Obserwatorzy

sobota, 23 sierpnia 2014

Chapter 9: Missing you

***
Droga od okna do drzwi wejściowych zajęła Louis'owi trzy sekundy, tak, że Johannah nie zdążyła spytać ani zauważyć, co się właściwie dzieje. Bicie serca było jedynym dźwiękiem, jaki słyszał w tym momencie jej 22-letni syn. Jednak tuż przed drzwiami Lou zatrzymał się na moment.
"Dlaczego on tu przyjechał? Czego chce? Czy nie pamięta, co ustaliliśmy?" te myśli nie zdążyły się jednak zakorzenić w głowie Louis'a, gdyż ciekawość i tęsknota były silniejsze niż wątpliwości.
Dziarskim, pewnym krokiem wyszedł przed dom, trzymając nerwy na wodzy.
- Dzień dobry, zgubił się pan?- rzucił w stronę młodego chłopaka opartego plecami o czarne bmw.
Chłopak uśmiechnął się lekko a w jego policzkach pojawiły się dołeczki.

***

Harry stał przed domem Lou niecałe pięć sekund, jednak każda z nich wydawała mu się wiecznością. Z duszą na ramieniu wyszedł z pożyczonego od Ryana bmw i wypuścił powietrze z płuc, starając się nie wyglądać najżałośniej na świecie. Nie był pewien co ma teraz zrobić, bo w tym pośpiechu nie zdążył opracować żadnej strategii. Szybkim ruchem poprawił swoje jak zwykle rozczochrane loki i spojrzał w okno domu Louis'a.
 Nigdy tu nie był. Doncaster było drugim domem Lou, a że od wyprowadzki Harry nie miał z nim żadnego kontaktu, nie miał też nigdy okazji odwiedzić tego miejsca. A wyglądało na naprawdę urocze i malowniczo położone, to Harry musiał przyznać. Domek był niewielki, ale zbudowany na obrzeżach osiedla, dlatego otaczały go łąki, pola i sady. Zbudowany z cegły, pomalowany na biało z pięknymi, drewnianymi okiennicami i brązowo-brunatnym dachem. Za domem był mały ogród a dalej sad. Za sadem, tak zdawało się Harry'emu przebłyskiwała woda, możliwe, że jakiś strumyk bądź jezioro.
Teraz, wczesną jesienią, po godzinie 16, w promieniach powoli zachodzącego słońca wszystko sprawiało wrażenie bajkowego i bardzo, bardzo pięknego.
Harry jednak wszystkie te rzeczy zauważył zaledwie na marginesie, zbyt pochłonięty nerwami związanymi z osobą, która właśnie otworzyła frontowe drzwi.
Louis miał na sobie za dużą, rozpiętą koszulę w kratę, niezdarnie podwinięte ciemne jeansy i był boso. We włosach potarganych we wszystkie strony chowały się promienie pomarańczowego słońca, czyniąc je lekko rudawymi. Oczy Lou były zmrużone i wpatrywały się w Harry'ego, zdając się go nie rozpoznawać.
- Dzień dobry, zgubił się pan?-spytał Louis i Harry zesztywniał na chwilę i stracił orientację w sytuacji.
"Jak to? Nie poznaje mnie?"
Ale wtedy ujrzał na twarzy Lou lekki uśmiech i po jego sercu nieśmiało rozlało się przyjemne ciepło.
Louis zrobił dwa kroki w jego stronę a Harry dziesięć, spotykając się pod ścianą domu Tomlinsonów.
Louis objął mocno twarz Harry'ego i przycisnął go do ściany. Przyciśnięci do siebie w desperackim pocałunku prawie zapomnieli o bożym świecie.
- Louis, ja nie mogłem wytrzymać...- wyszeptał Harry między jednym a drugim pocałunkiem.
- Wiem, wiem, Harry...- Louis przejechał delikatnie palcem po ustach Harry'ego, wpatrując się w te ukochane oczy. Nie było słów, które mogłyby opisać to, co oboje właśnie przeżywali.
- Minął rok...- Harry pokręcił głową z niedowierzaniem i w jego oku błysnęła łza, ale była to łza szczęścia i Lou tylko delikatnie scałował ją z policzka chłopaka.
Nagle oboje usłyszeli dźwięk otwieranych drzwi i odskoczyli od siebie jak oparzeni.
W czasie, kiedy Johannah schodziła po schodach, zdążyli doprowadzić się do względnego porządku.
- A kto to nas odwiedził?- Johannah na widok Harry'ego zaczęła z miejsca wspominać stare, dobre czasy i za chwilę oboje byli skazani na wysłuchiwanie rozwlekających się opowiadań mamy Louis'a.


"Dont talk
Let me think it over
How we gonna fix this?"

***

- Mamo, będę z Harry'm w domku, pójdziemy połowić trochę ryb na kolację.- rzucił Louis, sprawdzając swoją wędkę.
- Jasne, tylko wróćcie wcześnie, bo zbierają się brzydkie chmury, może się z tego rozwinie burza.- mruknęła Johannah, siedząc z herbatą przed telewizorem.
- Wrócimy z kolacją!- cmoknął matkę w czoło i stanął u podnóża schodów.- Harry!- krzyknął.
- Idę!- odpowiedział głos z góry i prawie w tej samej chwili uszu Louis'a dobiegły zbliżające się głośne kroki.
Harry stał przed nim w swoich mocno kręconych włosach, błyszczących oczach i uroczych dołeczkach.
 Na moment Lou zabrakło powietrza w płucach ale najszybciej jak mógł przywrócił się do porządku.
- Gotowy?- szepnął dotykając dyskretnie ramienia Harry'ego.
Harry uśmiechnął się szeroko.
- Jasne.- i wyszedł szybko przed dom. Louis pognał za nim nie wiedząc, skąd u jego przyjaciela taki pośpiech.
Dogonił Harry'ego, który już był w połowie sadu.
- Ej, kolego, czekaj na mnie!- oparł się na jego ramieniu i zaśmiał się.
Niespodziewanie Harry odwrócił się do niego i przyparł go do najbliższego drzewa.
- Gdzie chcesz się najpierw kochać? W sadzie, w domku, w wodzie?- wymruczał, całując szyję Lou.
- Harry!- Lou odepchnął go z wysiłkiem i ze zdziwieniem i wtedy Harry wszystko zrozumiał.
Wpatrywał się chwilę zdezorientowany w Lou.
- Myślałem...- wydukał szukając uparcie jakiegoś wytłumaczenia w oczach przyjaciela.
- No? Co myślałeś?- Louis poprawił ubranie i podniósł torbę z ziemi. Ruszył dalej w głąb sadu.
- Myślałem, że skoro przyjechałem, że to wszystko...- Louis nie patrzył na podążającego za nim Harry'ego, ale wyczuł w jego głosie łzy. Ach, ten płaczliwy Harry.
- Możemy porozmawiać o tym później?- przerwał Harry'emu.
- Dlaczego później?!- Harry był już obok niego, nieźle wkurzony.
Louis zatrzymał się i przetarł twarz z głośnym westchnięciem.
Spojrzał na Harry'ego z małym uśmiechem.
- Bo jeśli się nie zamkniesz, to rzucę się zaraz na ciebie na oczach mojej mamy, która może nas właśnie widzieć z okna kuchennego.- powiedział, patrząc Harry'emu prosto w oczy.
Harry przełknął głośno ślinę i oblizał usta.
- Okej.- mruknął tylko i szybko ruszył do przodu.
Louis stał jeszcze parę sekund patrząc za nerwowo poruszającym się przyjacielem.
" Boże, jak ja kocham tego idiotę" pomyślał i mimowolnie się uśmiechnął.

***

środa, 6 sierpnia 2014

Chapter 8: Be alright

***
Louis wstał wcześniej tego sierpniowego poranka. Obudziło go głośne szczekanie psa. Przetarł zmęczoną twarz i otworzył jedno oko.
Przez okno na poddaszu wpadały świeże promienie słońca, rozświetlając mały pokoik w Doncaster.
Meble, łóżko a nawet firanki w pokoju nie były zmieniane przez ostatnie dziesięć lat.
Johannah nie zmieniła niczego w starym pokoju swojego syna. Louis uśmiechnął się lekko patrząc na wystrój pomieszczenia.
Odkąd przebywał w rodzinnym domu czuł się o niebo lepiej. A mijał już drugi tydzień jego pobytu w Doncaster.
Louis zerknął na kalendarz zawieszony na ścianie nad łóżkiem. Dokładnie trzy miesiące temu rozstał się z Elizabeth. Wstał z łóżka i westchnął ciężko. Nie miał ochoty o tym rozmyślać, ani o niej, ani o rozstaniu, ani o... powodzie tego rozstania. Najlepszym wyjściem by uciec od wspomnień był gorący prysznic, więc Louis nie wahał się ani chwili dłużej i udał się w kierunku łazienki, zgarniając po drodze ręcznik z szafy.

***

Harry był w połowie swojego leniwego wieczoru przed telewizorem, kiedy Anne cicho weszła do salonu i przysiadła na fotelu obok. Harry rzucił jej obojętne spojrzenie i kontynuował jedzenie popcornu.
Anne kręciła się, sprawiając wrażenie skrępowanej. Wyraźnie było widać, że przyszła tu z konkretnego powodu i w konkretnym celu i Harry wiedział o tym.
Minął prawie rok odkąd ostatni raz widział Lou i ponad pół roku kiedy ostatni raz widział Dianę.
Wiele zmieniło się od tego czasu.
- Harry, synku.- zaczęła Anne, usiłując zwrócić na siebie uwagę syna.
Harry odstawił miskę z popcornem, wyciszył telewizję i odwrócił się w stronę matki.
- Słucham.- westchnął z rozdrażnieniem, rzucając pilot na kanapę.
Anne zerkała niepewnie na swoje dłonie, w końcu jednak udało jej się chyba ułożyć myśli w głowie, bo przemówiła.
- Chciałam z Tobą pomówić.
- Widzę.- Harry przewrócił oczami. To było jego nowe przyzwyczajenie, wiec Anne zmarszczyła brwi z niezadowoleniem.
- Chodzi mi o twojego... przyjaciela.- przygryzła lekko wargę.
- O Ryana?- Harry podniósł jedną brew. Wiedział, że mama poruszy ten temat, ale nie spodziewał się, że na samym początku.
- Tak, właśnie, uhm, Ryana.- Anne wyprostowała się i spojrzała odważniej na syna.- Sporo o tym myślałam, połączyłam kilka faktów, myślę, że trafnie i, cóż, wyciągnęłam wnioski.
- Mamo, już o tym rozmawialiśmy...
- Tak, tak, wiem. Akceptuję... TO.- wydusiła.- Teraz miałam na myśli coś innego.
Harry znowu przewrócił oczami.
- Co znowu?
- Zastanawiam się, jak do tego doszło, kiedy, jak to się stało i kto... Cię do tego... hm... namówił.- wydukała niepewnie, znowu tracąc pewność siebie.
- Co?- Harry poczuł jak końcówki palców zaczynają mu drżeć.- Namówił? Co masz na myśli?
- Nie denerwuj się, proszę Cię.- starała się uspokoić sytuacje Anne.- Może się mylę, ale moim zdaniem to miało swój początek i myślę, że to nie tylko moje zdanie.
- Nie tylko twoje?
- Gemma uważa podobnie.
- Omawiasz moje sprawy z Gemmą?!- zdenerwował się Harry.
- Przestań! Obie widziałyśmy, co widziałyśmy i myślę, że to wystarczająco.
- Możesz mi jaśniej wytłumaczyć o co Ci do cholery chodzi?- Harry obniżył głos, starając się uspokoić.
- Okej, jak dla mnie, to wygląda tak: Przyjechał Louis. Do tej pory nie wiem, po co w ogóle się tu zjawił, ale mniejsza o to. Widziałam, że jest między wami więź, mocna, szczególna więź, ale uważałam to za zwykłą przyjaźń. Kiedy wyjechał, wszystko zaczęło się zmieniać. Twój związek z Dianą... Rozpadał się z dnia na dzień, chociaż nie było przecież żadnego konkretnego powodu. Pomyślałam, okej, są młodzi, tak bywa. Ale potem, kiedy zacząłeś prowadzać się z chłopakami, kiedy oznajmiłeś mi, że jesteś gejem...
- Dosyć! Nie chcę tego słuchać.- Harry zaciskał pięści starając się trzymać nerwy na wodzy. Wciąż był kiepski w ukrywaniu uczuć.
- Powiedz mi, przysięgnij, że to nie ma związku z Louis'em, tylko tyle i dam Ci spokój...- Anne i Harry wstali jednocześnie- ona w geście rozpaczy, a on z rozdrażnienia.
- Teraz ty mnie posłuchaj: To nie twoje pieprzona sprawa. Jeśli jeszcze raz o tym usłyszę, wyprowadzę się do Gemmy, przysięgam.- Harry wziął głęboki wdech.- Tyle mogę Ci obiecać.
Anne obserwowała, jak jej syn szybko wychodzi z pomieszczenia i usłyszała, jak trzaska drzwiami od swojego pokoju.
Czując, jak siły z niej opadają, usiadła ciężko na kanapie i załamując ręce, rozpłakała się z bezradności.

***

Harry spojrzał na figurkę, którą od piętnastu minut ściskał w ręku i kolejna łza spłynęła z jego oka.
Jechał właśnie pociągiem do Doncaster.
Nie, nie do Lou. Zresztą Lou od dawna tu nie mieszkał, przecież był teraz na pewno w Liverpoolu.
Miał zobaczyć się ze swoim przyjacielem, Ryanem.
Ryan był wysokim blondynem o głębokich, ciemnych oczach. Miał 23 lata i studiował w Doncaster.
Relacja Harry'ego i Ryana była co najmniej dziwna i niesprecyzowana, ale Harry wiedział, że tak ma być. Nazywał Ryana "przyjacielem" ale tak naprawdę lepszym określeniem byłby " seksualny przyjaciel".
Cóż, Harry spotykał się z nim tylko w jednym celu.
Pamiętał, że poznał go kilka miesięcy temu w klubie dla gejów. Harry nie chodził tam za często, a jeśli już tam bywał to bardziej z ciekawości niż w poszukiwaniu partnera. Ryan był pełen energii, mądry i można było z nim zawsze porozmawiać praktycznie na każdy temat. Harry często traktował go jako swojego powiernika, dlatego Ryan wiedział co sprawiło, że orientacja Harry'ego zmieniła się lub- jak on to nazywał- ujawniła się.

***

- Harry...- zaczął Ryan, leżąc zdyszany obok chłopaka.
- Tak?- Harry wtulał się w jego klatkę piersiową, prawie zasypiając.
- Myślę, że powinieneś odwiedzić Louis'a.
- Co?- Harry otworzył oczy i usiadł.
Ryan odgarnął mu włosy z czoła delikatnym gestem.
- Wiem, że ciągle o nim myślisz.
- To prawda, ale... nie mogę.- Harry położył się z powrotem, zakładając ręce za głowę.
- Bo co? Przecież jesteś gejem, nie musisz się tego bać.
Harry milczał. Louis był jedynym, czego pragnął od ponad roku. Wiedział, że jego uczucie nie osłabło, a z każdym dniem, który spędzali osobno- rosło.
- Słuchaj Harry, tu chodzi też o mnie.- teraz to Ryan podniósł się z powagą.- Rozumiem, że nasza relacja jest czysto seksualna, ale ja szukam kogoś na poważnie. Wiem, że z Tobą takiego związku nie stworzę, a wciąż ciężko mi Cię zostawić.
- Chcesz... mnie zostawić?- głos Harry'ego utknął w gardle.
- Przestań, Harry, ty też tego chcesz. Chcesz Lou. Więc jedź do niego.
- Ale...
- Zostaw do cholery wszystkie "ale"!- Ryan zaśmiał się, żeby po chwili znowu spoważnieć.- Po prostu to zrób.
- On tu jest.- dodał po chwili Ryan.
Harry'ego zatkało zupełnie.
- TU?- wyszeptał.
- Nie, nie tutaj. Ale w Doncaster. U siebie.- Harry spojrzał pytająco na Ryana.- Popytałem tu i tam.- chłopak przewrócił oczami, jak to miał w zwyczaju.
Harry siedział zażenowany na hotelowym łóżku i widać było wyraźnie, że nad czymś mocno rozmyśla.
- No dalej. Po prostu jedź.
Harry nagle wstał z łóżka, założył szybko spodnie, jak uciekający kochanek, pocałował Ryana w czoło i rzucił.
- I dlatego Cię kocham.
- Czekam na obszerną relację telefoniczną!- krzyknął ze śmiechem Ryan za wybiegającym chłopakiem.

***

- Ten nazywa się Ghost, bo jest biały jak duch, a ten będzie Ed, bo jest cały rudy, jak wujek Ed.- mała Lottie pokazywała z przejęciem swojemu starszemu bratu wszystkie nowo narodzone kociątka.- A ten.- podniosła maleńkiego kotka do góry.- Ten będzie Curly. Wiesz dlaczego, Louis? Bo futerko kręci mu się na głowie.- zaśmiała się promiennie Lottie i podała zwierzaka prosto w ramiona Lou.
Lou przyjrzał się brązowemu kotkowi.
"Curly, jak Hazza." pomyślał i uśmiechnął się gorzko.
- I ty sama się nimi opiekujesz?- spytał z przesadnym uznaniem. Lottie podniosła dumnie głowę.
- No, mama mi trochę pomaga, ale tylko troszkę.- usiłowała pokazać palcami, jak niewielka jest pomoc Johannah'y.
- Oczywiście. Chodź, biegniemy na obiad.- wziął małą na ręce i pobiegł do domu ze śmiechem.
Wbiegli do domu zdyszani a Lou śmiał się w głos.
Johannah uśmiechnęła się do niego.
- Już dawno nie widziałam Cię takiego szczęśliwego, synku.- podała chłopakowi herbaty, kiedy tylko usiadł przy stole w kuchni.
- Tak, ja też czuję się dzisiaj jakoś lepiej. Wszystko wydaje się dzisiaj lepsze.- wziął głęboki wdech świeżego powietrza wpadającego przez kuchenne okno i przymknął oczy z uśmiechem.- Tak. Ten dzień jest dobry.
Johannah zmierzwiła jego włosy.
- Skoro masz taki dobry nastrój, to możesz nakryć do stołu.

Wychodząc z kuchni Lou zobaczył jakieś auto na podjeździe.
- Spodziewasz się dzisiaj kogoś, mamo?- spytał, mrużąc oczy, aby dojrzeć kierowcę.
I wtedy z samochodu wysiadł chłopak w czarnych spodniach, białej koszulce i ciemnych okularach.
Harry.

czwartek, 31 lipca 2014

Chapter 7: I love you's

***

Harry przycisnął Louis'a do ściany i splótł ich ręce nad głową.
- Harry...- zaczął zdezorientowany Lou, ale młodszy chłopak zamknął mu usta swoimi.
Cóż, temu nie sposób było się oprzeć.
Ale tym razem Lou musiał.
Wyrwał się z objęć Harry'ego.
- Za dwadzieścia minut muszę wyjechać na dworzec.- powiedział, trzymając ich ręce wciąż splecione.
- Przecież wiem.- odpowiedział Harry i cmoknął go w szyję.
Louis westchnął.
- Zaczekaj. Porozmawiajmy.- puścił Harry'ego i podszedł do łóżka, siadając na jego brzegu.
Harry usiadł obok niego z miną żądającą wyjaśnień.
- Ja odjeżdżam.- powiedział poważnie Louis.
Harry ujął powoli jego dłonie, układając je sobie na kolanach.
- Wiem, ale liczyłem, że może... Zadzwonisz czy coś.- zmieszał się.
Louis przygryzł wargi.
- Nie.- pokręcił lekko głową, spuszczając wzrok.
Harry wstał i zaczął spacerować po pokoju.
- Dobrze.- powiedział przez zaciśnięte usta, patrząc w okno.- Wracaj do domu. Do swojej narzeczonej.
- Harry, ja ją kocham...- głos Lou zadrżał.
- Tak bardzo, że przespałeś się z jakimś gówniarzem za jej plecami?!- krzyknął niespodziewanie Harry odwracając się do Lou. Łzy płynęły po jego policzkach.- Ustalmy coś. Nie dzwoń, nie pisz i pod żadnym pozorem- nigdy więcej się tu nie pojawiaj. Obiecuję, że będę omijał Liverpool z daleka.
- Harry, moglibyśmy zostać przecież przyjaciółmi. To... nic takiego.- Lou bardzo chciał uśmiechnąć się przyjaźnie, ale nie był w stanie.
- Co?- Harry spytał szeptem, jakby nagle odebrało mu głos. Zrobił krok w stronę Lou.- Co?- powtórzył głośniej.- Mam rozumieć, że dla ciebie to nic nie znaczyło? Ach, no tak, oczywiście. To tylko ja przykładam wagę do takich rzeczy.
- Harry!- Lou wstał.- Przestań. To wcale nie wygląda tak, jak Ci się wydaje. Czego ode mnie oczekujesz?! Co miałbym zrobić?! Rzucić wszystko i co? Zamieszkać u ciebie? Ok, super, porozmawiajmy o tym z twoją mamą!- uspokoił się nieco stojąc twarzą w twarzą z Harry'm.- Posłuchaj: Wracam do siebie. I ty też powinieneś. Nie możesz całego życia uzależniać ode mnie.
Gniew z twarzy Harry'ego ustępował. Zaczął zdawać sobie sprawę z beznadziejności sytuacji.
Louis musnął palcami policzek Harry'ego.
- Proszę... Porozmawiaj z Dianą. Poukładaj sobie wszystko. Jeśli tylko będziesz miał ochotę, możesz do mnie zadzwonić.- mówił miękko i delikatnie, wciąż trzymając dłoń przy twarzy Hazzy.- Ale... Ja też potrzebuję czasu na ułożenie sobie tego wszystkiego w głowie.
Harry pokiwał krótko głową, a oczy miał już suche.
Louis nigdy nie czuł się tak źle okłamując kogoś.
I przy okazji siebie.
Harry spojrzał na niego i Louis poczuł się jeszcze gorzej, chociaż myślał, że to niemożliwe.
"Kiedy tylko stąd wyjdę i zostawię to za sobą poczuję się lepiej." starał się sobie wmówić Lou.
Oczy Harry'ego wywoływały w nim jak najcieplejsze uczucia a serce łamało mu się w pół, bo wiedział, że musi jak najszybciej zostawić te oczy same.

***

- Louis.
- Tak?
- Możesz coś dla mnie zrobić?
- Harry...
- Ostatnią rzecz.
- Dobrze. 
- ...
- No?
- Pocałuj mnie.
Louis szybko wstał i przemierzył pół pokoju, czyli całą odległość jaka ich dzieliła. Ujął twarz Harry'ego w obie dłonie, jakby była czymś nadzwyczaj delikatnym.
Pocałował go mocno i długo.
Spojrzał w zielone, głębokie oczy i przejechał kciukiem po dolnej wardze Harry'ego.
Westchnął.
Niespodziewanie Harry przytulił go mocno, przyciskając do swojej klatki piersiowej. Louis oddał uścisk i przeszła mu przez głowę myśl, że mógłby tak tonąć w objęciach Harry'ego już zawsze. 

***

Ostatnie wspomnienie związane z Harry'm stało mu przed oczami jak najgorszy koszmar.
" Zawsze chciałem być aktorem, to teraz przyszło mi grać w dramacie. Ale największa rola życia już za mną."
Droga do Liverpoolu dobiegała końca, tak samo jak ten nieszczęsny dzień, ale zamiast czuć się lepiej, Louis czuł się tak samo źle, jeśli nie gorzej.
Na dworcu czekała na niego Elizabeth, która na jego widok rzuciła mu się w ramiona tylko po to, żeby dziesięć minut później w taksówce robić mu wyrzuty.
- Moi rodzice są wściekli. To była ważna kolacja, był tam ich wspólnik z rodziną a ty należysz teraz do mojej i też powinieneś tam być! Wiesz, jak się czułam? Och, nie, ty bawiłeś się wtedy u swojego starego kumpla i miałeś w dupie moje uczucia!
" Żebyś tylko wiedziała, jak się bawiłem." pomyślał mimowolnie Louis i uśmiechnął się na samą myśl.
Elizabeth spojrzała na niego z gniewem.
- Przepraszam, śmieszy cię to? Cholera, Louis, co się z tobą dzieje? Znikasz i zbywasz mnie krótkim telefonem a teraz nawet nie przejdzie ci przez gardło żadne słowo przeprosin.
- Nie, kochanie, to nie tak...- Louis jednak nie mógł opanować śmieszności.
- Nie, koniec tego cyrku. Proszę się zatrzymać.- Lisa zwróciła się taksówkarza. Ten zatrzymał się posłusznie. Lisa chwyciła swoją torebkę i wyszła, trzaskając drzwiami.- Przemyśl sobie to.- rzuciła jeszcze przez odsuniętą szybę, po czym odeszła.
Tak, Louis zdecydowanie miał zamiar TO przemyśleć.

***
- Boże, Harry, nie musiałeś tego robić.- powiedziała Diana, a zachwyt malował się w jej oczach.
Harry przygotował kolację w ogrodzie, ustawił świece i zadbał o kwiaty.
- Ale chciałem. Dla Ciebie.- szepnął, całując ją w szyję.
Objął ją od tyłu i poprowadził do huśtawki. Usiedli.
- Chciałem... Chciałem Cię przeprosić. Zachowywałem się okropnie i bardzo tego żałuję. Mam nadzieję, że mi wybaczysz.- powiedział Harry.
- Nie mogłabym zrobić inaczej.- Diana cmoknęła go w nos ze śmiechem.
- Kocham Cię.- szepnął Harry i pocałował swoją dziewczynę.

***

- Elizabeth, kocham Cię. Liczę, że oddzwonisz.- dokończył Louis i odłożył telefon na szafkę.
Nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Wiedział, że sprawa z Harry'm musi zostać zamknięta.
Dlatego powinien jak najszybciej wrócić do starego życia, poczynając od znalezienia pracy.
Lepszej niż obecna posada kelnera. Co prawda kelnera w luksusowej restauracji, ale wciąż kelnera.
I zamierzał zacząć od zaraz.
" Koniec Harry'ego."

niedziela, 27 lipca 2014

Chapter 6:"Just friends"

***
- Nie jestem gejem. Nie jestem nawet bi.- wykrztusił Harry.
- Ja też nie. Nie martw się, to przez tę kłótnię.- uspokoił go Louis.
- Pewnie tak.
Harry i Louis siedzieli na przeciwległych stronach kanapy, oglądając telewizję i ani razu nie patrząc na siebie nawzajem.
- Po prostu o tym zapomnimy.- rzucił Louis.
Ale nie było łatwo zapomnieć, kiedy myśli przelatywały przez głowę Harry'ego nie zatrzymując się ani na chwilę. Przytaknął tylko krótko.
 Dlaczego pocałował Lou? Dlaczego nie przerwali od razu? Dlaczego kłócili się o takie rzeczy? I najważniejsze: Dlaczego Louis oddał pocałunek?
Harry'ego martwiła jeszcze jedna kwestia, z którą ciężko było mu się zmierzyć. Odpychał ją uparcie od siebie, nie chcąc pozwolić jej zaistnieć w jego głowie. Nie był jednak w stanie długo się przed tym bronić.
Dlaczego pocałunek z Lou... Ech, cholera... Dlaczego mu się to podobało? Przecież byli przyjaciółmi, tak? W dodatku facetami, no halo! Faceci tak nie robią. No, chyba, że są...
Nie. Harry nie był gejem. Na pewno nie. Nie miał żadnych obiekcji co do gejów, ale znał siebie na tyle, żeby wiedzieć, że nigdy nie pociągał go żaden mężczyzna. Co prawda, fakt, że całowanie mężczyzny podobało mu się bardziej od całowania dziewczyny, był nieco przerażający, ale...
I wtedy Harry uświadomił sobie coś, co go przeraziło. Taka była prawda. Całowanie Diany było niczym w porównaniu z całowaniem Louis'a. Całowanie Lou mu się podobało i, Harry zawstydził się na myśl o tym, że Louis prawdopodobnie też czerpał z tego jakąś przyjemność.
Nie, nie, nie, nie. Musiał wyrzucić z siebie te myśli. To był wypadek.
Było, minęło.
Nie ma co rozmyślać.
Louis na pewno już o tym zapomniał.
Ale Harry w jego obecności nie mógł o tym nie myśleć.
- Wiesz, ja już chyba się położę.- odkaszlnął Hazza rzucając krótkie spojrzenie Lou i wstał.
- Ehm, jasne, nie musisz przecież tu ze mną siedzieć.- Louis uśmiechnął się przyjacielsko. Harry zmarszczył brwi. Lou wyglądał spokojnie i opanowanie.
"Czyli pewnie niczym się nie przejmuje, jak ja." przeleciało mu przez myśl. To spostrzeżenie uspokoiło go.
- Nie o to chodzi, na prawdę chciałem się położyć.- wyjaśnił Harry.
- W porządku. Poradzę sobie.- Lou wstał i zaczął układać koc na kanapie.
Harry włożył ręce do kieszeni i patrzył chwilę w czubki swoich butów.
- No to, hm, dobranoc.- powiedział odwracając się.
- Dobranoc, Harry.- usłyszał za sobą słodki głos Lou.
W tym momencie miał ochotę się spoliczkować.
Nie chcąc przebywać w tym pomieszczeniu ani chwili dłużej, szybko wbiegł po schodach, prosto do pokoju, rzucając się na łóżko.

***

"Boże święty, co ja najlepszego zrobiłem." Louis myślał tylko o tym, gdy siedział dwa metry od Hazzy.
Teraz, kiedy Harry poszedł, czuł się swobodniej, ale też pusto.
"Cholera, Harry." pomyślał i uśmiechnął się sam do siebie. Czuł się dziwnie ze świadomością, że pocałował chłopaka, dlatego myślał o tym w inny sposób.
Pocałował Harry'ego.
A to nie jakiś tam obcy facet.
To jego mały Hazza.
" Przecież to nic takiego, jednorazowa sytuacja i już." wytłumaczył sobie, chodząc po salonie.
"Ale podobało Ci się." podpowiedział głos w jego głowie.
" Tak, ale... To nic nie znaczy. Nic nie znaczy, prawda?" Louis nie był już pewien.
" Może...jestem gejem?" Z niesmakiem wyrzucił tę myśl z głowy.
" Przecież mam narzeczoną, pocałunek to nawet nie zdrada." zbagatelizował poprzednią sugestię, prawie mówiąc sam do siebie.
"A może... może warto się upewnić?" głos w głowie nie chciał się zamknąć.
" Co?" Louis zmarszczył brwi i zatrzymał się.
" Spróbuj jeszcze raz. Jeśli to na prawdę nic nie znaczy, to nie ma w tym nic złego."
Lou wmurowało.
" To nie tak. Po co miałbym to robić?" Louis próbował się wykręcić, ale jego druga strona nie ustępowała.
" Żeby się upewnić."powtórzył głos.
Louis przysiadł na kanapie.
Oparł łokcie o kolana i zaczął przecierać twarz, pogrążony w rozmyślaniach.
"To szaleństwo"

***

*Puk, puk*
Harry przetarł zaspaną twarz i zerknął na zegarek.
Było dopiero nieco po 22.00.
- Tak?- powiedział zachrypniętym głosem.
- Mogę?- spytał niepewnie słodki głos za drzwiami.
Harry natychmiast poderwał się na łóżku i usiadł.
- Tak, jasne.
Do pokoju wszedł Louis w spodniach od piżamy i, cholera, bez koszulki.
- Trochę się u Ciebie zmieniło, nie mogę znaleźć łazienki.- spojrzał na Hazzę przepraszającym spojrzeniem.
Harry wstał, żeby wskazać mu drogę do łazienki i wtedy poczuł na sobie oceniający wzrok Lou i zdał sobie sprawę, że stoi metr od niego w samych bokserkach.
"Gdyby ktoś tu teraz wszedł i zobaczył nas praktycznie półnagich, nie miał by żadnych wątpliwości." przeleciało mu przez myśl i przygryzł wargi.
- Korytarzem prosto i drugie drzwi od lewej.- pokazał ręką, stojąc z przyjacielem na korytarzu.
- Ok, dzięki, sweety cheeks.- Louis uśmiechnął się najbardziej uroczym ze swoich uśmiechów i Harry poczuł ukłucie w brzuchu. Jakby żołądek zwijał mu się w pętelkę.
Przeszedł go szybki dreszcz.
- Potrzebujesz coś jeszcze?- szepnął, gubiąc się gdzieś pomiędzy uśmiechem a oczami Lou.
*
Serce Louis'a biło tak szybko, że już dawno mógł zejść na atak serca.
Ta sytuacja nie była celowa, ale Louis nie zamierzał się z niej wycofywać. Dobrze wiedział, do czego to rozpalone spojrzenie Harry'ego dąży.
I... Nie przeszkadzało mu.
Nie zastanawiał się nad konsekwencjami.
Czuł przyjemne ciepło, które rozchodziło się po całym jego ciele, kiedy Harry nie mógł przy nim ustać ani się skoncentrować. Sprawiało mu to niespodziewaną przyjemność.
Zbliżył się do młodszego chłopaka.
*
Harry poczuł, jak naga klatka piersiowa Lou zetknęła się z jego torsem.
Louis był taki ciepły.
- Potrzebujesz coś jeszcze?- powtórzył, wlepiając wzrok w twarz Lou.
Louis znowu się uśmiechnął, tym razem delikatniej, subtelniej i Harry'emu zdawało się, że bardziej dziewczęco.
Ręce Lou objęły plecy Harry'ego.
Chłopak stał jak wmurowany, nie wiedząc zupełnie co robić i jak reagować, dlatego nie robił nic.
- Potrzebuję.- odpowiedział Lou, zmniejszając jeszcze bardziej odległość między nimi.
Harry czuł w sobie rosnące napięcie, którego miał zamiar za parę sekund się pozbyć.
Nie potrzebował lepszej zachęty niż to jedno słowo Lou.
Wyciągnął szyję i delikatnie dotknął ustami warg Louis'a.

***

Budzik zadzwonił punktualnie o 6.00 rano.
Harry zerwał się łóżka i rozejrzał się po pokoju.
Był sam.
Jednak pościel na drugiej połowie łóżka była pogięta i wyglądało to, jakby ktoś spał tutaj z nim.
"O mój boże."
Louis.
Głowa dziwnie go bolała i czuł się zmęczony, mimo, że przed chwilą się obudził. Wspomnienia z poprzedniej nocy wracały do niego jak przez mgłę. On i Lou...
Uśmiechnął się mimowolnie.
Czy powinien dłużej się przed tym bronić? Tak, on i Louis całowali się. Nie żałował tego. Tak, uprawiali seks. Nie, nie żałował tego, na pewno nie.
Więc dlaczego czuł się, jakby stało się właśnie coś strasznego?
Dopiero teraz dotarło do niego coś innego.
Gdzie jest Louis?
Wtedy dobiegły go głosy z kuchni. Rozróżnił wśród nich ten jeden uroczy i dźwięczny, należący z pewnością do Lou.
Harry przetarł twarz i przeciągnął się z zadowoleniem. Włączył radio i zostawił za sobą otwarte drzwi idąc pod prysznic. Głosy z kuchni nie ucichły, kiedy już umył się i ubrał. Zszedł więc po schodach z szerokim uśmiechem na ustach, a jego oczy świeciły zdrowym blaskiem.
Anne krzątała się w kuchni, doglądając jajecznicy i zalewając herbatę wrzątkiem. Gemma siedziała przy stole, z jednym kolanem pod brodą i wzrokiem utkwionym w telefonie, jedząc kanapkę z szynką i rozmawiając z gościem na przeciw.
Louis właśnie śmiał się z czegoś, co powiedziała Gemma, kiedy Harry wszedł do kuchni. Roześmiane oczy 21-latka spotkały się z błyszczącymi tęczówkami Harry'ego.
- Dzień dobry, Harry.- powiedział, odsuwając nieco krzesło obok siebie zachęcającym gestem.
- Cześć.- odpowiedział Harry ze spojrzeniem utkwionym w swoim starszym przyjacielu.
- O, Harry!- Anne wyjrzała zza lodówki.- Jak się spało? Robię jajecznicę, zjesz trochę?
Harry spojrzał na nią przeciągle i zmarszczył lekko brwi. Mama zachowywała się tak naturalnie i normalnie, że poczuł się na chwilę zbity z tropu. Zerknął na Gemmę, która właśnie wczytywała się w coś, co wyświetliło się na jej telefonie. Harry spojrzał na swoje stopy, zażenowany.
- Dobrze, napiję się tylko kawy.- odpowiedział mamie.
Usiadł na krześle, które podsunął mu wcześniej Louis, tak, że stykali się teraz ramionami. Harry spojrzał na Lou.
Louis pokręcił ledwo zauważalnie głową i uśmiech zszedł z jego twarzy. Przejechał wzrokiem po twarzach obecnych w kuchni dwóch kobiet i jeszcze raz znacząco spojrzał na Harry'ego.
Harry w lot zrozumiał, co miał mu do przekazania Lou. Ani Anne, ani Gemma nic nie wiedziały.
Nic o NICH.
Widocznie Louis musiał szybko opuścić pokój Harry'ego, żeby nie wzbudzać podejrzeń.
- Proszę.- Anne podała Harry'emu kubek z kawą.
- Gem, możesz podać mi cukier?- spytał Harry, ale zanim Gemma zdążyła zrobić ruch, Lou nachylił się nad stołem i podał Harry'emu cukierniczkę.
Kiedy podawał mu ją do rąk, przytrzymał przez chwilę dłonie Harry'ego, po czym musnął je lekko i puścił chłopakowi oczko.
"Cholera, Louis." przeleciało Harry'emu przez myśl.
Harry odkaszlnął, żeby wyrwać się z osłupienia i zachwytu. Posłodził kawę nieco niezdarnym ruchem i zerknął krótko na Lou, który jedząc śniadanie uśmiechał się do siebie z zadowoleniem.
Wtedy poczuł, że ktoś na niego patrzy. Nie podniósł wzroku, żeby wiedzieć, kto taki przygląda mu się z zaciekawieniem, ale wiedział, że czerwień wylała mu się na policzki ze zdenerwowania.
Gemma chyba zdała sobie z tego sprawę, bo szybko odwróciła wzrok.
- Louis, o której masz pociąg?- zagadnęła Anne, siadając wreszcie przy stole.
- Za godzinę, proszę pani.- odpowiedział grzecznie Lou.
Harry osłupiał.
Za godzinę?!
Zupełnie zapomniał o tym, że Louis jest przecież tylko gościem.
Lou wyczuł napięcie rosnące w Harry'm i ścisnął go za udo pod stołem a potem położył dłoń na jego kolanie, nie dając po sobie nic poznać.
Harry jednak posmutniał i przesunął powoli nogę tak, żeby ręka Lou zsunęła się z niej.
Louis zmarszczył brwi i spojrzał pytającym wzrokiem na Hazzę.
Louis za parę godzin miał być w Liverpoolu, u swojej kochającej narzeczonej, w swoim idealnym życiu- to było jedyną rzeczą, o jakiej Harry myślał i jaka przyprawiała go o mdłości.
Wiedział, że swój związek z Dianą mógłby zakończyć jednym telefonem i nie miałby nawet wyrzutów sumienia. Ale Louis na pewno nie postąpiłby tak z Elizabeth.
"Zresztą, bądźmy szczerzy: to była jednorazowa rzecz. Związek ze mną nie dałby mu szczęścia. Jest mu dobrze tak, jak jest i mi też powinno być."
Ale nie było.
Już dawno przestał zastanawiać się nad swoją orientacją. W tym momencie było to jednak dla niego jasne i w zupełności się do tego dostosowywał.
Ale nie wyobrażał sobie, żeby mógłby umawiać się z jakimkolwiek facetem. Jakimkolwiek facetem, który nie jest Louis'em.
Spojrzał krótko na Lou i już wiedział, jak wykorzysta ostatnią pozostałą im godzinę.

***

poniedziałek, 21 lipca 2014

Chapter 5: Fall in love

***

-Bardzo się denerwujesz?- spytał Harry zadzierając głowę do góry i mrużąc oczy przed ostrymi promieniami wrześniowego słońca.  
- Nie. Przecież to tylko szkoła.- powiedział drżącym głosem Lou, pozwalając mamie zapiąć guzik białej koszuli pod jego szyją. 
Za godzinę siedmioletni Louis Tomlinson miał oficjalnie zacząć swoją edukację w szkole podstawowej. Harry przyglądał mu się z podziwem. Rozumiał, że Lou przestał być już dzieckiem, był poważnym młodym-dorosłym, prawie jak Gemma, chociaż ona do szkoły chodziła już od trzech lat.  
Harry tego dnia wstał specjalnie dużo wcześniej i natychmiast pobiegł do domu Tomlinsonów, oddalonego zaledwie dwie przecznice dalej. Koniecznie chciał zobaczyć, jak jego starszy przyjaciel wchodzi w dorosłe życie. 
Lou wyglądał, jakby nic go nie stresowało. Dał się ubrać i nawet nie marudził, kiedy mama czesała mu włosy, układając je w śmiesznego irokeza. Harry obserwował to wszystko z podziwem i nie odstępował tego poranka Lou ani na moment. Zjedli razem śniadania, a potem mama Lou zaczęła przygotowywać się do wyjścia. Harry wybiegł za przyjacielem z domu i patrzył, jak ten szykuje się do wyjazdu.
- Bardzo się denerwujesz?- spytał jeszcze raz Harry nie mogąc uwierzyć, że Lou znosi to wszystko bez żadnych wręcz emocji.
- Mówiłem już.- Louis zacisnął zęby.
- Nie martw się, będę cały dzień trzymał kciuki, a po obiedzie przyjdę do Ciebie.- Harry poklepał Lou po plecach swoją małą, pulchną rączką. 
- Nie musisz.- odburknął zezłoszczony Lou. Przecież był dzielny i nie powinien okazywać słabości przy Harrym. Harry brał z niego przykład, a za parę lat sam miał przeżywać swój pierwszy dzień w szkole, a Lou nie chciał go straszyć. Wewnątrz jednak trząsł się cały ze strachu. 
Louis usiadł na tylnym siedzeniu Mercedesa swojej mamy i pomachał Harry'emu zza szyby. Młodszy kolega odmachał mu i uśmiechnął się szeroko, pokazując światu miejsca po niedawno straconych jedynkach. 

***

- Bardzo się cieszę, Lou, że przyjechałeś.- powiedziała Anne, pijąc popołudniową herbatę i rozprawiając z Louis'em o starych, dobrych czasach.- Co słychać u mamy?
- Wszystko dobrze, z tego co wiem.- odpowiedział grzecznie Lou. Nie rozmawiał ze swoją mamą od dwóch miesięcy.
- To dobrze, dobrze.- przytaknęła Anne, odkładając filiżankę na stolik. Lou sięgnął po ciastko.- O, właśnie, słyszałam, że się zaręczyłeś! Pięknie, gratuluję.- uśmiechnęła się szeroko.
- Tak, dziękuję.- Lou zarumienił się lekko.
Harry spojrzał na niego z kuchni. Lou nie wiedział, że Harry tam jest.
Spuścił wzrok, a Anne kątem oka zauważyła swojego syna i nie wiedzieć czemu, zmieszała się.
- Harry, chodź tutaj, nie kręć się tak.- odwróciła się do chłopaka.
Harry niechętnie przyszedł do salonu i usiadł na fotelu. Nie chciał rozmawiać ani z mamą, ani z Louis'em.
Podwinął kolana pod brodę i rozbieganych spojrzeniem rozglądał się po pokoju, co jakiś czas zerkając na Lou.
Wiedział, że nie uniknie tej rozmowy, ale zupełnie nie wiedział, co miałby powiedzieć i jak się wytłumaczyć. Bo co mógł powiedzieć?
"Tęskniłem jak idiota i zabolało mnie, że Lou ma narzeczoną. W dodatku nie mam kompletnie pojęcia, co wywołało u mnie takie uczucia, że nie mogłem się z tym pogodzić a moja dziewczyna zeszła na drugi plan i przestała się dla mnie liczyć. Super."
- To naprawdę miłe z twojej strony, że nas odwiedziłeś.- powiedziała z naciskiem Anne, uśmiechnęła się do Lou i zerknęła na Harry'ego.
- Tak, nie spodziewałem się, że jeszcze kiedykolwiek zawitam w te strony.- powiedział Lou.
"Gdyby nie moje głupie zachowanie, nawet by tu nie przyjechał. Ściągnąłem go tutaj, zobaczyłem i teraz będzie mógł wyjechać bez przeszkód. Do swojej narzeczonej i ułożonego życia." Oczy Hazzy zaczerwieniły się, ale szybko to opanował.
- Może zostaniesz na kolację?- wypaliła nagle Anne a Harry podniósł głowę z ożywieniem.
Lou zmieszał się.
- Nie wiem, czy Elizabeth...- zaczął i zerknął na Harry'ego. Chłopak patrzył na niego z nadzieją a Lou przypomniał sobie to spojrzenie małego chłopca i znowu poczuł ogrom odpowiedzialności, która już przecież na nim nie spoczywała.- Z największą przyjemnością.- uśmiechnął się do pani domu. W tym samym momencie w kącikach jego oczu ukazały się urocze zmarszczki i Harry uśmiechnął się w duchu do siebie.
Wtedy telefon Harry'ego zawibrował.
- To Diana.- rzucił i wyszedł z pomieszczenia, odbierając.
Kiedy Anne i Louis zostali sami, kobieta zmierzyła go uważnym spojrzeniem.
- Nie rozumiem do końca, o co tu chodzi i bardzo chciałabym usłyszeć od kogoś wyjaśnienia, a dobrze wiem, że mój syn nic mi nie powie.- spojrzała na niego błagalnie.
Louis przełknął gulę w gardle i poczuł się dziwnie winny.
Głupio było mu przyznać się, że to on znalazł numer do Diany i zadzwonił, bo zwyczajnie zabijała go ciekawość.
- Harry podobno był w kiepskim stanie, zmartwiło mnie to, więc z uwagi na przyjaźń, która niegdyś nas łączyła, postanowiłem dowiedzieć się, co jest nie tak. Więc przyjechałem.- powiedział krótko.
- Skąd wiedziałeś, że Harry był " w kiepskim stanie"?- spytała podejrzliwie Anne.
- Cóż, moja narzeczona, Elizabeth, przypadkowo spotkała się z dziewczyną Harry'ego na jednym koncercie, i, to, dlatego...- zaczął jąkać się Lou, wiercąc się na kanapie. Czuł się jak pod ostrzałem.
Anne chwile jeszcze patrzyła na Lou.
- Przepraszam.- powiedziała nagle, zmieniając zupełnie ton głosu.- Jesteś naszym gościem, a ja napastuje Cię, jakbym chciała Cię stąd wygonić.- zaśmiała się krótko i trochę przesadnie.
Lou odpowiedział nieśmiałym uśmiechem.
- Nic się nie stało.
Kobieta wstała i zaczęła sprzątać ze stołu.
- Swoją drogą, ciekawe, co go doprowadziło do tak "kiepskiego stanu"?- rzuciła jeszcze ze sztucznym uśmiechem, zanim zabrała filiżanki ze stołu i poszła do kuchni.

***

- Harry!- Diana prawie krzyknęła w słuchawkę.- Boże święty, czy ty chciałeś mnie zabić?
- Uspokój się. Przecież odebrałem.- mruknął Harry.
- Po trzech dniach! Zresztą, nie ważne. Louis przyjechał?
- Co?!- Harry zdziwił się. Skąd ona miała o tym pojęcie? Czy to ona go tutaj sprowadziła? To by wszystko wyjaśniało. Harry zdenerwował się na swoją głupotę. Przecież powinien to wiedzieć od początku.
- Tak.- odpowiedział przez zaciśnięte zęby.
- No, to mam nadzieję, że jest już lepiej. Mam wpaść?- spytała radosnym tonem.
Harry nie chciał jej widzieć. Ani z nią rozmawiać. Ogarnęła go nagła niechęć do tej dziewczyny.
- Zadzwonię do Ciebie jutro.- odparł w końcu.
Po drugiej stronie zapadła cisza, którą Harry uznał za koniec rozmowy i zanim Diana zdążyła cokolwiek powiedzieć, rozłączył się.

***

Na kolacji, oprócz Anne i Harry'ego była też, wcześniej nie widziana przez Lou, Gemma. Przez cały wieczór rozprawiała z gościem o życiu w Liverpoolu. Była prawie cztery lata starsza od Lou i też studiowała kiedyś w Liverpoolu, toteż mieli dużo rzeczy do omówienia.
Harry siedział przy stole tak samo przygnębiony jak wcześniej, o ile nie bardziej. Za chwilę jego dawny przyjaciel miał wyjechać a on nie zdążył nawet porozmawiać z nim na osobności.
 Dziwne, nieznane wcześniej uczucie zżerało go od środka. A może i znane? Tak, kiedyś już czuł coś podobnego.
Zdał sobie w pewnym momencie sprawę, że była to tęsknota i zazdrość. To samo uczucie, co dziesięć lat temu, kiedy Louis wyjeżdżał.
- Ciekawe, czy zmieniło się cokolwiek w kursach pociągów.- Gemma nie przestawała mówić.- Bo jeśli nie, to z tego co wiem, ostatni pociąg odjechał...- zerknęła na zegarek.-... jakieś 20 minut temu.- zaśmiała się, widząc przerażoną minę Lou.
- Cholera.- przeklął cicho.
-Cóż, chyba jesteś skazany na spanie na kanapie.- stwierdziła Anne.
Louis i Harry zerknęli na siebie w tym samym momencie i wymienili się nieśmiałymi uśmiechami.
Anne patrzyła na nich i zagryzała usta.

***

- Ja i Gemma wybieramy się do kina, więc będziecie musieli posprzątać po kolacji.- powiedziała Anne, wstając od stołu.
Lou otworzył szeroko oczy.
- Zostaniemy sami?- spytał.
- Będziecie mieli czas, żeby sobie porozmawiać.- odparła Anne, zakładając płaszcz.
- Tylko bez czułości, chłopcy.- zaśmiała się Gemma, zamykając drzwi za sobą i Anne.- Wrócimy późno!- rzuciła jeszcze.

Harry i Louis zostali sami.
Zapadła niezręczna cisza.
- Ja posprzątam.- odezwał się Harry i wstał od stołu. Dźwięk odsuwanego krzesła zabrzmiał dwa razy głośniej w ciszy, która ich otaczała.
- Pomogę Ci.- Lou poszedł za przyjacielem do kuchni.
Po uporaniu się ze sprzątaniem Harry udał się w kierunku swojego pokoju.
- Harry.- głos za nim zatrzymał go i chłopak odwrócił się. Lou stał za nim i patrzył poważnym spojrzeniem na niego.- Mieliśmy porozmawiać.
- Nie musimy, Louis.- wypowiadanie jego imienia sprawiało mu dziwną przyjemność.
- Cóż, nie ukrywam, że chciałbym.- Lou nie dawał za wygraną.
- Dobrze.- głos Harry'ego zadrżał. Nie, nie, nie, nie.- Porozmawiajmy.
Usiedli na kanapie w salonie, tym razem obok siebie, zamiast na przeciw.
- Pewnie domyślasz się, że mam sporo pytań.- zaczął Lou niepewnie.
- Tak, ale nie obiecuję, że odpowiem na wszystkie.
- Wiesz, nie do końca rozumiem tak naprawdę, o co chodzi. I tak zabawiłem tutaj za długo. Miałem przyjechać na parę godzin, a zostaję na noc. To nie najlepsza sytuacja, biorąc pod uwagę, że nawet nie wiem, dlaczego tu jestem.- Louis patrzył z wyczekiwaniem na Harry'ego.
Każde słowo, które właśnie wypowiedział, zabolało Harry'ego głębiej niż cokolwiek wcześniej.
- Myślałem, że się przyjaźnimy...- zaczął, zaciskając oczy.
- Przyjaźniliśmy się, Harry. Byliśmy dziećmi. Teraz jesteśmy dorośli, mamy własne życie, dzielą nas setki kilometrów.- Lou nie chciał tego mówić, chciał tylko zrobić to, co wydawało mu się najlepsze w tej sytuacji.
- Dlaczego nigdy się nie odezwałeś? Zostawiłeś mnie tak po prostu bez słowa i przez dziesięć lat milczałeś! Wiesz, jak się czułem przez te wszystkie lata?- wybuchł Harry a łzy napłynęły mu do oczu. Nie mógł dłużej ukrywać prawdziwych emocji, zawsze był w tym kiepski.
- Jezu, Harry!- Lou zmierzył go zdziwionym spojrzeniem.- Przecież nie byliśmy razem, uspokój się.- zaśmiał się gorzko.- Zachowujesz się, jakbyśmy byli parą jakichś pedałów i kłócili się o zerwanie. To była dziecięca znajomość.
Łza spłynęła po policzku osiemnastolatka. Wstał z zaciśniętymi zębami.
- Jeśli chcesz tak rozmawiać, to wyjdź. Żałuję, że przyjechałeś.- wykrztusił stanowczym tonem.
 Louis także wstał a w jego oczach zaświeciły się ogniki.
- Sam tego chciałeś, Harry! O co ci chodzi?- nagle zwykle opanowany Lou przestał nad sobą panować.- Przyjechałem tu dla Ciebie, bo jak ostatni idiota zamknąłeś się w pokoju. Nawet nie chce snuć domysłów, dlaczego wzmianka o mnie doprowadziła Cię do takiego stanu. Czyżbyś nie mógł o mnie zapomnieć? Dałem Ci do tego powód?- uśmiechnął się szyderczo, a Harry nie mógł uwierzyć, że Lou tak bardzo się zmienił.
- Wiesz, teraz już rozumiem. Tęskniłem, tak. Ale za starym Lou. Gdybym wiedział, że jesteś takim skurwysynem, zrobiłbym wszystko, żeby tylko nigdy więcej Cię nie spotkać!- łzy strumieniem popłynęły z oczu Harry'ego.

Widząc płacz Harry'ego Lou zamarł i uśmiech zszedł mu z twarzy. Zapomniał, jak wrażliwy był jego dawny przyjaciel. W jednej chwili stanął mu przed oczami moment, kiedy z samotności i tęsknoty wypił całą butelkę whisky.
- Harry, zaczekaj.- powiedział do chłopaka, który zamierzał wyjść właśnie z pokoju i złapał go za rękę.
Harry poczuł zimny dreszcz na plecach i odwrócił się do Lou, który przecierał twarz wolną dłonią. Nie puścił dłoni Harry'ego.- Ja też tęskniłem. Cholernie. Ostatnimi czasy nie mogłem przestać o Tobie myśleć. Ale... To jest takie dziwne. Nie cierpię tego uczucia. Ta tęsknota wydaje mi się zła, niedobra i nie chcę jej czuć, ale ciągła walka już mnie zmęczyła.
Louis wyglądał na zmęczonego, kiedy podniósł wzrok na Hazzę. Chłopak patrzył w niego jak zaczarowany.
- Czemu... Czemu powiedziałeś to wszystko?- wyszeptał ledwo dosłyszalnie.
- Myślałem, że to załatwi wszystko między nami, przepraszam.
Harry patrzył na Lou szeroko otwartymi oczami i wargi mu drżały.
Tak się stało, że ich oczy spotkały się w momencie, kiedy w zielonych tęczówkach Harry'ego zebrały się świeże łzy. Ta mokra zieleń wydała się Lou jeszcze piękniejsza niż kiedykolwiek. Odtrącił od siebie wspomnienie marnej kopii tych oczu, należącej do Elizabeth.
Ich dłonie wciąż były w uścisku, który nagle Harry zamienił w splot i szarpnął mocno w swoją stronę. Sekundę później Louis stał twarzą w twarz z niewiele wyższym chłopakiem.
Nieśmiało dotknął jego policzka opuszkami palców w momencie, kiedy pojawił się w nim dołeczek. Harry uśmiechał się przez łzy.
Jego dłoń powędrowała w pewnej chwili w stronę włosów Lou.
Wszystko wokół jakby zamarło, czekając na to, co się stanie. Świat się zatrzymał.
Louis położył całą dłoń na twarzy Harry'ego, obejmując ją.
Harry przyciągnął Lou do siebie, ciągnąc go za włosy.
Ich usta zetknęły się.
Chwilę później, wciąż nie odrywając od siebie ust, kolana Louis'a dotknęły kanapy i chłopak upadł na nią plecami, ciągnąc za sobą Harry'ego. Objął go w talii i przyciągnął do siebie jeszcze bliżej.
Harry jako pierwszy przerwał pocałunek.
- Co my, do cholery, robimy?!

***

czwartek, 17 lipca 2014

Chapter 4: Changes, changes

- Mówię Ci, ten wieczór był najlepszy.- Diana była jeszcze bardziej podekscytowana następnego dnia po koncercie niż wcześniej.
 Harry słuchał cierpliwie jej relacji, kiedy późnym popołudniem siedzieli w jego garażu. Chłopak jak zwykle majstrował przy swoim samochodzie, starając się skupić swoją uwagę na czymkolwiek, co nie przypominałoby mu o przyczynie jego ostatniej słabości.
- A najlepsze jest to, że poznałam tylu cudownych ludzi, którzy są podobni do mnie. Na przykład, taka dziewczyna, Elizabeth. Przyjechała aż z Liverpoolu i nie uwierzysz jak się z nią zagadałam po koncercie! Swoją drogą, niesamowita historia. Jej chłopak oświadczył się jej dzień wcześniej i w ramach prezentu zaręczynowego wręczył jej właśnie bilet na koncert.- Diana zachichotała.- Wiesz, ona jest z Liverpoolu, a ten jej narzeczony mieszkał wcześniej w Doncaster i dopiero kiedy wyjechał do college'u to poznali się właśnie na uczelni. Czekaj, jak on się nazywał... Louis? No, piękna historia. Ona jest w nim bardzo zakochana, opowiadała o nim z takimi wypiekami na twarzy. A ty, co wczoraj robiłeś, kochanie?
Ale Harry nie odpowiedział. Zbladł i zamarł.
- Harry? Wszystko okej?- zmartwiła się dziewczyna i podeszła do niego.
Krople zimnego potu wstąpiły chłopakowi na czoło.
- Jak...Jak nazywał się ten chłopak?- wykrztusił, starając się przełknąć gulę w gardle. Oczy znowu boleśnie zapiekły.
- No na imię miał Louis, ale zapomniałam nazwisko, Lisa mówiła, ale wypadło mi z głowy...
- Tomlinson.- Harry zatrzasnął usta obiema rękami i przykucnął przy ścianie.
- No tak, racja!- Diana uśmiechnęła się, ale uśmiech szybko zszedł z jej twarzy.- Harry? Znasz go? O co chodzi?- podeszła do chłopaka i objęła go ramionami, ale Harry niespodziewanie odepchnął ją mocno od siebie.
- Zostaw mnie.
- Co?
- Daj mi spokój.
- Harry... Masz atak?- przestraszyła się.
- Nie! Po prostu wyjdź.- wykrztusił i zmroził ją przekrwionymi oczami.
Diana nie mogła zrozumieć, skąd wzięła się ta nagła zmiana w jej chłopaku, ale postanowiła się nie wtrącać. Nigdy nie była typem dziewczyny, która obraża się, docieka i nie daje swojemu partnerowi przestrzeni.
- Rozumiem. Zadzwoń, jak ochłoniesz.- cmoknęła go ostrożnie i powoli w kręconą czuprynę i cicho wyszła.
Harry podniósł za nią wzrok i poczuł się jeszcze gorzej niż wcześniej.
Louis. Jego Lou. Czyli jednak jego życie ułożyło się tak, jak zawsze sobie wymarzył.

- Ja to bym chciał kiedyś mieć żonę i dzieci i dom a za nim ogród.- powiedział Lou, pozwalając piłce odbić się od sufitu i wrócić do jego rąk. 
- Co?- Harry zaśmiał się na cały głos.- Ale ty jesteś głupi, przecież dziewczyny są okropne a dzieci cały czas płaczą i się ślinią! Po co ci to?
Louis wzruszył ramionami. Nie zamierzał przejmować się opinią swojego młodszego, niedojrzałego zupełnie przyjaciela. 
-Harry, kiedyś zrozumiesz. 
Harry posmutniał i zaczął oglądać swoje dłonie.
- I co? Zrobisz tak?- spytał przestraszony swojego starszego kolegę.
- Jak?
- No, z tą żoną i dziećmi i domem i w ogóle.
- Chciałbym.- westchnął dziesięciolatek.
- Aha.- Harry posmutniał zupełnie. Lou zauważył zmianę w chłopaku i w lot zrozumiał, o co chodzi.
- No, ale fajnie by było, jakbyś ty też tam ze mną był. Wiesz, moglibyśmy bawić się w tym ogrodzie.
Oczy Hazzy zaświeciły się. Louis popatrzył w nie i uśmiechnął się szeroko.
- Na prawdę?- Harry prawie pisnął.
- No pewnie. Co to za życie, bez najlepszego kumpla. 
Harry uśmiechnął się od ucha do ucha. 

Louis stał w oknie domu swojej narzeczonej i patrzył na okazały ogród na tyle. Szybko starł samotną łzę, która spłynęła mu po policzku.
- Dzień dobry, Louis.- odezwał się głos pani Osbourne, która stała w drzwiach. Chłopak szybko odwrócił się w jej stronę i podszedł do niej, całując ją w rękę na przywitanie.
- Miło mi panią widzieć, pani Osbourne. Panie Osbourne.- Lou podał dłoń ojcu Elizabeth, krzywiąc się jak zawsze pod uściskiem Osbourne'a.
- Może zechcesz usiąść i opowiedzieć nam o swoich planach względem naszej córki.- pan Osbourne zaprosił go niechętnie do salonu urządzonego według najnowszych trendów.
Louis zawsze wiedział, że państwo Osbourne nie przepadają za nim, ale póki był tylko chłopakiem ich córki, nie zaprzątali sobie nim głowy. Nie spodziewali się, że ten związek jest na tyle poważny. A teraz, kiedy Elizabeth była zaręczona z Lou nie mogli sobie wręcz wyobrazić, jak ktoś z niższego stopnia społecznego może stać się częścią ich rodziny.
Zaraz zjawiła się Elizabeth i usiadła z uśmiechem obok Lou, splatając ich dłonie. Państwo Osbourne spojrzeli krytycznym wzrokiem na skromny pierścionek zaręczynowy, a Louis próbował ukryć zmieszanie i irytację.
Poczuł, że chciałby stąd uciec i nigdy nie wracać. Zaczął gorączkowo się rozglądać i zdawkowo odpowiadać na pytania rodziców Elizabeth.
Nagle jego wzrok utkwił na torebce jego narzeczonej. Wystawało z niej zdjęcie z Polaroida, zrobione chyba niedawno. Widniała na nim Lisa z jakąś dziewczyną a w tle widać było scenę i mnóstwo świateł. Zdjęcie było podpisane:
"Diana, Holmes Chapel"
Na samym dole drobnym pismem wypisany był numer telefonu.
Holmes Chapel.
Czy to możliwe, że ta dziewczyna mogła znać Harry'ego? Przecież Holmes Chapel to nieduże miasteczko. Musiała coś o nim wiedzieć. Jednym, sprytnym ruchem Louis wyjął zdjęcie z torebki i włożył je do kieszeni marynarki. Obiecał sobie, że kiedy wróci do domu, natychmiast zadzwoni do tej Diany.

***

- Halo?- delikatny głosik w słuchawce odebrał telefon. Serce Lou zabiło mocniej.
- Diana?- chłopak spytał niepewnie.
- Tak, a kto mówi?- zdziwiła się.
Louis przełknął gulę w gardle i postanowił wziąć się w garść.
- Może to zabrzmi dziwnie, ale znalazłem twój numer telefonu pod zdjęciem w torebce mojej narzeczonej, Elizabeth...
- To ty jesteś Louis?!- dziewczyna przerwała mu podekscytowanym tonem.
- Ehm, tak.- Lou nie wiedział co powiedzieć. Skąd ona wiedziała? Czy Elizabeth opowiadała o nim? Co takiego musiałaby powiedzieć, że głos Diany brzmiał, jakby poczuła ulgę, że to on?
- O mój boże, jak dobrze, że dzwonisz.- wypuściła powietrze z wyraźną ulgą.
- Nic z tego nie rozumiem. Zadzwoniłem, bo wiem, że mieszkasz w Holmes Chapel a ja miałem tam kiedyś, uhm, znajomego.
- Pamiętasz, jak się nazywał? Może Harry Styles?
Lou już miał coś powiedzieć, ale kiedy usłyszał to nazwisko telefon wypadł mu z ręki. Szybko podniósł go.
- Skąd.. Skąd wiesz?- prawie wyszeptał w słuchawkę. Usiadł na brzegu łóżka, czując, że nie jest w stanie ustać.
Wtedy w słuchawce padły słowa, których wolałby nigdy nie usłyszeć.
- Harry to mój chłopak. Od trzech dni nie wychodzi z pokoju, odkąd powiedziałam mu, że znam twoją narzeczoną.
Louis chwilę milczał.
- Jak szybko mogłbyś przyjechać do Holmes Chapel?- wypaliła Diana.

***

- Elizabeth, naprawdę mi przykro. To nagła sprawa.- tłumaczył Louis, siedząc w pociągu do Holmes Chapel.
- Akurat dzisiaj?! Co mam powiedzieć rodzicom?- Lisa była wyraźnie zirytowana.
- Powiedz im, że pracuję, może się ucieszą. Kończę. Kocham Cię, pa.- chłopak szybko zakończył rozmowę.
Nie był gotowy na to spotkanie, nawet z perspektywą kilku następnych godzin w pociągu, ale czuł, że jest coś winny Harry'emu.
Pośród wszystkich myśli krążących wokół osoby Harry'ego jedna nie mogła mu dać spokoju. Dlaczego Harry zamknął się na trzy dni w pokoju po usłyszeniu, że Louis jest narzeczonym Elizabeth? A może to samo wspomnienie o dawno utraconym przyjacielu tak na niego wpłynęło?
Harry... Ciekawe, jak teraz wyglądał? Minęło dziesięć lat i z 8-latka Harry zmienił się w 18-latka. Był dojrzałym, dorosłym mężczyzną.
"Mój mały Hazza..." przeleciało Louis'owi przez głowę i sam zdziwił się, skąd u niego takie myśli.
" Zawsze traktowałem go jak młodszego brata, za którego jestem odpowiedzialny. Ta opiekuńczość gdzieś tam we mnie jeszcze jest." tak sobie to wytłumaczył.
Ale dlaczego miałby o nim ciepło nie myśleć?
Przecież to nic złego.
Nic złego, prawda?

Resztę drogi Lou spędził śpiąc i wymyślając milion wersji tego, co może powiedzieć Harry'emu. Diana dzwoniła do niego kilka razy, oferując podwózkę lub chociaż podprowadzenie do domu Harry'ego.
- Nie trzeba.- odpowiedział Lou.- Pamiętam gdzie mieszka.
Z dworca taksówka zawiozła go do centrum. Stamtąd Lou znał już drogę na pamięć.
Zarzucił swoją jedyną torbę na ramię i spojrzał ze smutkiem na pustą alejkę przed nim. Na samym jej końcu po lewej był dom Harry'ego. Louis nie spodziewał się, że kiedykolwiek tu zawita.

***

Zaledwie paręset metrów od niego, w pokoju na poddaszu biedny, zagubiony chłopak pustym wzrokiem patrzył w okno. Nagle w pokoju rozległ się dźwięk telefonu.
Harry spojrzał na wyświetlacz. Diana.
Czego innego mógł się spodziewać?
" Powinienem się ogarnąć, ale czuję, że nie wstanę i nic nie mogę z tym zrobić." pomyślał z żalem.
- Harry?- głos Anne dobiegł zza drzwi.
- Tak?- chłopak wstał niepewnie i podszedł do drzwi, nie otworzył ich jednak.
- Nie wiem, jak mam... ehm, masz gościa.- zmieszała się i Harry usłyszał, że schodzi po schodach.
Na korytarzu jednak wciąż skrzypiała podłoga.
Serce Harry'ego zabiło tysiąc razy mocniej, a potem najmniej spodziewany głos odezwał się:
- Byłoby miło, gdybyś otworzył.
Harry przekręcił szybko kluczyk w drzwiach i odsunął się, prawie wywracając się na łóżko.
Drzwi jeszcze przez chwilę się nie otwierały.
"Boże. To niemożliwe, żeby to był on" zdążył pomyśleć Harry, zanim klamka nie opadła i drzwi nie skrzypnęły.
Do pokoju wszedł Louis Tomlinson, pierwszy raz od dziesięciu lat.
Harry poznał go natychmiast. Lou miał włosy dłuższe niż za dziecięcych lat, ładnie przeczesane na prawy bok, Harry'emu wydawało się, że o jeden ton ciemniejsze. Ciemna koszula z niedopiętym kołnierzykiem i czarne, przylegające spodnie podkreślały jego nienaganną figurę. Kiedy jednak Harry podniósł wzrok na jego twarz odebrało mu mowę.
Lou nie uśmiechał się, ale Harry był pewny, że jeśli tylko by to zrobił, wyglądałby jeszcze lepiej niż kiedykolwiek. Jego oczy były przygasłe, ale widział w nich dawny blask. Zmierzył przyjaciela jeszcze raz wzrokiem.
- Hej.- powiedział, jakby nigdy nic.
Ręce Lou trzęsły się. Mimo tego, że Harry wyglądał na zapłakanego i zmęczonego i Lou martwił się o niego to jednocześnie cieszył się z tego spotkania.
- Harry, twoje włosy... kręcą się.- uśmiechnął się Lou, bo była to pierwsza rzecz, jaką zauważył. Potem spojrzał w oczy Harry'ego, które na te słowa rozświetliły się na chwilę. To był dokładnie ten odcień zieleni, Lou był tego pewien.
Chłopcy chwilę stali naprzeciw siebie, uśmiechając się i patrząc sobie w oczy.
Nie wiedzieć kiedy wpadli sobie w ramiona.
- Nie urosłeś za wiele, Loopy.- zaśmiał się Harry wprost do ucha Lou, Lou natomiast słysząc to przezwisko poczuł przyjemne ciarki na plecach.
- Ty za to piłeś chyba za dużo mleka. Ile ty masz wzrostu, chłopcze? Dwa metry?- Lou zmierzył go wzrokiem.
- Tęskniłem, nawet nie wiesz, jak bardzo.- odpowiedział poważnym tonem Harry, odsuwając się od Louis'a, żeby spojrzeć mu w oczy.
- Chyba wiem.- uśmiechnął się delikatnie Lou, tonąc w głębi tych zielonych oczu.

***

środa, 16 lipca 2014

Chapter 3: Unexpective meeting

-Jesteś pewien, że nie chcesz ze mną jechać?- spytała Diana, przeglądając się w łazienkowym lustrze.
- To twój dzień, kotku, zabaw się.- mruknął Harry, opłukując twarz.
- Jej, jestem taka szczęśliwa, że zobaczę ich na żywo!- oczy dziewczyny rozświetliły się nowym blaskiem, a Harry widząc ich odbicie w lustrze uśmiechnął się. Objął swoją dziewczynę i pocałował ją mocno w szyję.
- Proszę bardzo.
- Dziękuję.- odpowiedziała dotykając swoim nosem policzek chłopaka.- Jesteś najlepszym chłopakiem na świecie.
- Dla Ciebie wszystko.- rzucił za siebie, wychodząc z łazienki. Odwracając się od niej, natychmiast zdjął maskę uśmiechu.
Diana miała dzisiaj swoje 17 urodziny i właśnie z tej okazji Harry załatwił jej bilety na koncert 5 Seconds of Summer, jej ulubionego zespołu. Cieszył się, że będzie miał wolny wieczór, pierwszy raz od dawna. Koncert miał zacząć się o 20.00, ale droga do Londynu zajmuje prawie 3 godziny, więc Diana wyjedzie zaraz popołudniu. Ubrał się bez większych emocji i świeżym krokiem zbiegł po schodach na dół, do kuchni. Czuł, że ten dzień będzie wyjątkowy.

***

- Śniadanko dla mojej narzeczonej.- Louis położył tacę z jedzeniem na białej pościeli hotelowego łóżka i cmoknął delikatnie Elizabeth w czoło. Dziewczyna przymknęła na chwilę zaspane oczy, przypominając sobie powoli poprzedni wieczór. Kiedy spojrzała na Lou, który usiadł właśnie obok niej, uśmiechnęła się szeroko.
- Mój kochany narzeczony.- szepnęła, opierając głowę o jego ramię. Myślami wróciła do poprzedniego wieczora.

- Piękny jest ten zachód, prawda?- spytała podekscytowana Lisa, siedząc razem ze swoim chłopakiem na wzgórzu w parku. Wokół nie było prawie nikogo, a ich uszu dobiegały tylko przytłumione dźwięki miasta oraz okolicznego ptactwa.
- Cóż, myślę, że istnieje coś ładniejszego. Um, ktoś.
Elizabeth odwróciła się w stronę Lou. Był zaskakująco blisko.
Nie zdawała sobie sprawy, co działo się w tej właśnie chwili w sercu Louisa. Wpatrywał się w jej oczy, tak boleśnie znajome."Tak, kocham ją. Kocham ją najbardziej na świecie. Chcę, żeby była ze mną już zawsze. Dlaczego w ogóle się waham?"
Spojrzenie Elizabeth była zdecydowanie wyczekujące i Lou zaczął drżącymi rękami przeszukiwać kieszeń. Kiedy trafił na małe pudełeczko, zerknął jeszcze raz na Lisę i zatrzymał się na jej zielonych, lekko skośnych oczach. Miały jasny odcień z brązowymi cętkami. Czemu nigdy wcześniej nie zauważył tych cętek? Przecież tamte oczy były ciemniejsze, głębsze i próżno było doszukiwać się w nich brązowych odcieni. Szybko otrząsnął się z tych myśli.
- Elizabeth...- zaczął niepewnie a źrenice dziewczyny rozszerzyły się.- Jesteś najpiękniejszą, najmądrzejszą i najwspanialszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek spotkałem. Czy sprawisz mi ten zaszczyt i... Um, mogłabyś wstać?
Elizabeth wyrwała się jakby z transu i zupełnie pozbawiona trzeźwego myślenia niezdarnie wstała.
Louis uklęknął.
- Chcę zrobić to tak, jak trzeba...- mruknął zmieszany i wyciągając pudełeczko na prawej dłoni spytał uroczystym tonem.- Mogłabyś uczynić mnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i zostać moją żoną?

Elizabeth uśmiechnęła się do wspomnień i zerknęła na swoją dłoń, dokładnie tam, gdzie spoczywał skromny, srebrny pierścionek.
Louis podążył za jej wzrokiem i zmieszał się.
- Um, przepraszam, że nie ma diamentu, ale...
- Ciii.- uciszyła go natychmiast Lisa, przyglądając się w zachwycie nowej ozdobie.- Nie obchodzą mnie twoje pieniądze, przecież wiesz. Mogłeś go w ogóle nie kupować. Nie potrzebuję diamentów.- pocałowała go w policzek i wtuliła się w jego tors.- Powiedz mi lepiej, co przygotowałeś mi na śniadanko?- zaśmiała się.
Lou natychmiast się rozpromienił.
- No cóż- zaczął swoim nonszalanckim tonem- Poza zwykłymi, przyziemnymi sprawami mam coś jeszcze.
- Kolejna niespodzianka? Czym sobie zasłużyłam, żeby być taką szczęściarą?
- Zajrzyj pod talerz.- uśmiechnął się tajemniczo Louis, przygryzając nerwowo wargę.
Dziewczyna chwilę na niego patrzyła, po czym powoli przesunęła talerz i... aż zachłysnęła się powietrzem z wrażenia.
- Mam nadzieję, że się podoba, starałem się o najlepsze miejsca, wiesz, w końcu jestem biedny...
- Kocham Cię!- wykrzyknęła, ściskając do piersi bilet na koncert 5 Seconds of Summer.- Czy to dziś wieczorem?
- Tak. Odwiozę Cię na pociąg.
- O boże. Przecież mam tylko jakieś cztery godziny!- wybiegła szybko z łóżka i pognała szybko w stronę łazienki.
- Ale... śniadanie.- dokończył sam do siebie Lou.- No cóż.- położył się na łóżku, biorąc łyk kawy.


***

- Harry, nigdzie się dziś nie wybierasz?- spytała Anne, patrząc na swojego syna, który leniwie przerzucał kanały w telewizji nie wykazując przy tym żadnego zainteresowania.- Coś się stało? Pokłóciłeś się z Dianą?
- Nie.- odpowiedział Harry, nie patrząc na swoją matkę.- Wysłałem ją na koncert, ma dzisiaj urodziny.
- Och, to bardzo miłe z twojej strony. Wiedziałam, że zbierałeś pieniądze na jakiś prezent, ale oczywiście nie chciałeś mi nic powiedzieć.
-No. To już wiesz.- Anne usłyszała w jego głosie nutkę smutku.
- Więc zamierzasz spędzić dzisiejszy wieczór przed telewizorem?
-Właśnie tak. Czy to Ci przeszkadza?- warknął niespodziewanie Harry a Anne na chwilę przerwała krojenie warzyw na kolację.
- Nie, ale Harry...- zaczęła, ale chłopak gwałtownie wstał z kanapy i ruszył w kierunku drzwi wyjściowych.
- Albo wiesz co? Nie czekaj na mnie z kolacją, wychodzę.- rzucił, zarzucając kurtkę.
- Gdzie się wybierasz, synu?- ojczym Harrego właśnie wszedł do kuchni i spojrzał na niego ze zdziwieniem.
Harry na chwilę zatrzymał się i zerknął na ojczyma.
- Na spacer. Nie czekajcie.- i trzasnął drzwiami.
Szedł szybkim krokiem przez alejki na swoim osiedlu. Do zachodu słońca została jeszcze jakaś godzina, więc miał sporo czasu. Czuł się podenerwowany i nie wiedział, co ma ze sobą zrobić."Co jest ze mną do cholery nie tak?", pomyślał, kopiąc ze złością najbliższy kamyk. W tym samym momencie poczuł, że oczy zaczynają go piec."Ale ze mnie baba, super, będę płakał." Jeszcze bardziej zdenerwowany na siebie, usiadł na krawężniku i pozwolił łzom się toczyć.
Nie rozumiał, co się z nim ostatnio działo. Drżącymi rękami wyjął paczkę Marlboro z kieszeni i dreszcz przeszedł go po plecach. Wypalił jednego papierosa, potem drugiego. Dym drapał go po gardle, ale to było miłe uczucie. Jakby karał samego siebie za okazywanie słabości.
"To przez Ciebie palę." zacisnął zęby, patrząc w słońce chylące się ku zachodowi." Zostawiłeś mnie tu i utknąłem."
Ostatnio coraz częściej myślał, co robi i gdzie teraz jej jego dawny przyjaciel. Myśl o tym, że Lou mógł ułożyć sobie życie i być szczęśliwy jakoś dziwnie go bolała.

***

"Co robisz, przyjacielu? Czy płaczesz za mną, jak ja płaczę za Tobą? Czy tęsknisz, czy umierasz po stokroć jak ja?"
 Kolejne słowa padły na papier razem ze łzami.
"Czy myślisz o mnie czasami, tuż przed zamknięciem oczu, tuż przed obudzeniem- jak ja?"
Następna fraza zmieszała się z kroplami whisky.
- Cholera!- Lou rzucił szklanką o ścianę.- Jesteś beznadziejnym poetą, Tomlinson!
Siedział sam w swoim mieszkaniu w Liverpoolu i już nawet nie udawał, jak bardzo brakuje mu Harrego.
"Byliśmy przyjaciółmi przez tyle lat, dzięki niemu jestem, kim jestem. Potrzebuję przyjaciela. Chciałbym Cię znowu zobaczyć, Harry. Co słychać?" myśli leciały przez głowę.
"Czemu nic nie potrafi mnie cieszyć, kiedy nie mogę się tym z Tobą podzielić?"
Louis pomyślał, że mógłby zadzwonić do Harrego, ale przecież... nie miał jego numeru. Jak mógłby się z nim skontaktować? Może jego mama miała numer do Anne i wtedy Lou mógłby...
"Nie. To nie ma sensu. To nienormalne, żebym tak przejmował się innym facetem, nie ważne jak istotny kiedyś dla mnie był. Jest. Uh."
Patrząc z żalem na rozbitą szklankę, chwycił butelkę whisky i niewiele myśląc, wychylił ją do dna.