.- przygryzła lekko wargę.
- O Ryana?- Harry podniósł jedną brew. Wiedział, że mama poruszy ten temat, ale nie spodziewał się, że na samym początku.
- Tak, właśnie, uhm, Ryana.- Anne wyprostowała się i spojrzała odważniej na syna.- Sporo o tym myślałam, połączyłam kilka faktów, myślę, że trafnie i, cóż, wyciągnęłam wnioski.
- Mamo, już o tym rozmawialiśmy...
- Tak, tak, wiem. Akceptuję... TO.- wydusiła.- Teraz miałam na myśli coś innego.
Harry znowu przewrócił oczami.
- Co znowu?
- Zastanawiam się, jak do tego doszło, kiedy, jak to się stało i kto... Cię do tego... hm... namówił.- wydukała niepewnie, znowu tracąc pewność siebie.
- Co?- Harry poczuł jak końcówki palców zaczynają mu drżeć.- Namówił? Co masz na myśli?
- Nie denerwuj się, proszę Cię.- starała się uspokoić sytuacje Anne.- Może się mylę, ale moim zdaniem to miało swój początek i myślę, że to nie tylko moje zdanie.
- Nie tylko twoje?
- Gemma uważa podobnie.
- Omawiasz moje sprawy z Gemmą?!- zdenerwował się Harry.
- Przestań! Obie widziałyśmy, co widziałyśmy i myślę, że to wystarczająco.
- Możesz mi jaśniej wytłumaczyć o co Ci do cholery chodzi?- Harry obniżył głos, starając się uspokoić.
- Okej, jak dla mnie, to wygląda tak: Przyjechał Louis. Do tej pory nie wiem, po co w ogóle się tu zjawił, ale mniejsza o to. Widziałam, że jest między wami więź, mocna, szczególna więź, ale uważałam to za zwykłą przyjaźń. Kiedy wyjechał, wszystko zaczęło się zmieniać. Twój związek z Dianą... Rozpadał się z dnia na dzień, chociaż nie było przecież żadnego konkretnego powodu. Pomyślałam, okej, są młodzi, tak bywa. Ale potem, kiedy zacząłeś prowadzać się z chłopakami, kiedy oznajmiłeś mi, że jesteś gejem...
- Dosyć! Nie chcę tego słuchać.- Harry zaciskał pięści starając się trzymać nerwy na wodzy. Wciąż był kiepski w ukrywaniu uczuć.
- Powiedz mi, przysięgnij, że to nie ma związku z Louis'em, tylko tyle i dam Ci spokój...- Anne i Harry wstali jednocześnie- ona w geście rozpaczy, a on z rozdrażnienia.
- Teraz ty mnie posłuchaj: To nie twoje pieprzona sprawa. Jeśli jeszcze raz o tym usłyszę, wyprowadzę się do Gemmy, przysięgam.- Harry wziął głęboki wdech.- Tyle mogę Ci obiecać.
Anne obserwowała, jak jej syn szybko wychodzi z pomieszczenia i usłyszała, jak trzaska drzwiami od swojego pokoju.
Czując, jak siły z niej opadają, usiadła ciężko na kanapie i załamując ręce, rozpłakała się z bezradności.

***

Harry spojrzał na figurkę, którą od piętnastu minut ściskał w ręku i kolejna łza spłynęła z jego oka.
Jechał właśnie pociągiem do Doncaster.
Nie, nie do Lou. Zresztą Lou od dawna tu nie mieszkał, przecież był teraz na pewno w Liverpoolu.
Miał zobaczyć się ze swoim przyjacielem, Ryanem.
Ryan był wysokim blondynem o głębokich, ciemnych oczach. Miał 23 lata i studiował w Doncaster.
Relacja Harry'ego i Ryana była co najmniej dziwna i niesprecyzowana, ale Harry wiedział, że tak ma być. Nazywał Ryana "przyjacielem" ale tak naprawdę lepszym określeniem byłby " seksualny przyjaciel".
Cóż, Harry spotykał się z nim tylko w jednym celu.
Pamiętał, że poznał go kilka miesięcy temu w klubie dla gejów. Harry nie chodził tam za często, a jeśli już tam bywał to bardziej z ciekawości niż w poszukiwaniu partnera. Ryan był pełen energii, mądry i można było z nim zawsze porozmawiać praktycznie na każdy temat. Harry często traktował go jako swojego powiernika, dlatego Ryan wiedział co sprawiło, że orientacja Harry'ego zmieniła się lub- jak on to nazywał- ujawniła się.

***

- Harry...- zaczął Ryan, leżąc zdyszany obok chłopaka.
- Tak?- Harry wtulał się w jego klatkę piersiową, prawie zasypiając.
- Myślę, że powinieneś odwiedzić Louis'a.
- Co?- Harry otworzył oczy i usiadł.
Ryan odgarnął mu włosy z czoła delikatnym gestem.
- Wiem, że ciągle o nim myślisz.
- To prawda, ale... nie mogę.- Harry położył się z powrotem, zakładając ręce za głowę.
- Bo co? Przecież jesteś gejem, nie musisz się tego bać.
Harry milczał. Louis był jedynym, czego pragnął od ponad roku. Wiedział, że jego uczucie nie osłabło, a z każdym dniem, który spędzali osobno- rosło.
- Słuchaj Harry, tu chodzi też o mnie.- teraz to Ryan podniósł się z powagą.- Rozumiem, że nasza relacja jest czysto seksualna, ale ja szukam kogoś na poważnie. Wiem, że z Tobą takiego związku nie stworzę, a wciąż ciężko mi Cię zostawić.
- Chcesz... mnie zostawić?- głos Harry'ego utknął w gardle.
- Przestań, Harry, ty też tego chcesz. Chcesz Lou. Więc jedź do niego.
- Ale...
- Zostaw do cholery wszystkie "ale"!- Ryan zaśmiał się, żeby po chwili znowu spoważnieć.- Po prostu to zrób.
- On tu jest.- dodał po chwili Ryan.
Harry'ego zatkało zupełnie.
- TU?- wyszeptał.
- Nie, nie tutaj. Ale w Doncaster. U siebie.- Harry spojrzał pytająco na Ryana.- Popytałem tu i tam.- chłopak przewrócił oczami, jak to miał w zwyczaju.
Harry siedział zażenowany na hotelowym łóżku i widać było wyraźnie, że nad czymś mocno rozmyśla.
- No dalej. Po prostu jedź.
Harry nagle wstał z łóżka, założył szybko spodnie, jak uciekający kochanek, pocałował Ryana w czoło i rzucił.
- I dlatego Cię kocham.
- Czekam na obszerną relację telefoniczną!- krzyknął ze śmiechem Ryan za wybiegającym chłopakiem.

***

- Ten nazywa się Ghost, bo jest biały jak duch, a ten będzie Ed, bo jest cały rudy, jak wujek Ed.- mała Lottie pokazywała z przejęciem swojemu starszemu bratu wszystkie nowo narodzone kociątka.- A ten.- podniosła maleńkiego kotka do góry.- Ten będzie Curly. Wiesz dlaczego, Louis? Bo futerko kręci mu się na głowie.- zaśmiała się promiennie Lottie i podała zwierzaka prosto w ramiona Lou.
Lou przyjrzał się brązowemu kotkowi.
"Curly, jak Hazza." pomyślał i uśmiechnął się gorzko.
- I ty sama się nimi opiekujesz?- spytał z przesadnym uznaniem. Lottie podniosła dumnie głowę.
- No, mama mi trochę pomaga, ale tylko troszkę.- usiłowała pokazać palcami, jak niewielka jest pomoc Johannah'y.
- Oczywiście. Chodź, biegniemy na obiad.- wziął małą na ręce i pobiegł do domu ze śmiechem.
Wbiegli do domu zdyszani a Lou śmiał się w głos.
Johannah uśmiechnęła się do niego.
- Już dawno nie widziałam Cię takiego szczęśliwego, synku.- podała chłopakowi herbaty, kiedy tylko usiadł przy stole w kuchni.
- Tak, ja też czuję się dzisiaj jakoś lepiej. Wszystko wydaje się dzisiaj lepsze.- wziął głęboki wdech świeżego powietrza wpadającego przez kuchenne okno i przymknął oczy z uśmiechem.- Tak. Ten dzień jest dobry.
Johannah zmierzwiła jego włosy.
- Skoro masz taki dobry nastrój, to możesz nakryć do stołu.

Wychodząc z kuchni Lou zobaczył jakieś auto na podjeździe.
- Spodziewasz się dzisiaj kogoś, mamo?- spytał, mrużąc oczy, aby dojrzeć kierowcę.
I wtedy z samochodu wysiadł chłopak w czarnych spodniach, białej koszulce i ciemnych okularach.
Harry.