Obserwatorzy

niedziela, 27 lipca 2014

Chapter 6:"Just friends"

***
- Nie jestem gejem. Nie jestem nawet bi.- wykrztusił Harry.
- Ja też nie. Nie martw się, to przez tę kłótnię.- uspokoił go Louis.
- Pewnie tak.
Harry i Louis siedzieli na przeciwległych stronach kanapy, oglądając telewizję i ani razu nie patrząc na siebie nawzajem.
- Po prostu o tym zapomnimy.- rzucił Louis.
Ale nie było łatwo zapomnieć, kiedy myśli przelatywały przez głowę Harry'ego nie zatrzymując się ani na chwilę. Przytaknął tylko krótko.
 Dlaczego pocałował Lou? Dlaczego nie przerwali od razu? Dlaczego kłócili się o takie rzeczy? I najważniejsze: Dlaczego Louis oddał pocałunek?
Harry'ego martwiła jeszcze jedna kwestia, z którą ciężko było mu się zmierzyć. Odpychał ją uparcie od siebie, nie chcąc pozwolić jej zaistnieć w jego głowie. Nie był jednak w stanie długo się przed tym bronić.
Dlaczego pocałunek z Lou... Ech, cholera... Dlaczego mu się to podobało? Przecież byli przyjaciółmi, tak? W dodatku facetami, no halo! Faceci tak nie robią. No, chyba, że są...
Nie. Harry nie był gejem. Na pewno nie. Nie miał żadnych obiekcji co do gejów, ale znał siebie na tyle, żeby wiedzieć, że nigdy nie pociągał go żaden mężczyzna. Co prawda, fakt, że całowanie mężczyzny podobało mu się bardziej od całowania dziewczyny, był nieco przerażający, ale...
I wtedy Harry uświadomił sobie coś, co go przeraziło. Taka była prawda. Całowanie Diany było niczym w porównaniu z całowaniem Louis'a. Całowanie Lou mu się podobało i, Harry zawstydził się na myśl o tym, że Louis prawdopodobnie też czerpał z tego jakąś przyjemność.
Nie, nie, nie, nie. Musiał wyrzucić z siebie te myśli. To był wypadek.
Było, minęło.
Nie ma co rozmyślać.
Louis na pewno już o tym zapomniał.
Ale Harry w jego obecności nie mógł o tym nie myśleć.
- Wiesz, ja już chyba się położę.- odkaszlnął Hazza rzucając krótkie spojrzenie Lou i wstał.
- Ehm, jasne, nie musisz przecież tu ze mną siedzieć.- Louis uśmiechnął się przyjacielsko. Harry zmarszczył brwi. Lou wyglądał spokojnie i opanowanie.
"Czyli pewnie niczym się nie przejmuje, jak ja." przeleciało mu przez myśl. To spostrzeżenie uspokoiło go.
- Nie o to chodzi, na prawdę chciałem się położyć.- wyjaśnił Harry.
- W porządku. Poradzę sobie.- Lou wstał i zaczął układać koc na kanapie.
Harry włożył ręce do kieszeni i patrzył chwilę w czubki swoich butów.
- No to, hm, dobranoc.- powiedział odwracając się.
- Dobranoc, Harry.- usłyszał za sobą słodki głos Lou.
W tym momencie miał ochotę się spoliczkować.
Nie chcąc przebywać w tym pomieszczeniu ani chwili dłużej, szybko wbiegł po schodach, prosto do pokoju, rzucając się na łóżko.

***

"Boże święty, co ja najlepszego zrobiłem." Louis myślał tylko o tym, gdy siedział dwa metry od Hazzy.
Teraz, kiedy Harry poszedł, czuł się swobodniej, ale też pusto.
"Cholera, Harry." pomyślał i uśmiechnął się sam do siebie. Czuł się dziwnie ze świadomością, że pocałował chłopaka, dlatego myślał o tym w inny sposób.
Pocałował Harry'ego.
A to nie jakiś tam obcy facet.
To jego mały Hazza.
" Przecież to nic takiego, jednorazowa sytuacja i już." wytłumaczył sobie, chodząc po salonie.
"Ale podobało Ci się." podpowiedział głos w jego głowie.
" Tak, ale... To nic nie znaczy. Nic nie znaczy, prawda?" Louis nie był już pewien.
" Może...jestem gejem?" Z niesmakiem wyrzucił tę myśl z głowy.
" Przecież mam narzeczoną, pocałunek to nawet nie zdrada." zbagatelizował poprzednią sugestię, prawie mówiąc sam do siebie.
"A może... może warto się upewnić?" głos w głowie nie chciał się zamknąć.
" Co?" Louis zmarszczył brwi i zatrzymał się.
" Spróbuj jeszcze raz. Jeśli to na prawdę nic nie znaczy, to nie ma w tym nic złego."
Lou wmurowało.
" To nie tak. Po co miałbym to robić?" Louis próbował się wykręcić, ale jego druga strona nie ustępowała.
" Żeby się upewnić."powtórzył głos.
Louis przysiadł na kanapie.
Oparł łokcie o kolana i zaczął przecierać twarz, pogrążony w rozmyślaniach.
"To szaleństwo"

***

*Puk, puk*
Harry przetarł zaspaną twarz i zerknął na zegarek.
Było dopiero nieco po 22.00.
- Tak?- powiedział zachrypniętym głosem.
- Mogę?- spytał niepewnie słodki głos za drzwiami.
Harry natychmiast poderwał się na łóżku i usiadł.
- Tak, jasne.
Do pokoju wszedł Louis w spodniach od piżamy i, cholera, bez koszulki.
- Trochę się u Ciebie zmieniło, nie mogę znaleźć łazienki.- spojrzał na Hazzę przepraszającym spojrzeniem.
Harry wstał, żeby wskazać mu drogę do łazienki i wtedy poczuł na sobie oceniający wzrok Lou i zdał sobie sprawę, że stoi metr od niego w samych bokserkach.
"Gdyby ktoś tu teraz wszedł i zobaczył nas praktycznie półnagich, nie miał by żadnych wątpliwości." przeleciało mu przez myśl i przygryzł wargi.
- Korytarzem prosto i drugie drzwi od lewej.- pokazał ręką, stojąc z przyjacielem na korytarzu.
- Ok, dzięki, sweety cheeks.- Louis uśmiechnął się najbardziej uroczym ze swoich uśmiechów i Harry poczuł ukłucie w brzuchu. Jakby żołądek zwijał mu się w pętelkę.
Przeszedł go szybki dreszcz.
- Potrzebujesz coś jeszcze?- szepnął, gubiąc się gdzieś pomiędzy uśmiechem a oczami Lou.
*
Serce Louis'a biło tak szybko, że już dawno mógł zejść na atak serca.
Ta sytuacja nie była celowa, ale Louis nie zamierzał się z niej wycofywać. Dobrze wiedział, do czego to rozpalone spojrzenie Harry'ego dąży.
I... Nie przeszkadzało mu.
Nie zastanawiał się nad konsekwencjami.
Czuł przyjemne ciepło, które rozchodziło się po całym jego ciele, kiedy Harry nie mógł przy nim ustać ani się skoncentrować. Sprawiało mu to niespodziewaną przyjemność.
Zbliżył się do młodszego chłopaka.
*
Harry poczuł, jak naga klatka piersiowa Lou zetknęła się z jego torsem.
Louis był taki ciepły.
- Potrzebujesz coś jeszcze?- powtórzył, wlepiając wzrok w twarz Lou.
Louis znowu się uśmiechnął, tym razem delikatniej, subtelniej i Harry'emu zdawało się, że bardziej dziewczęco.
Ręce Lou objęły plecy Harry'ego.
Chłopak stał jak wmurowany, nie wiedząc zupełnie co robić i jak reagować, dlatego nie robił nic.
- Potrzebuję.- odpowiedział Lou, zmniejszając jeszcze bardziej odległość między nimi.
Harry czuł w sobie rosnące napięcie, którego miał zamiar za parę sekund się pozbyć.
Nie potrzebował lepszej zachęty niż to jedno słowo Lou.
Wyciągnął szyję i delikatnie dotknął ustami warg Louis'a.

***

Budzik zadzwonił punktualnie o 6.00 rano.
Harry zerwał się łóżka i rozejrzał się po pokoju.
Był sam.
Jednak pościel na drugiej połowie łóżka była pogięta i wyglądało to, jakby ktoś spał tutaj z nim.
"O mój boże."
Louis.
Głowa dziwnie go bolała i czuł się zmęczony, mimo, że przed chwilą się obudził. Wspomnienia z poprzedniej nocy wracały do niego jak przez mgłę. On i Lou...
Uśmiechnął się mimowolnie.
Czy powinien dłużej się przed tym bronić? Tak, on i Louis całowali się. Nie żałował tego. Tak, uprawiali seks. Nie, nie żałował tego, na pewno nie.
Więc dlaczego czuł się, jakby stało się właśnie coś strasznego?
Dopiero teraz dotarło do niego coś innego.
Gdzie jest Louis?
Wtedy dobiegły go głosy z kuchni. Rozróżnił wśród nich ten jeden uroczy i dźwięczny, należący z pewnością do Lou.
Harry przetarł twarz i przeciągnął się z zadowoleniem. Włączył radio i zostawił za sobą otwarte drzwi idąc pod prysznic. Głosy z kuchni nie ucichły, kiedy już umył się i ubrał. Zszedł więc po schodach z szerokim uśmiechem na ustach, a jego oczy świeciły zdrowym blaskiem.
Anne krzątała się w kuchni, doglądając jajecznicy i zalewając herbatę wrzątkiem. Gemma siedziała przy stole, z jednym kolanem pod brodą i wzrokiem utkwionym w telefonie, jedząc kanapkę z szynką i rozmawiając z gościem na przeciw.
Louis właśnie śmiał się z czegoś, co powiedziała Gemma, kiedy Harry wszedł do kuchni. Roześmiane oczy 21-latka spotkały się z błyszczącymi tęczówkami Harry'ego.
- Dzień dobry, Harry.- powiedział, odsuwając nieco krzesło obok siebie zachęcającym gestem.
- Cześć.- odpowiedział Harry ze spojrzeniem utkwionym w swoim starszym przyjacielu.
- O, Harry!- Anne wyjrzała zza lodówki.- Jak się spało? Robię jajecznicę, zjesz trochę?
Harry spojrzał na nią przeciągle i zmarszczył lekko brwi. Mama zachowywała się tak naturalnie i normalnie, że poczuł się na chwilę zbity z tropu. Zerknął na Gemmę, która właśnie wczytywała się w coś, co wyświetliło się na jej telefonie. Harry spojrzał na swoje stopy, zażenowany.
- Dobrze, napiję się tylko kawy.- odpowiedział mamie.
Usiadł na krześle, które podsunął mu wcześniej Louis, tak, że stykali się teraz ramionami. Harry spojrzał na Lou.
Louis pokręcił ledwo zauważalnie głową i uśmiech zszedł z jego twarzy. Przejechał wzrokiem po twarzach obecnych w kuchni dwóch kobiet i jeszcze raz znacząco spojrzał na Harry'ego.
Harry w lot zrozumiał, co miał mu do przekazania Lou. Ani Anne, ani Gemma nic nie wiedziały.
Nic o NICH.
Widocznie Louis musiał szybko opuścić pokój Harry'ego, żeby nie wzbudzać podejrzeń.
- Proszę.- Anne podała Harry'emu kubek z kawą.
- Gem, możesz podać mi cukier?- spytał Harry, ale zanim Gemma zdążyła zrobić ruch, Lou nachylił się nad stołem i podał Harry'emu cukierniczkę.
Kiedy podawał mu ją do rąk, przytrzymał przez chwilę dłonie Harry'ego, po czym musnął je lekko i puścił chłopakowi oczko.
"Cholera, Louis." przeleciało Harry'emu przez myśl.
Harry odkaszlnął, żeby wyrwać się z osłupienia i zachwytu. Posłodził kawę nieco niezdarnym ruchem i zerknął krótko na Lou, który jedząc śniadanie uśmiechał się do siebie z zadowoleniem.
Wtedy poczuł, że ktoś na niego patrzy. Nie podniósł wzroku, żeby wiedzieć, kto taki przygląda mu się z zaciekawieniem, ale wiedział, że czerwień wylała mu się na policzki ze zdenerwowania.
Gemma chyba zdała sobie z tego sprawę, bo szybko odwróciła wzrok.
- Louis, o której masz pociąg?- zagadnęła Anne, siadając wreszcie przy stole.
- Za godzinę, proszę pani.- odpowiedział grzecznie Lou.
Harry osłupiał.
Za godzinę?!
Zupełnie zapomniał o tym, że Louis jest przecież tylko gościem.
Lou wyczuł napięcie rosnące w Harry'm i ścisnął go za udo pod stołem a potem położył dłoń na jego kolanie, nie dając po sobie nic poznać.
Harry jednak posmutniał i przesunął powoli nogę tak, żeby ręka Lou zsunęła się z niej.
Louis zmarszczył brwi i spojrzał pytającym wzrokiem na Hazzę.
Louis za parę godzin miał być w Liverpoolu, u swojej kochającej narzeczonej, w swoim idealnym życiu- to było jedyną rzeczą, o jakiej Harry myślał i jaka przyprawiała go o mdłości.
Wiedział, że swój związek z Dianą mógłby zakończyć jednym telefonem i nie miałby nawet wyrzutów sumienia. Ale Louis na pewno nie postąpiłby tak z Elizabeth.
"Zresztą, bądźmy szczerzy: to była jednorazowa rzecz. Związek ze mną nie dałby mu szczęścia. Jest mu dobrze tak, jak jest i mi też powinno być."
Ale nie było.
Już dawno przestał zastanawiać się nad swoją orientacją. W tym momencie było to jednak dla niego jasne i w zupełności się do tego dostosowywał.
Ale nie wyobrażał sobie, żeby mógłby umawiać się z jakimkolwiek facetem. Jakimkolwiek facetem, który nie jest Louis'em.
Spojrzał krótko na Lou i już wiedział, jak wykorzysta ostatnią pozostałą im godzinę.

***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz