***
Louis wstał wcześniej tego sierpniowego poranka. Obudziło go głośne szczekanie psa. Przetarł zmęczoną twarz i otworzył jedno oko.
Przez okno na poddaszu wpadały świeże promienie słońca, rozświetlając mały pokoik w Doncaster.
Meble, łóżko a nawet firanki w pokoju nie były zmieniane przez ostatnie dziesięć lat.
Johannah nie zmieniła niczego w starym pokoju swojego syna. Louis uśmiechnął się lekko patrząc na wystrój pomieszczenia.
Odkąd przebywał w rodzinnym domu czuł się o niebo lepiej. A mijał już drugi tydzień jego pobytu w Doncaster.
Louis zerknął na kalendarz zawieszony na ścianie nad łóżkiem. Dokładnie trzy miesiące temu rozstał się z Elizabeth. Wstał z łóżka i westchnął ciężko. Nie miał ochoty o tym rozmyślać, ani o niej, ani o rozstaniu, ani o... powodzie tego rozstania. Najlepszym wyjściem by uciec od wspomnień był gorący prysznic, więc Louis nie wahał się ani chwili dłużej i udał się w kierunku łazienki, zgarniając po drodze ręcznik z szafy.
***
Harry był w połowie swojego leniwego wieczoru przed telewizorem, kiedy Anne cicho weszła do salonu i przysiadła na fotelu obok. Harry rzucił jej obojętne spojrzenie i kontynuował jedzenie popcornu.
Anne kręciła się, sprawiając wrażenie skrępowanej. Wyraźnie było widać, że przyszła tu z konkretnego powodu i w konkretnym celu i Harry wiedział o tym.
Minął prawie rok odkąd ostatni raz widział Lou i ponad pół roku kiedy ostatni raz widział Dianę.
Wiele zmieniło się od tego czasu.
- Harry, synku.- zaczęła Anne, usiłując zwrócić na siebie uwagę syna.
Harry odstawił miskę z popcornem, wyciszył telewizję i odwrócił się w stronę matki.
- Słucham.- westchnął z rozdrażnieniem, rzucając pilot na kanapę.
Anne zerkała niepewnie na swoje dłonie, w końcu jednak udało jej się chyba ułożyć myśli w głowie, bo przemówiła.
- Chciałam z Tobą pomówić.
- Widzę.- Harry przewrócił oczami. To było jego nowe przyzwyczajenie, wiec Anne zmarszczyła brwi z niezadowoleniem.
- Chodzi mi o twojego... przyjaciela.- przygryzła lekko wargę.
- O Ryana?- Harry podniósł jedną brew. Wiedział, że mama poruszy ten temat, ale nie spodziewał się, że na samym początku.
- Tak, właśnie, uhm, Ryana.- Anne wyprostowała się i spojrzała odważniej na syna.- Sporo o tym myślałam, połączyłam kilka faktów, myślę, że trafnie i, cóż, wyciągnęłam wnioski.
- Mamo, już o tym rozmawialiśmy...
- Tak, tak, wiem. Akceptuję... TO.- wydusiła.- Teraz miałam na myśli coś innego.
Harry znowu przewrócił oczami.
- Co znowu?
- Zastanawiam się, jak do tego doszło, kiedy, jak to się stało i kto... Cię do tego... hm... namówił.- wydukała niepewnie, znowu tracąc pewność siebie.
- Co?- Harry poczuł jak końcówki palców zaczynają mu drżeć.- Namówił? Co masz na myśli?
- Nie denerwuj się, proszę Cię.- starała się uspokoić sytuacje Anne.- Może się mylę, ale moim zdaniem to miało swój początek i myślę, że to nie tylko moje zdanie.
- Nie tylko twoje?
- Gemma uważa podobnie.
- Omawiasz moje sprawy z Gemmą?!- zdenerwował się Harry.
- Przestań! Obie widziałyśmy, co widziałyśmy i myślę, że to wystarczająco.
- Możesz mi jaśniej wytłumaczyć o co Ci do cholery chodzi?- Harry obniżył głos, starając się uspokoić.
- Okej, jak dla mnie, to wygląda tak: Przyjechał Louis. Do tej pory nie wiem, po co w ogóle się tu zjawił, ale mniejsza o to. Widziałam, że jest między wami więź, mocna, szczególna więź, ale uważałam to za zwykłą przyjaźń. Kiedy wyjechał, wszystko zaczęło się zmieniać. Twój związek z Dianą... Rozpadał się z dnia na dzień, chociaż nie było przecież żadnego konkretnego powodu. Pomyślałam, okej, są młodzi, tak bywa. Ale potem, kiedy zacząłeś prowadzać się z chłopakami, kiedy oznajmiłeś mi, że jesteś gejem...
- Dosyć! Nie chcę tego słuchać.- Harry zaciskał pięści starając się trzymać nerwy na wodzy. Wciąż był kiepski w ukrywaniu uczuć.
- Powiedz mi, przysięgnij, że to nie ma związku z Louis'em, tylko tyle i dam Ci spokój...- Anne i Harry wstali jednocześnie- ona w geście rozpaczy, a on z rozdrażnienia.
- Teraz ty mnie posłuchaj: To nie twoje pieprzona sprawa. Jeśli jeszcze raz o tym usłyszę, wyprowadzę się do Gemmy, przysięgam.- Harry wziął głęboki wdech.- Tyle mogę Ci obiecać.
Anne obserwowała, jak jej syn szybko wychodzi z pomieszczenia i usłyszała, jak trzaska drzwiami od swojego pokoju.
Czując, jak siły z niej opadają, usiadła ciężko na kanapie i załamując ręce, rozpłakała się z bezradności.
***
Harry spojrzał na figurkę, którą od piętnastu minut ściskał w ręku i kolejna łza spłynęła z jego oka.
Jechał właśnie pociągiem do Doncaster.
Nie, nie do Lou. Zresztą Lou od dawna tu nie mieszkał, przecież był teraz na pewno w Liverpoolu.
Miał zobaczyć się ze swoim przyjacielem, Ryanem.
Ryan był wysokim blondynem o głębokich, ciemnych oczach. Miał 23 lata i studiował w Doncaster.
Relacja Harry'ego i Ryana była co najmniej dziwna i niesprecyzowana, ale Harry wiedział, że tak ma być. Nazywał Ryana "przyjacielem" ale tak naprawdę lepszym określeniem byłby " seksualny przyjaciel".
Cóż, Harry spotykał się z nim tylko w jednym celu.
Pamiętał, że poznał go kilka miesięcy temu w klubie dla gejów. Harry nie chodził tam za często, a jeśli już tam bywał to bardziej z ciekawości niż w poszukiwaniu partnera. Ryan był pełen energii, mądry i można było z nim zawsze porozmawiać praktycznie na każdy temat. Harry często traktował go jako swojego powiernika, dlatego Ryan wiedział co sprawiło, że orientacja Harry'ego zmieniła się lub- jak on to nazywał- ujawniła się.
***
- Harry...- zaczął Ryan, leżąc zdyszany obok chłopaka.
- Tak?- Harry wtulał się w jego klatkę piersiową, prawie zasypiając.
- Myślę, że powinieneś odwiedzić Louis'a.
- Co?- Harry otworzył oczy i usiadł.
Ryan odgarnął mu włosy z czoła delikatnym gestem.
- Wiem, że ciągle o nim myślisz.
- To prawda, ale... nie mogę.- Harry położył się z powrotem, zakładając ręce za głowę.
- Bo co? Przecież jesteś gejem, nie musisz się tego bać.
Harry milczał. Louis był jedynym, czego pragnął od ponad roku. Wiedział, że jego uczucie nie osłabło, a z każdym dniem, który spędzali osobno- rosło.
- Słuchaj Harry, tu chodzi też o mnie.- teraz to Ryan podniósł się z powagą.- Rozumiem, że nasza relacja jest czysto seksualna, ale ja szukam kogoś na poważnie. Wiem, że z Tobą takiego związku nie stworzę, a wciąż ciężko mi Cię zostawić.
- Chcesz... mnie zostawić?- głos Harry'ego utknął w gardle.
- Przestań, Harry, ty też tego chcesz. Chcesz Lou. Więc jedź do niego.
- Ale...
- Zostaw do cholery wszystkie "ale"!- Ryan zaśmiał się, żeby po chwili znowu spoważnieć.- Po prostu to zrób.
- On tu jest.- dodał po chwili Ryan.
Harry'ego zatkało zupełnie.
- TU?- wyszeptał.
- Nie, nie tutaj. Ale w Doncaster. U siebie.- Harry spojrzał pytająco na Ryana.- Popytałem tu i tam.- chłopak przewrócił oczami, jak to miał w zwyczaju.
Harry siedział zażenowany na hotelowym łóżku i widać było wyraźnie, że nad czymś mocno rozmyśla.
- No dalej. Po prostu jedź.
Harry nagle wstał z łóżka, założył szybko spodnie, jak uciekający kochanek, pocałował Ryana w czoło i rzucił.
- I dlatego Cię kocham.
- Czekam na obszerną relację telefoniczną!- krzyknął ze śmiechem Ryan za wybiegającym chłopakiem.
***
- Ten nazywa się Ghost, bo jest biały jak duch, a ten będzie Ed, bo jest cały rudy, jak wujek Ed.- mała Lottie pokazywała z przejęciem swojemu starszemu bratu wszystkie nowo narodzone kociątka.- A ten.- podniosła maleńkiego kotka do góry.- Ten będzie Curly. Wiesz dlaczego, Louis? Bo futerko kręci mu się na głowie.- zaśmiała się promiennie Lottie i podała zwierzaka prosto w ramiona Lou.
Lou przyjrzał się brązowemu kotkowi.
"Curly, jak Hazza." pomyślał i uśmiechnął się gorzko.
- I ty sama się nimi opiekujesz?- spytał z przesadnym uznaniem. Lottie podniosła dumnie głowę.
- No, mama mi trochę pomaga, ale tylko troszkę.- usiłowała pokazać palcami, jak niewielka jest pomoc Johannah'y.
- Oczywiście. Chodź, biegniemy na obiad.- wziął małą na ręce i pobiegł do domu ze śmiechem.
Wbiegli do domu zdyszani a Lou śmiał się w głos.
Johannah uśmiechnęła się do niego.
- Już dawno nie widziałam Cię takiego szczęśliwego, synku.- podała chłopakowi herbaty, kiedy tylko usiadł przy stole w kuchni.
- Tak, ja też czuję się dzisiaj jakoś lepiej. Wszystko wydaje się dzisiaj lepsze.- wziął głęboki wdech świeżego powietrza wpadającego przez kuchenne okno i przymknął oczy z uśmiechem.- Tak. Ten dzień jest dobry.
Johannah zmierzwiła jego włosy.
- Skoro masz taki dobry nastrój, to możesz nakryć do stołu.
Wychodząc z kuchni Lou zobaczył jakieś auto na podjeździe.
- Spodziewasz się dzisiaj kogoś, mamo?- spytał, mrużąc oczy, aby dojrzeć kierowcę.
I wtedy z samochodu wysiadł chłopak w czarnych spodniach, białej koszulce i ciemnych okularach.
Harry.
Louis wstał wcześniej tego sierpniowego poranka. Obudziło go głośne szczekanie psa. Przetarł zmęczoną twarz i otworzył jedno oko.
Przez okno na poddaszu wpadały świeże promienie słońca, rozświetlając mały pokoik w Doncaster.
Meble, łóżko a nawet firanki w pokoju nie były zmieniane przez ostatnie dziesięć lat.
Johannah nie zmieniła niczego w starym pokoju swojego syna. Louis uśmiechnął się lekko patrząc na wystrój pomieszczenia.
Odkąd przebywał w rodzinnym domu czuł się o niebo lepiej. A mijał już drugi tydzień jego pobytu w Doncaster.
Louis zerknął na kalendarz zawieszony na ścianie nad łóżkiem. Dokładnie trzy miesiące temu rozstał się z Elizabeth. Wstał z łóżka i westchnął ciężko. Nie miał ochoty o tym rozmyślać, ani o niej, ani o rozstaniu, ani o... powodzie tego rozstania. Najlepszym wyjściem by uciec od wspomnień był gorący prysznic, więc Louis nie wahał się ani chwili dłużej i udał się w kierunku łazienki, zgarniając po drodze ręcznik z szafy.
***
Harry był w połowie swojego leniwego wieczoru przed telewizorem, kiedy Anne cicho weszła do salonu i przysiadła na fotelu obok. Harry rzucił jej obojętne spojrzenie i kontynuował jedzenie popcornu.
Anne kręciła się, sprawiając wrażenie skrępowanej. Wyraźnie było widać, że przyszła tu z konkretnego powodu i w konkretnym celu i Harry wiedział o tym.
Minął prawie rok odkąd ostatni raz widział Lou i ponad pół roku kiedy ostatni raz widział Dianę.
Wiele zmieniło się od tego czasu.
- Harry, synku.- zaczęła Anne, usiłując zwrócić na siebie uwagę syna.
Harry odstawił miskę z popcornem, wyciszył telewizję i odwrócił się w stronę matki.
- Słucham.- westchnął z rozdrażnieniem, rzucając pilot na kanapę.
Anne zerkała niepewnie na swoje dłonie, w końcu jednak udało jej się chyba ułożyć myśli w głowie, bo przemówiła.
- Chciałam z Tobą pomówić.
- Widzę.- Harry przewrócił oczami. To było jego nowe przyzwyczajenie, wiec Anne zmarszczyła brwi z niezadowoleniem.
- Chodzi mi o twojego... przyjaciela.- przygryzła lekko wargę.
- O Ryana?- Harry podniósł jedną brew. Wiedział, że mama poruszy ten temat, ale nie spodziewał się, że na samym początku.
- Tak, właśnie, uhm, Ryana.- Anne wyprostowała się i spojrzała odważniej na syna.- Sporo o tym myślałam, połączyłam kilka faktów, myślę, że trafnie i, cóż, wyciągnęłam wnioski.
- Mamo, już o tym rozmawialiśmy...
- Tak, tak, wiem. Akceptuję... TO.- wydusiła.- Teraz miałam na myśli coś innego.
Harry znowu przewrócił oczami.
- Co znowu?
- Zastanawiam się, jak do tego doszło, kiedy, jak to się stało i kto... Cię do tego... hm... namówił.- wydukała niepewnie, znowu tracąc pewność siebie.
- Co?- Harry poczuł jak końcówki palców zaczynają mu drżeć.- Namówił? Co masz na myśli?
- Nie denerwuj się, proszę Cię.- starała się uspokoić sytuacje Anne.- Może się mylę, ale moim zdaniem to miało swój początek i myślę, że to nie tylko moje zdanie.
- Nie tylko twoje?
- Gemma uważa podobnie.
- Omawiasz moje sprawy z Gemmą?!- zdenerwował się Harry.
- Przestań! Obie widziałyśmy, co widziałyśmy i myślę, że to wystarczająco.
- Możesz mi jaśniej wytłumaczyć o co Ci do cholery chodzi?- Harry obniżył głos, starając się uspokoić.
- Okej, jak dla mnie, to wygląda tak: Przyjechał Louis. Do tej pory nie wiem, po co w ogóle się tu zjawił, ale mniejsza o to. Widziałam, że jest między wami więź, mocna, szczególna więź, ale uważałam to za zwykłą przyjaźń. Kiedy wyjechał, wszystko zaczęło się zmieniać. Twój związek z Dianą... Rozpadał się z dnia na dzień, chociaż nie było przecież żadnego konkretnego powodu. Pomyślałam, okej, są młodzi, tak bywa. Ale potem, kiedy zacząłeś prowadzać się z chłopakami, kiedy oznajmiłeś mi, że jesteś gejem...
- Dosyć! Nie chcę tego słuchać.- Harry zaciskał pięści starając się trzymać nerwy na wodzy. Wciąż był kiepski w ukrywaniu uczuć.
- Powiedz mi, przysięgnij, że to nie ma związku z Louis'em, tylko tyle i dam Ci spokój...- Anne i Harry wstali jednocześnie- ona w geście rozpaczy, a on z rozdrażnienia.
- Teraz ty mnie posłuchaj: To nie twoje pieprzona sprawa. Jeśli jeszcze raz o tym usłyszę, wyprowadzę się do Gemmy, przysięgam.- Harry wziął głęboki wdech.- Tyle mogę Ci obiecać.
Anne obserwowała, jak jej syn szybko wychodzi z pomieszczenia i usłyszała, jak trzaska drzwiami od swojego pokoju.
Czując, jak siły z niej opadają, usiadła ciężko na kanapie i załamując ręce, rozpłakała się z bezradności.
***
Harry spojrzał na figurkę, którą od piętnastu minut ściskał w ręku i kolejna łza spłynęła z jego oka.
Jechał właśnie pociągiem do Doncaster.
Nie, nie do Lou. Zresztą Lou od dawna tu nie mieszkał, przecież był teraz na pewno w Liverpoolu.
Miał zobaczyć się ze swoim przyjacielem, Ryanem.
Ryan był wysokim blondynem o głębokich, ciemnych oczach. Miał 23 lata i studiował w Doncaster.
Relacja Harry'ego i Ryana była co najmniej dziwna i niesprecyzowana, ale Harry wiedział, że tak ma być. Nazywał Ryana "przyjacielem" ale tak naprawdę lepszym określeniem byłby " seksualny przyjaciel".
Cóż, Harry spotykał się z nim tylko w jednym celu.
Pamiętał, że poznał go kilka miesięcy temu w klubie dla gejów. Harry nie chodził tam za często, a jeśli już tam bywał to bardziej z ciekawości niż w poszukiwaniu partnera. Ryan był pełen energii, mądry i można było z nim zawsze porozmawiać praktycznie na każdy temat. Harry często traktował go jako swojego powiernika, dlatego Ryan wiedział co sprawiło, że orientacja Harry'ego zmieniła się lub- jak on to nazywał- ujawniła się.
***
- Harry...- zaczął Ryan, leżąc zdyszany obok chłopaka.
- Tak?- Harry wtulał się w jego klatkę piersiową, prawie zasypiając.
- Myślę, że powinieneś odwiedzić Louis'a.
- Co?- Harry otworzył oczy i usiadł.
Ryan odgarnął mu włosy z czoła delikatnym gestem.
- Wiem, że ciągle o nim myślisz.
- To prawda, ale... nie mogę.- Harry położył się z powrotem, zakładając ręce za głowę.
- Bo co? Przecież jesteś gejem, nie musisz się tego bać.
Harry milczał. Louis był jedynym, czego pragnął od ponad roku. Wiedział, że jego uczucie nie osłabło, a z każdym dniem, który spędzali osobno- rosło.
- Słuchaj Harry, tu chodzi też o mnie.- teraz to Ryan podniósł się z powagą.- Rozumiem, że nasza relacja jest czysto seksualna, ale ja szukam kogoś na poważnie. Wiem, że z Tobą takiego związku nie stworzę, a wciąż ciężko mi Cię zostawić.
- Chcesz... mnie zostawić?- głos Harry'ego utknął w gardle.
- Przestań, Harry, ty też tego chcesz. Chcesz Lou. Więc jedź do niego.
- Ale...
- Zostaw do cholery wszystkie "ale"!- Ryan zaśmiał się, żeby po chwili znowu spoważnieć.- Po prostu to zrób.
- On tu jest.- dodał po chwili Ryan.
Harry'ego zatkało zupełnie.
- TU?- wyszeptał.
- Nie, nie tutaj. Ale w Doncaster. U siebie.- Harry spojrzał pytająco na Ryana.- Popytałem tu i tam.- chłopak przewrócił oczami, jak to miał w zwyczaju.
Harry siedział zażenowany na hotelowym łóżku i widać było wyraźnie, że nad czymś mocno rozmyśla.
- No dalej. Po prostu jedź.
Harry nagle wstał z łóżka, założył szybko spodnie, jak uciekający kochanek, pocałował Ryana w czoło i rzucił.
- I dlatego Cię kocham.
- Czekam na obszerną relację telefoniczną!- krzyknął ze śmiechem Ryan za wybiegającym chłopakiem.
***
- Ten nazywa się Ghost, bo jest biały jak duch, a ten będzie Ed, bo jest cały rudy, jak wujek Ed.- mała Lottie pokazywała z przejęciem swojemu starszemu bratu wszystkie nowo narodzone kociątka.- A ten.- podniosła maleńkiego kotka do góry.- Ten będzie Curly. Wiesz dlaczego, Louis? Bo futerko kręci mu się na głowie.- zaśmiała się promiennie Lottie i podała zwierzaka prosto w ramiona Lou.
Lou przyjrzał się brązowemu kotkowi.
"Curly, jak Hazza." pomyślał i uśmiechnął się gorzko.
- I ty sama się nimi opiekujesz?- spytał z przesadnym uznaniem. Lottie podniosła dumnie głowę.
- No, mama mi trochę pomaga, ale tylko troszkę.- usiłowała pokazać palcami, jak niewielka jest pomoc Johannah'y.
- Oczywiście. Chodź, biegniemy na obiad.- wziął małą na ręce i pobiegł do domu ze śmiechem.
Wbiegli do domu zdyszani a Lou śmiał się w głos.
Johannah uśmiechnęła się do niego.
- Już dawno nie widziałam Cię takiego szczęśliwego, synku.- podała chłopakowi herbaty, kiedy tylko usiadł przy stole w kuchni.
- Tak, ja też czuję się dzisiaj jakoś lepiej. Wszystko wydaje się dzisiaj lepsze.- wziął głęboki wdech świeżego powietrza wpadającego przez kuchenne okno i przymknął oczy z uśmiechem.- Tak. Ten dzień jest dobry.
Johannah zmierzwiła jego włosy.
- Skoro masz taki dobry nastrój, to możesz nakryć do stołu.
Wychodząc z kuchni Lou zobaczył jakieś auto na podjeździe.
- Spodziewasz się dzisiaj kogoś, mamo?- spytał, mrużąc oczy, aby dojrzeć kierowcę.
I wtedy z samochodu wysiadł chłopak w czarnych spodniach, białej koszulce i ciemnych okularach.
Harry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz