Obserwatorzy

poniedziałek, 21 lipca 2014

Chapter 5: Fall in love

***

-Bardzo się denerwujesz?- spytał Harry zadzierając głowę do góry i mrużąc oczy przed ostrymi promieniami wrześniowego słońca.  
- Nie. Przecież to tylko szkoła.- powiedział drżącym głosem Lou, pozwalając mamie zapiąć guzik białej koszuli pod jego szyją. 
Za godzinę siedmioletni Louis Tomlinson miał oficjalnie zacząć swoją edukację w szkole podstawowej. Harry przyglądał mu się z podziwem. Rozumiał, że Lou przestał być już dzieckiem, był poważnym młodym-dorosłym, prawie jak Gemma, chociaż ona do szkoły chodziła już od trzech lat.  
Harry tego dnia wstał specjalnie dużo wcześniej i natychmiast pobiegł do domu Tomlinsonów, oddalonego zaledwie dwie przecznice dalej. Koniecznie chciał zobaczyć, jak jego starszy przyjaciel wchodzi w dorosłe życie. 
Lou wyglądał, jakby nic go nie stresowało. Dał się ubrać i nawet nie marudził, kiedy mama czesała mu włosy, układając je w śmiesznego irokeza. Harry obserwował to wszystko z podziwem i nie odstępował tego poranka Lou ani na moment. Zjedli razem śniadania, a potem mama Lou zaczęła przygotowywać się do wyjścia. Harry wybiegł za przyjacielem z domu i patrzył, jak ten szykuje się do wyjazdu.
- Bardzo się denerwujesz?- spytał jeszcze raz Harry nie mogąc uwierzyć, że Lou znosi to wszystko bez żadnych wręcz emocji.
- Mówiłem już.- Louis zacisnął zęby.
- Nie martw się, będę cały dzień trzymał kciuki, a po obiedzie przyjdę do Ciebie.- Harry poklepał Lou po plecach swoją małą, pulchną rączką. 
- Nie musisz.- odburknął zezłoszczony Lou. Przecież był dzielny i nie powinien okazywać słabości przy Harrym. Harry brał z niego przykład, a za parę lat sam miał przeżywać swój pierwszy dzień w szkole, a Lou nie chciał go straszyć. Wewnątrz jednak trząsł się cały ze strachu. 
Louis usiadł na tylnym siedzeniu Mercedesa swojej mamy i pomachał Harry'emu zza szyby. Młodszy kolega odmachał mu i uśmiechnął się szeroko, pokazując światu miejsca po niedawno straconych jedynkach. 

***

- Bardzo się cieszę, Lou, że przyjechałeś.- powiedziała Anne, pijąc popołudniową herbatę i rozprawiając z Louis'em o starych, dobrych czasach.- Co słychać u mamy?
- Wszystko dobrze, z tego co wiem.- odpowiedział grzecznie Lou. Nie rozmawiał ze swoją mamą od dwóch miesięcy.
- To dobrze, dobrze.- przytaknęła Anne, odkładając filiżankę na stolik. Lou sięgnął po ciastko.- O, właśnie, słyszałam, że się zaręczyłeś! Pięknie, gratuluję.- uśmiechnęła się szeroko.
- Tak, dziękuję.- Lou zarumienił się lekko.
Harry spojrzał na niego z kuchni. Lou nie wiedział, że Harry tam jest.
Spuścił wzrok, a Anne kątem oka zauważyła swojego syna i nie wiedzieć czemu, zmieszała się.
- Harry, chodź tutaj, nie kręć się tak.- odwróciła się do chłopaka.
Harry niechętnie przyszedł do salonu i usiadł na fotelu. Nie chciał rozmawiać ani z mamą, ani z Louis'em.
Podwinął kolana pod brodę i rozbieganych spojrzeniem rozglądał się po pokoju, co jakiś czas zerkając na Lou.
Wiedział, że nie uniknie tej rozmowy, ale zupełnie nie wiedział, co miałby powiedzieć i jak się wytłumaczyć. Bo co mógł powiedzieć?
"Tęskniłem jak idiota i zabolało mnie, że Lou ma narzeczoną. W dodatku nie mam kompletnie pojęcia, co wywołało u mnie takie uczucia, że nie mogłem się z tym pogodzić a moja dziewczyna zeszła na drugi plan i przestała się dla mnie liczyć. Super."
- To naprawdę miłe z twojej strony, że nas odwiedziłeś.- powiedziała z naciskiem Anne, uśmiechnęła się do Lou i zerknęła na Harry'ego.
- Tak, nie spodziewałem się, że jeszcze kiedykolwiek zawitam w te strony.- powiedział Lou.
"Gdyby nie moje głupie zachowanie, nawet by tu nie przyjechał. Ściągnąłem go tutaj, zobaczyłem i teraz będzie mógł wyjechać bez przeszkód. Do swojej narzeczonej i ułożonego życia." Oczy Hazzy zaczerwieniły się, ale szybko to opanował.
- Może zostaniesz na kolację?- wypaliła nagle Anne a Harry podniósł głowę z ożywieniem.
Lou zmieszał się.
- Nie wiem, czy Elizabeth...- zaczął i zerknął na Harry'ego. Chłopak patrzył na niego z nadzieją a Lou przypomniał sobie to spojrzenie małego chłopca i znowu poczuł ogrom odpowiedzialności, która już przecież na nim nie spoczywała.- Z największą przyjemnością.- uśmiechnął się do pani domu. W tym samym momencie w kącikach jego oczu ukazały się urocze zmarszczki i Harry uśmiechnął się w duchu do siebie.
Wtedy telefon Harry'ego zawibrował.
- To Diana.- rzucił i wyszedł z pomieszczenia, odbierając.
Kiedy Anne i Louis zostali sami, kobieta zmierzyła go uważnym spojrzeniem.
- Nie rozumiem do końca, o co tu chodzi i bardzo chciałabym usłyszeć od kogoś wyjaśnienia, a dobrze wiem, że mój syn nic mi nie powie.- spojrzała na niego błagalnie.
Louis przełknął gulę w gardle i poczuł się dziwnie winny.
Głupio było mu przyznać się, że to on znalazł numer do Diany i zadzwonił, bo zwyczajnie zabijała go ciekawość.
- Harry podobno był w kiepskim stanie, zmartwiło mnie to, więc z uwagi na przyjaźń, która niegdyś nas łączyła, postanowiłem dowiedzieć się, co jest nie tak. Więc przyjechałem.- powiedział krótko.
- Skąd wiedziałeś, że Harry był " w kiepskim stanie"?- spytała podejrzliwie Anne.
- Cóż, moja narzeczona, Elizabeth, przypadkowo spotkała się z dziewczyną Harry'ego na jednym koncercie, i, to, dlatego...- zaczął jąkać się Lou, wiercąc się na kanapie. Czuł się jak pod ostrzałem.
Anne chwile jeszcze patrzyła na Lou.
- Przepraszam.- powiedziała nagle, zmieniając zupełnie ton głosu.- Jesteś naszym gościem, a ja napastuje Cię, jakbym chciała Cię stąd wygonić.- zaśmiała się krótko i trochę przesadnie.
Lou odpowiedział nieśmiałym uśmiechem.
- Nic się nie stało.
Kobieta wstała i zaczęła sprzątać ze stołu.
- Swoją drogą, ciekawe, co go doprowadziło do tak "kiepskiego stanu"?- rzuciła jeszcze ze sztucznym uśmiechem, zanim zabrała filiżanki ze stołu i poszła do kuchni.

***

- Harry!- Diana prawie krzyknęła w słuchawkę.- Boże święty, czy ty chciałeś mnie zabić?
- Uspokój się. Przecież odebrałem.- mruknął Harry.
- Po trzech dniach! Zresztą, nie ważne. Louis przyjechał?
- Co?!- Harry zdziwił się. Skąd ona miała o tym pojęcie? Czy to ona go tutaj sprowadziła? To by wszystko wyjaśniało. Harry zdenerwował się na swoją głupotę. Przecież powinien to wiedzieć od początku.
- Tak.- odpowiedział przez zaciśnięte zęby.
- No, to mam nadzieję, że jest już lepiej. Mam wpaść?- spytała radosnym tonem.
Harry nie chciał jej widzieć. Ani z nią rozmawiać. Ogarnęła go nagła niechęć do tej dziewczyny.
- Zadzwonię do Ciebie jutro.- odparł w końcu.
Po drugiej stronie zapadła cisza, którą Harry uznał za koniec rozmowy i zanim Diana zdążyła cokolwiek powiedzieć, rozłączył się.

***

Na kolacji, oprócz Anne i Harry'ego była też, wcześniej nie widziana przez Lou, Gemma. Przez cały wieczór rozprawiała z gościem o życiu w Liverpoolu. Była prawie cztery lata starsza od Lou i też studiowała kiedyś w Liverpoolu, toteż mieli dużo rzeczy do omówienia.
Harry siedział przy stole tak samo przygnębiony jak wcześniej, o ile nie bardziej. Za chwilę jego dawny przyjaciel miał wyjechać a on nie zdążył nawet porozmawiać z nim na osobności.
 Dziwne, nieznane wcześniej uczucie zżerało go od środka. A może i znane? Tak, kiedyś już czuł coś podobnego.
Zdał sobie w pewnym momencie sprawę, że była to tęsknota i zazdrość. To samo uczucie, co dziesięć lat temu, kiedy Louis wyjeżdżał.
- Ciekawe, czy zmieniło się cokolwiek w kursach pociągów.- Gemma nie przestawała mówić.- Bo jeśli nie, to z tego co wiem, ostatni pociąg odjechał...- zerknęła na zegarek.-... jakieś 20 minut temu.- zaśmiała się, widząc przerażoną minę Lou.
- Cholera.- przeklął cicho.
-Cóż, chyba jesteś skazany na spanie na kanapie.- stwierdziła Anne.
Louis i Harry zerknęli na siebie w tym samym momencie i wymienili się nieśmiałymi uśmiechami.
Anne patrzyła na nich i zagryzała usta.

***

- Ja i Gemma wybieramy się do kina, więc będziecie musieli posprzątać po kolacji.- powiedziała Anne, wstając od stołu.
Lou otworzył szeroko oczy.
- Zostaniemy sami?- spytał.
- Będziecie mieli czas, żeby sobie porozmawiać.- odparła Anne, zakładając płaszcz.
- Tylko bez czułości, chłopcy.- zaśmiała się Gemma, zamykając drzwi za sobą i Anne.- Wrócimy późno!- rzuciła jeszcze.

Harry i Louis zostali sami.
Zapadła niezręczna cisza.
- Ja posprzątam.- odezwał się Harry i wstał od stołu. Dźwięk odsuwanego krzesła zabrzmiał dwa razy głośniej w ciszy, która ich otaczała.
- Pomogę Ci.- Lou poszedł za przyjacielem do kuchni.
Po uporaniu się ze sprzątaniem Harry udał się w kierunku swojego pokoju.
- Harry.- głos za nim zatrzymał go i chłopak odwrócił się. Lou stał za nim i patrzył poważnym spojrzeniem na niego.- Mieliśmy porozmawiać.
- Nie musimy, Louis.- wypowiadanie jego imienia sprawiało mu dziwną przyjemność.
- Cóż, nie ukrywam, że chciałbym.- Lou nie dawał za wygraną.
- Dobrze.- głos Harry'ego zadrżał. Nie, nie, nie, nie.- Porozmawiajmy.
Usiedli na kanapie w salonie, tym razem obok siebie, zamiast na przeciw.
- Pewnie domyślasz się, że mam sporo pytań.- zaczął Lou niepewnie.
- Tak, ale nie obiecuję, że odpowiem na wszystkie.
- Wiesz, nie do końca rozumiem tak naprawdę, o co chodzi. I tak zabawiłem tutaj za długo. Miałem przyjechać na parę godzin, a zostaję na noc. To nie najlepsza sytuacja, biorąc pod uwagę, że nawet nie wiem, dlaczego tu jestem.- Louis patrzył z wyczekiwaniem na Harry'ego.
Każde słowo, które właśnie wypowiedział, zabolało Harry'ego głębiej niż cokolwiek wcześniej.
- Myślałem, że się przyjaźnimy...- zaczął, zaciskając oczy.
- Przyjaźniliśmy się, Harry. Byliśmy dziećmi. Teraz jesteśmy dorośli, mamy własne życie, dzielą nas setki kilometrów.- Lou nie chciał tego mówić, chciał tylko zrobić to, co wydawało mu się najlepsze w tej sytuacji.
- Dlaczego nigdy się nie odezwałeś? Zostawiłeś mnie tak po prostu bez słowa i przez dziesięć lat milczałeś! Wiesz, jak się czułem przez te wszystkie lata?- wybuchł Harry a łzy napłynęły mu do oczu. Nie mógł dłużej ukrywać prawdziwych emocji, zawsze był w tym kiepski.
- Jezu, Harry!- Lou zmierzył go zdziwionym spojrzeniem.- Przecież nie byliśmy razem, uspokój się.- zaśmiał się gorzko.- Zachowujesz się, jakbyśmy byli parą jakichś pedałów i kłócili się o zerwanie. To była dziecięca znajomość.
Łza spłynęła po policzku osiemnastolatka. Wstał z zaciśniętymi zębami.
- Jeśli chcesz tak rozmawiać, to wyjdź. Żałuję, że przyjechałeś.- wykrztusił stanowczym tonem.
 Louis także wstał a w jego oczach zaświeciły się ogniki.
- Sam tego chciałeś, Harry! O co ci chodzi?- nagle zwykle opanowany Lou przestał nad sobą panować.- Przyjechałem tu dla Ciebie, bo jak ostatni idiota zamknąłeś się w pokoju. Nawet nie chce snuć domysłów, dlaczego wzmianka o mnie doprowadziła Cię do takiego stanu. Czyżbyś nie mógł o mnie zapomnieć? Dałem Ci do tego powód?- uśmiechnął się szyderczo, a Harry nie mógł uwierzyć, że Lou tak bardzo się zmienił.
- Wiesz, teraz już rozumiem. Tęskniłem, tak. Ale za starym Lou. Gdybym wiedział, że jesteś takim skurwysynem, zrobiłbym wszystko, żeby tylko nigdy więcej Cię nie spotkać!- łzy strumieniem popłynęły z oczu Harry'ego.

Widząc płacz Harry'ego Lou zamarł i uśmiech zszedł mu z twarzy. Zapomniał, jak wrażliwy był jego dawny przyjaciel. W jednej chwili stanął mu przed oczami moment, kiedy z samotności i tęsknoty wypił całą butelkę whisky.
- Harry, zaczekaj.- powiedział do chłopaka, który zamierzał wyjść właśnie z pokoju i złapał go za rękę.
Harry poczuł zimny dreszcz na plecach i odwrócił się do Lou, który przecierał twarz wolną dłonią. Nie puścił dłoni Harry'ego.- Ja też tęskniłem. Cholernie. Ostatnimi czasy nie mogłem przestać o Tobie myśleć. Ale... To jest takie dziwne. Nie cierpię tego uczucia. Ta tęsknota wydaje mi się zła, niedobra i nie chcę jej czuć, ale ciągła walka już mnie zmęczyła.
Louis wyglądał na zmęczonego, kiedy podniósł wzrok na Hazzę. Chłopak patrzył w niego jak zaczarowany.
- Czemu... Czemu powiedziałeś to wszystko?- wyszeptał ledwo dosłyszalnie.
- Myślałem, że to załatwi wszystko między nami, przepraszam.
Harry patrzył na Lou szeroko otwartymi oczami i wargi mu drżały.
Tak się stało, że ich oczy spotkały się w momencie, kiedy w zielonych tęczówkach Harry'ego zebrały się świeże łzy. Ta mokra zieleń wydała się Lou jeszcze piękniejsza niż kiedykolwiek. Odtrącił od siebie wspomnienie marnej kopii tych oczu, należącej do Elizabeth.
Ich dłonie wciąż były w uścisku, który nagle Harry zamienił w splot i szarpnął mocno w swoją stronę. Sekundę później Louis stał twarzą w twarz z niewiele wyższym chłopakiem.
Nieśmiało dotknął jego policzka opuszkami palców w momencie, kiedy pojawił się w nim dołeczek. Harry uśmiechał się przez łzy.
Jego dłoń powędrowała w pewnej chwili w stronę włosów Lou.
Wszystko wokół jakby zamarło, czekając na to, co się stanie. Świat się zatrzymał.
Louis położył całą dłoń na twarzy Harry'ego, obejmując ją.
Harry przyciągnął Lou do siebie, ciągnąc go za włosy.
Ich usta zetknęły się.
Chwilę później, wciąż nie odrywając od siebie ust, kolana Louis'a dotknęły kanapy i chłopak upadł na nią plecami, ciągnąc za sobą Harry'ego. Objął go w talii i przyciągnął do siebie jeszcze bliżej.
Harry jako pierwszy przerwał pocałunek.
- Co my, do cholery, robimy?!

***

1 komentarz: