***
Harry przycisnął Louis'a do ściany i splótł ich ręce nad głową.
- Harry...- zaczął zdezorientowany Lou, ale młodszy chłopak zamknął mu usta swoimi.
Cóż, temu nie sposób było się oprzeć.
Ale tym razem Lou musiał.
Wyrwał się z objęć Harry'ego.
- Za dwadzieścia minut muszę wyjechać na dworzec.- powiedział, trzymając ich ręce wciąż splecione.
- Przecież wiem.- odpowiedział Harry i cmoknął go w szyję.
Louis westchnął.
- Zaczekaj. Porozmawiajmy.- puścił Harry'ego i podszedł do łóżka, siadając na jego brzegu.
Harry usiadł obok niego z miną żądającą wyjaśnień.
- Ja odjeżdżam.- powiedział poważnie Louis.
Harry ujął powoli jego dłonie, układając je sobie na kolanach.
- Wiem, ale liczyłem, że może... Zadzwonisz czy coś.- zmieszał się.
Louis przygryzł wargi.
- Nie.- pokręcił lekko głową, spuszczając wzrok.
Harry wstał i zaczął spacerować po pokoju.
- Dobrze.- powiedział przez zaciśnięte usta, patrząc w okno.- Wracaj do domu. Do swojej narzeczonej.
- Harry, ja ją kocham...- głos Lou zadrżał.
- Tak bardzo, że przespałeś się z jakimś gówniarzem za jej plecami?!- krzyknął niespodziewanie Harry odwracając się do Lou. Łzy płynęły po jego policzkach.- Ustalmy coś. Nie dzwoń, nie pisz i pod żadnym pozorem- nigdy więcej się tu nie pojawiaj. Obiecuję, że będę omijał Liverpool z daleka.
- Harry, moglibyśmy zostać przecież przyjaciółmi. To... nic takiego.- Lou bardzo chciał uśmiechnąć się przyjaźnie, ale nie był w stanie.
- Co?- Harry spytał szeptem, jakby nagle odebrało mu głos. Zrobił krok w stronę Lou.- Co?- powtórzył głośniej.- Mam rozumieć, że dla ciebie to nic nie znaczyło? Ach, no tak, oczywiście. To tylko ja przykładam wagę do takich rzeczy.
- Harry!- Lou wstał.- Przestań. To wcale nie wygląda tak, jak Ci się wydaje. Czego ode mnie oczekujesz?! Co miałbym zrobić?! Rzucić wszystko i co? Zamieszkać u ciebie? Ok, super, porozmawiajmy o tym z twoją mamą!- uspokoił się nieco stojąc twarzą w twarzą z Harry'm.- Posłuchaj: Wracam do siebie. I ty też powinieneś. Nie możesz całego życia uzależniać ode mnie.
Gniew z twarzy Harry'ego ustępował. Zaczął zdawać sobie sprawę z beznadziejności sytuacji.
Louis musnął palcami policzek Harry'ego.
- Proszę... Porozmawiaj z Dianą. Poukładaj sobie wszystko. Jeśli tylko będziesz miał ochotę, możesz do mnie zadzwonić.- mówił miękko i delikatnie, wciąż trzymając dłoń przy twarzy Hazzy.- Ale... Ja też potrzebuję czasu na ułożenie sobie tego wszystkiego w głowie.
Harry pokiwał krótko głową, a oczy miał już suche.
Louis nigdy nie czuł się tak źle okłamując kogoś.
I przy okazji siebie.
Harry spojrzał na niego i Louis poczuł się jeszcze gorzej, chociaż myślał, że to niemożliwe.
"Kiedy tylko stąd wyjdę i zostawię to za sobą poczuję się lepiej." starał się sobie wmówić Lou.
Oczy Harry'ego wywoływały w nim jak najcieplejsze uczucia a serce łamało mu się w pół, bo wiedział, że musi jak najszybciej zostawić te oczy same.
***
- Louis.
- Tak?
- Możesz coś dla mnie zrobić?
- Harry...
- Ostatnią rzecz.
- Dobrze.
- ...
- No?
- Pocałuj mnie.
Louis szybko wstał i przemierzył pół pokoju, czyli całą odległość jaka ich dzieliła. Ujął twarz Harry'ego w obie dłonie, jakby była czymś nadzwyczaj delikatnym.
Pocałował go mocno i długo.
Spojrzał w zielone, głębokie oczy i przejechał kciukiem po dolnej wardze Harry'ego.
Westchnął.
Niespodziewanie Harry przytulił go mocno, przyciskając do swojej klatki piersiowej. Louis oddał uścisk i przeszła mu przez głowę myśl, że mógłby tak tonąć w objęciach Harry'ego już zawsze.
***
Ostatnie wspomnienie związane z Harry'm stało mu przed oczami jak najgorszy koszmar.
" Zawsze chciałem być aktorem, to teraz przyszło mi grać w dramacie. Ale największa rola życia już za mną."
Droga do Liverpoolu dobiegała końca, tak samo jak ten nieszczęsny dzień, ale zamiast czuć się lepiej, Louis czuł się tak samo źle, jeśli nie gorzej.
Na dworcu czekała na niego Elizabeth, która na jego widok rzuciła mu się w ramiona tylko po to, żeby dziesięć minut później w taksówce robić mu wyrzuty.
- Moi rodzice są wściekli. To była ważna kolacja, był tam ich wspólnik z rodziną a ty należysz teraz do mojej i też powinieneś tam być! Wiesz, jak się czułam? Och, nie, ty bawiłeś się wtedy u swojego starego kumpla i miałeś w dupie moje uczucia!
" Żebyś tylko wiedziała, jak się bawiłem." pomyślał mimowolnie Louis i uśmiechnął się na samą myśl.
Elizabeth spojrzała na niego z gniewem.
- Przepraszam, śmieszy cię to? Cholera, Louis, co się z tobą dzieje? Znikasz i zbywasz mnie krótkim telefonem a teraz nawet nie przejdzie ci przez gardło żadne słowo przeprosin.
- Nie, kochanie, to nie tak...- Louis jednak nie mógł opanować śmieszności.
- Nie, koniec tego cyrku. Proszę się zatrzymać.- Lisa zwróciła się taksówkarza. Ten zatrzymał się posłusznie. Lisa chwyciła swoją torebkę i wyszła, trzaskając drzwiami.- Przemyśl sobie to.- rzuciła jeszcze przez odsuniętą szybę, po czym odeszła.
Tak, Louis zdecydowanie miał zamiar TO przemyśleć.
***
- Boże, Harry, nie musiałeś tego robić.- powiedziała Diana, a zachwyt malował się w jej oczach.
Harry przygotował kolację w ogrodzie, ustawił świece i zadbał o kwiaty.
- Ale chciałem. Dla Ciebie.- szepnął, całując ją w szyję.
Objął ją od tyłu i poprowadził do huśtawki. Usiedli.
- Chciałem... Chciałem Cię przeprosić. Zachowywałem się okropnie i bardzo tego żałuję. Mam nadzieję, że mi wybaczysz.- powiedział Harry.
- Nie mogłabym zrobić inaczej.- Diana cmoknęła go w nos ze śmiechem.
- Kocham Cię.- szepnął Harry i pocałował swoją dziewczynę.
***
- Elizabeth, kocham Cię. Liczę, że oddzwonisz.- dokończył Louis i odłożył telefon na szafkę.
Nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Wiedział, że sprawa z Harry'm musi zostać zamknięta.
Dlatego powinien jak najszybciej wrócić do starego życia, poczynając od znalezienia pracy.
Lepszej niż obecna posada kelnera. Co prawda kelnera w luksusowej restauracji, ale wciąż kelnera.
I zamierzał zacząć od zaraz.
" Koniec Harry'ego."
Harry przycisnął Louis'a do ściany i splótł ich ręce nad głową.
- Harry...- zaczął zdezorientowany Lou, ale młodszy chłopak zamknął mu usta swoimi.
Cóż, temu nie sposób było się oprzeć.
Ale tym razem Lou musiał.
Wyrwał się z objęć Harry'ego.
- Za dwadzieścia minut muszę wyjechać na dworzec.- powiedział, trzymając ich ręce wciąż splecione.
- Przecież wiem.- odpowiedział Harry i cmoknął go w szyję.
Louis westchnął.
- Zaczekaj. Porozmawiajmy.- puścił Harry'ego i podszedł do łóżka, siadając na jego brzegu.
Harry usiadł obok niego z miną żądającą wyjaśnień.
- Ja odjeżdżam.- powiedział poważnie Louis.
Harry ujął powoli jego dłonie, układając je sobie na kolanach.
- Wiem, ale liczyłem, że może... Zadzwonisz czy coś.- zmieszał się.
Louis przygryzł wargi.
- Nie.- pokręcił lekko głową, spuszczając wzrok.
Harry wstał i zaczął spacerować po pokoju.
- Dobrze.- powiedział przez zaciśnięte usta, patrząc w okno.- Wracaj do domu. Do swojej narzeczonej.
- Harry, ja ją kocham...- głos Lou zadrżał.
- Tak bardzo, że przespałeś się z jakimś gówniarzem za jej plecami?!- krzyknął niespodziewanie Harry odwracając się do Lou. Łzy płynęły po jego policzkach.- Ustalmy coś. Nie dzwoń, nie pisz i pod żadnym pozorem- nigdy więcej się tu nie pojawiaj. Obiecuję, że będę omijał Liverpool z daleka.
- Harry, moglibyśmy zostać przecież przyjaciółmi. To... nic takiego.- Lou bardzo chciał uśmiechnąć się przyjaźnie, ale nie był w stanie.
- Co?- Harry spytał szeptem, jakby nagle odebrało mu głos. Zrobił krok w stronę Lou.- Co?- powtórzył głośniej.- Mam rozumieć, że dla ciebie to nic nie znaczyło? Ach, no tak, oczywiście. To tylko ja przykładam wagę do takich rzeczy.
- Harry!- Lou wstał.- Przestań. To wcale nie wygląda tak, jak Ci się wydaje. Czego ode mnie oczekujesz?! Co miałbym zrobić?! Rzucić wszystko i co? Zamieszkać u ciebie? Ok, super, porozmawiajmy o tym z twoją mamą!- uspokoił się nieco stojąc twarzą w twarzą z Harry'm.- Posłuchaj: Wracam do siebie. I ty też powinieneś. Nie możesz całego życia uzależniać ode mnie.
Gniew z twarzy Harry'ego ustępował. Zaczął zdawać sobie sprawę z beznadziejności sytuacji.
Louis musnął palcami policzek Harry'ego.
- Proszę... Porozmawiaj z Dianą. Poukładaj sobie wszystko. Jeśli tylko będziesz miał ochotę, możesz do mnie zadzwonić.- mówił miękko i delikatnie, wciąż trzymając dłoń przy twarzy Hazzy.- Ale... Ja też potrzebuję czasu na ułożenie sobie tego wszystkiego w głowie.
Harry pokiwał krótko głową, a oczy miał już suche.
Louis nigdy nie czuł się tak źle okłamując kogoś.
I przy okazji siebie.
Harry spojrzał na niego i Louis poczuł się jeszcze gorzej, chociaż myślał, że to niemożliwe.
"Kiedy tylko stąd wyjdę i zostawię to za sobą poczuję się lepiej." starał się sobie wmówić Lou.
Oczy Harry'ego wywoływały w nim jak najcieplejsze uczucia a serce łamało mu się w pół, bo wiedział, że musi jak najszybciej zostawić te oczy same.
***
- Louis.
- Tak?
- Możesz coś dla mnie zrobić?
- Harry...
- Ostatnią rzecz.
- Dobrze.
- ...
- No?
- Pocałuj mnie.
Louis szybko wstał i przemierzył pół pokoju, czyli całą odległość jaka ich dzieliła. Ujął twarz Harry'ego w obie dłonie, jakby była czymś nadzwyczaj delikatnym.
Pocałował go mocno i długo.
Spojrzał w zielone, głębokie oczy i przejechał kciukiem po dolnej wardze Harry'ego.
Westchnął.
Niespodziewanie Harry przytulił go mocno, przyciskając do swojej klatki piersiowej. Louis oddał uścisk i przeszła mu przez głowę myśl, że mógłby tak tonąć w objęciach Harry'ego już zawsze.
***
Ostatnie wspomnienie związane z Harry'm stało mu przed oczami jak najgorszy koszmar.
" Zawsze chciałem być aktorem, to teraz przyszło mi grać w dramacie. Ale największa rola życia już za mną."
Droga do Liverpoolu dobiegała końca, tak samo jak ten nieszczęsny dzień, ale zamiast czuć się lepiej, Louis czuł się tak samo źle, jeśli nie gorzej.
Na dworcu czekała na niego Elizabeth, która na jego widok rzuciła mu się w ramiona tylko po to, żeby dziesięć minut później w taksówce robić mu wyrzuty.
- Moi rodzice są wściekli. To była ważna kolacja, był tam ich wspólnik z rodziną a ty należysz teraz do mojej i też powinieneś tam być! Wiesz, jak się czułam? Och, nie, ty bawiłeś się wtedy u swojego starego kumpla i miałeś w dupie moje uczucia!
" Żebyś tylko wiedziała, jak się bawiłem." pomyślał mimowolnie Louis i uśmiechnął się na samą myśl.
Elizabeth spojrzała na niego z gniewem.
- Przepraszam, śmieszy cię to? Cholera, Louis, co się z tobą dzieje? Znikasz i zbywasz mnie krótkim telefonem a teraz nawet nie przejdzie ci przez gardło żadne słowo przeprosin.
- Nie, kochanie, to nie tak...- Louis jednak nie mógł opanować śmieszności.
- Nie, koniec tego cyrku. Proszę się zatrzymać.- Lisa zwróciła się taksówkarza. Ten zatrzymał się posłusznie. Lisa chwyciła swoją torebkę i wyszła, trzaskając drzwiami.- Przemyśl sobie to.- rzuciła jeszcze przez odsuniętą szybę, po czym odeszła.
Tak, Louis zdecydowanie miał zamiar TO przemyśleć.
***
- Boże, Harry, nie musiałeś tego robić.- powiedziała Diana, a zachwyt malował się w jej oczach.
Harry przygotował kolację w ogrodzie, ustawił świece i zadbał o kwiaty.
- Ale chciałem. Dla Ciebie.- szepnął, całując ją w szyję.
Objął ją od tyłu i poprowadził do huśtawki. Usiedli.
- Chciałem... Chciałem Cię przeprosić. Zachowywałem się okropnie i bardzo tego żałuję. Mam nadzieję, że mi wybaczysz.- powiedział Harry.
- Nie mogłabym zrobić inaczej.- Diana cmoknęła go w nos ze śmiechem.
- Kocham Cię.- szepnął Harry i pocałował swoją dziewczynę.
***
- Elizabeth, kocham Cię. Liczę, że oddzwonisz.- dokończył Louis i odłożył telefon na szafkę.
Nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Wiedział, że sprawa z Harry'm musi zostać zamknięta.
Dlatego powinien jak najszybciej wrócić do starego życia, poczynając od znalezienia pracy.
Lepszej niż obecna posada kelnera. Co prawda kelnera w luksusowej restauracji, ale wciąż kelnera.
I zamierzał zacząć od zaraz.
" Koniec Harry'ego."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz