***
Droga od okna do drzwi wejściowych zajęła Louis'owi trzy sekundy, tak, że Johannah nie zdążyła spytać ani zauważyć, co się właściwie dzieje. Bicie serca było jedynym dźwiękiem, jaki słyszał w tym momencie jej 22-letni syn. Jednak tuż przed drzwiami Lou zatrzymał się na moment.
"Dlaczego on tu przyjechał? Czego chce? Czy nie pamięta, co ustaliliśmy?" te myśli nie zdążyły się jednak zakorzenić w głowie Louis'a, gdyż ciekawość i tęsknota były silniejsze niż wątpliwości.
Dziarskim, pewnym krokiem wyszedł przed dom, trzymając nerwy na wodzy.
- Dzień dobry, zgubił się pan?- rzucił w stronę młodego chłopaka opartego plecami o czarne bmw.
Chłopak uśmiechnął się lekko a w jego policzkach pojawiły się dołeczki.
***
Harry stał przed domem Lou niecałe pięć sekund, jednak każda z nich wydawała mu się wiecznością. Z duszą na ramieniu wyszedł z pożyczonego od Ryana bmw i wypuścił powietrze z płuc, starając się nie wyglądać najżałośniej na świecie. Nie był pewien co ma teraz zrobić, bo w tym pośpiechu nie zdążył opracować żadnej strategii. Szybkim ruchem poprawił swoje jak zwykle rozczochrane loki i spojrzał w okno domu Louis'a.
Nigdy tu nie był. Doncaster było drugim domem Lou, a że od wyprowadzki Harry nie miał z nim żadnego kontaktu, nie miał też nigdy okazji odwiedzić tego miejsca. A wyglądało na naprawdę urocze i malowniczo położone, to Harry musiał przyznać. Domek był niewielki, ale zbudowany na obrzeżach osiedla, dlatego otaczały go łąki, pola i sady. Zbudowany z cegły, pomalowany na biało z pięknymi, drewnianymi okiennicami i brązowo-brunatnym dachem. Za domem był mały ogród a dalej sad. Za sadem, tak zdawało się Harry'emu przebłyskiwała woda, możliwe, że jakiś strumyk bądź jezioro.
Teraz, wczesną jesienią, po godzinie 16, w promieniach powoli zachodzącego słońca wszystko sprawiało wrażenie bajkowego i bardzo, bardzo pięknego.
Harry jednak wszystkie te rzeczy zauważył zaledwie na marginesie, zbyt pochłonięty nerwami związanymi z osobą, która właśnie otworzyła frontowe drzwi.
Louis miał na sobie za dużą, rozpiętą koszulę w kratę, niezdarnie podwinięte ciemne jeansy i był boso. We włosach potarganych we wszystkie strony chowały się promienie pomarańczowego słońca, czyniąc je lekko rudawymi. Oczy Lou były zmrużone i wpatrywały się w Harry'ego, zdając się go nie rozpoznawać.
- Dzień dobry, zgubił się pan?-spytał Louis i Harry zesztywniał na chwilę i stracił orientację w sytuacji.
"Jak to? Nie poznaje mnie?"
Ale wtedy ujrzał na twarzy Lou lekki uśmiech i po jego sercu nieśmiało rozlało się przyjemne ciepło.
Louis zrobił dwa kroki w jego stronę a Harry dziesięć, spotykając się pod ścianą domu Tomlinsonów.
Louis objął mocno twarz Harry'ego i przycisnął go do ściany. Przyciśnięci do siebie w desperackim pocałunku prawie zapomnieli o bożym świecie.
- Louis, ja nie mogłem wytrzymać...- wyszeptał Harry między jednym a drugim pocałunkiem.
- Wiem, wiem, Harry...- Louis przejechał delikatnie palcem po ustach Harry'ego, wpatrując się w te ukochane oczy. Nie było słów, które mogłyby opisać to, co oboje właśnie przeżywali.
- Minął rok...- Harry pokręcił głową z niedowierzaniem i w jego oku błysnęła łza, ale była to łza szczęścia i Lou tylko delikatnie scałował ją z policzka chłopaka.
Nagle oboje usłyszeli dźwięk otwieranych drzwi i odskoczyli od siebie jak oparzeni.
W czasie, kiedy Johannah schodziła po schodach, zdążyli doprowadzić się do względnego porządku.
- A kto to nas odwiedził?- Johannah na widok Harry'ego zaczęła z miejsca wspominać stare, dobre czasy i za chwilę oboje byli skazani na wysłuchiwanie rozwlekających się opowiadań mamy Louis'a.
"Dont talk
Let me think it over
How we gonna fix this?"
***
- Mamo, będę z Harry'm w domku, pójdziemy połowić trochę ryb na kolację.- rzucił Louis, sprawdzając swoją wędkę.
- Jasne, tylko wróćcie wcześnie, bo zbierają się brzydkie chmury, może się z tego rozwinie burza.- mruknęła Johannah, siedząc z herbatą przed telewizorem.
- Wrócimy z kolacją!- cmoknął matkę w czoło i stanął u podnóża schodów.- Harry!- krzyknął.
- Idę!- odpowiedział głos z góry i prawie w tej samej chwili uszu Louis'a dobiegły zbliżające się głośne kroki.
Harry stał przed nim w swoich mocno kręconych włosach, błyszczących oczach i uroczych dołeczkach.
Na moment Lou zabrakło powietrza w płucach ale najszybciej jak mógł przywrócił się do porządku.
- Gotowy?- szepnął dotykając dyskretnie ramienia Harry'ego.
Harry uśmiechnął się szeroko.
- Jasne.- i wyszedł szybko przed dom. Louis pognał za nim nie wiedząc, skąd u jego przyjaciela taki pośpiech.
Dogonił Harry'ego, który już był w połowie sadu.
- Ej, kolego, czekaj na mnie!- oparł się na jego ramieniu i zaśmiał się.
Niespodziewanie Harry odwrócił się do niego i przyparł go do najbliższego drzewa.
- Gdzie chcesz się najpierw kochać? W sadzie, w domku, w wodzie?- wymruczał, całując szyję Lou.
- Harry!- Lou odepchnął go z wysiłkiem i ze zdziwieniem i wtedy Harry wszystko zrozumiał.
Wpatrywał się chwilę zdezorientowany w Lou.
- Myślałem...- wydukał szukając uparcie jakiegoś wytłumaczenia w oczach przyjaciela.
- No? Co myślałeś?- Louis poprawił ubranie i podniósł torbę z ziemi. Ruszył dalej w głąb sadu.
- Myślałem, że skoro przyjechałem, że to wszystko...- Louis nie patrzył na podążającego za nim Harry'ego, ale wyczuł w jego głosie łzy. Ach, ten płaczliwy Harry.
- Możemy porozmawiać o tym później?- przerwał Harry'emu.
- Dlaczego później?!- Harry był już obok niego, nieźle wkurzony.
Louis zatrzymał się i przetarł twarz z głośnym westchnięciem.
Spojrzał na Harry'ego z małym uśmiechem.
- Bo jeśli się nie zamkniesz, to rzucę się zaraz na ciebie na oczach mojej mamy, która może nas właśnie widzieć z okna kuchennego.- powiedział, patrząc Harry'emu prosto w oczy.
Harry przełknął głośno ślinę i oblizał usta.
- Okej.- mruknął tylko i szybko ruszył do przodu.
Louis stał jeszcze parę sekund patrząc za nerwowo poruszającym się przyjacielem.
" Boże, jak ja kocham tego idiotę" pomyślał i mimowolnie się uśmiechnął.
***
Droga od okna do drzwi wejściowych zajęła Louis'owi trzy sekundy, tak, że Johannah nie zdążyła spytać ani zauważyć, co się właściwie dzieje. Bicie serca było jedynym dźwiękiem, jaki słyszał w tym momencie jej 22-letni syn. Jednak tuż przed drzwiami Lou zatrzymał się na moment.
"Dlaczego on tu przyjechał? Czego chce? Czy nie pamięta, co ustaliliśmy?" te myśli nie zdążyły się jednak zakorzenić w głowie Louis'a, gdyż ciekawość i tęsknota były silniejsze niż wątpliwości.
Dziarskim, pewnym krokiem wyszedł przed dom, trzymając nerwy na wodzy.
- Dzień dobry, zgubił się pan?- rzucił w stronę młodego chłopaka opartego plecami o czarne bmw.
Chłopak uśmiechnął się lekko a w jego policzkach pojawiły się dołeczki.
***
Harry stał przed domem Lou niecałe pięć sekund, jednak każda z nich wydawała mu się wiecznością. Z duszą na ramieniu wyszedł z pożyczonego od Ryana bmw i wypuścił powietrze z płuc, starając się nie wyglądać najżałośniej na świecie. Nie był pewien co ma teraz zrobić, bo w tym pośpiechu nie zdążył opracować żadnej strategii. Szybkim ruchem poprawił swoje jak zwykle rozczochrane loki i spojrzał w okno domu Louis'a.
Nigdy tu nie był. Doncaster było drugim domem Lou, a że od wyprowadzki Harry nie miał z nim żadnego kontaktu, nie miał też nigdy okazji odwiedzić tego miejsca. A wyglądało na naprawdę urocze i malowniczo położone, to Harry musiał przyznać. Domek był niewielki, ale zbudowany na obrzeżach osiedla, dlatego otaczały go łąki, pola i sady. Zbudowany z cegły, pomalowany na biało z pięknymi, drewnianymi okiennicami i brązowo-brunatnym dachem. Za domem był mały ogród a dalej sad. Za sadem, tak zdawało się Harry'emu przebłyskiwała woda, możliwe, że jakiś strumyk bądź jezioro.
Teraz, wczesną jesienią, po godzinie 16, w promieniach powoli zachodzącego słońca wszystko sprawiało wrażenie bajkowego i bardzo, bardzo pięknego.
Harry jednak wszystkie te rzeczy zauważył zaledwie na marginesie, zbyt pochłonięty nerwami związanymi z osobą, która właśnie otworzyła frontowe drzwi.
Louis miał na sobie za dużą, rozpiętą koszulę w kratę, niezdarnie podwinięte ciemne jeansy i był boso. We włosach potarganych we wszystkie strony chowały się promienie pomarańczowego słońca, czyniąc je lekko rudawymi. Oczy Lou były zmrużone i wpatrywały się w Harry'ego, zdając się go nie rozpoznawać.
- Dzień dobry, zgubił się pan?-spytał Louis i Harry zesztywniał na chwilę i stracił orientację w sytuacji.
"Jak to? Nie poznaje mnie?"
Ale wtedy ujrzał na twarzy Lou lekki uśmiech i po jego sercu nieśmiało rozlało się przyjemne ciepło.
Louis zrobił dwa kroki w jego stronę a Harry dziesięć, spotykając się pod ścianą domu Tomlinsonów.
Louis objął mocno twarz Harry'ego i przycisnął go do ściany. Przyciśnięci do siebie w desperackim pocałunku prawie zapomnieli o bożym świecie.
- Louis, ja nie mogłem wytrzymać...- wyszeptał Harry między jednym a drugim pocałunkiem.
- Wiem, wiem, Harry...- Louis przejechał delikatnie palcem po ustach Harry'ego, wpatrując się w te ukochane oczy. Nie było słów, które mogłyby opisać to, co oboje właśnie przeżywali.
- Minął rok...- Harry pokręcił głową z niedowierzaniem i w jego oku błysnęła łza, ale była to łza szczęścia i Lou tylko delikatnie scałował ją z policzka chłopaka.
Nagle oboje usłyszeli dźwięk otwieranych drzwi i odskoczyli od siebie jak oparzeni.
W czasie, kiedy Johannah schodziła po schodach, zdążyli doprowadzić się do względnego porządku.
- A kto to nas odwiedził?- Johannah na widok Harry'ego zaczęła z miejsca wspominać stare, dobre czasy i za chwilę oboje byli skazani na wysłuchiwanie rozwlekających się opowiadań mamy Louis'a.
"Dont talk
Let me think it over
How we gonna fix this?"
***
- Mamo, będę z Harry'm w domku, pójdziemy połowić trochę ryb na kolację.- rzucił Louis, sprawdzając swoją wędkę.
- Jasne, tylko wróćcie wcześnie, bo zbierają się brzydkie chmury, może się z tego rozwinie burza.- mruknęła Johannah, siedząc z herbatą przed telewizorem.
- Wrócimy z kolacją!- cmoknął matkę w czoło i stanął u podnóża schodów.- Harry!- krzyknął.
- Idę!- odpowiedział głos z góry i prawie w tej samej chwili uszu Louis'a dobiegły zbliżające się głośne kroki.
Harry stał przed nim w swoich mocno kręconych włosach, błyszczących oczach i uroczych dołeczkach.
Na moment Lou zabrakło powietrza w płucach ale najszybciej jak mógł przywrócił się do porządku.
- Gotowy?- szepnął dotykając dyskretnie ramienia Harry'ego.
Harry uśmiechnął się szeroko.
- Jasne.- i wyszedł szybko przed dom. Louis pognał za nim nie wiedząc, skąd u jego przyjaciela taki pośpiech.
Dogonił Harry'ego, który już był w połowie sadu.
- Ej, kolego, czekaj na mnie!- oparł się na jego ramieniu i zaśmiał się.
Niespodziewanie Harry odwrócił się do niego i przyparł go do najbliższego drzewa.
- Gdzie chcesz się najpierw kochać? W sadzie, w domku, w wodzie?- wymruczał, całując szyję Lou.
- Harry!- Lou odepchnął go z wysiłkiem i ze zdziwieniem i wtedy Harry wszystko zrozumiał.
Wpatrywał się chwilę zdezorientowany w Lou.
- Myślałem...- wydukał szukając uparcie jakiegoś wytłumaczenia w oczach przyjaciela.
- No? Co myślałeś?- Louis poprawił ubranie i podniósł torbę z ziemi. Ruszył dalej w głąb sadu.
- Myślałem, że skoro przyjechałem, że to wszystko...- Louis nie patrzył na podążającego za nim Harry'ego, ale wyczuł w jego głosie łzy. Ach, ten płaczliwy Harry.
- Możemy porozmawiać o tym później?- przerwał Harry'emu.
- Dlaczego później?!- Harry był już obok niego, nieźle wkurzony.
Louis zatrzymał się i przetarł twarz z głośnym westchnięciem.
Spojrzał na Harry'ego z małym uśmiechem.
- Bo jeśli się nie zamkniesz, to rzucę się zaraz na ciebie na oczach mojej mamy, która może nas właśnie widzieć z okna kuchennego.- powiedział, patrząc Harry'emu prosto w oczy.
Harry przełknął głośno ślinę i oblizał usta.
- Okej.- mruknął tylko i szybko ruszył do przodu.
Louis stał jeszcze parę sekund patrząc za nerwowo poruszającym się przyjacielem.
" Boże, jak ja kocham tego idiotę" pomyślał i mimowolnie się uśmiechnął.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz