- Co dzisiaj w telewizji, Harry?- spytała znużonym głosem drobna, niebieskooka brunetka.
- Dzisiaj- zaczął jej chłopak- Mam coś specjalnego.
Dziewczyna spojrzała na niego uważniej, sadowiąc się na kanapie.
- Co to za okazja?- zaśmiała się.
Chłopak usiadł obok niej i chwycił jej dłonie w swoje. Serce zabiło jej szybciej, jak za każdym razem, kiedy patrzyła w te lekko skośne, zielone oczy.
- Taka, że Cię kocham, Diano.- powiedział poważnie Harry. Chwilę patrzyli sobie w oczy z minami godnymi zakochanych w sobie.
- Awww, jesteś tak obrzydliwie słodki.- trzepnęła go po potarganych lokach na co zaśmiał się głośno.
- Mam film na dvd.- cmoknął Dianę w czubek głowy i wstał ociężale z kanapy.- Idę po jedzonko, włóż płytę.
Diana sięgnęła po pudełko. Jej ulubiony film akcji. Z uśmiechem włożyła płytę do stacji i pozwoliła się jej ładować. Z nie znikającym uśmiechem pobiegła do kuchni pomóc Harremu z przekąskami. Znała ten dom jak własną kieszeń, bywała tu przecież prawie bez przerwy już od roku. Bardzo dobrze pamiętała pierwszą wizytę w mieszkaniu jej chłopaka. Bała się reakcji rodziców Harrego, którzy nie wiedzieli nawet, że ich syn z kimś się spotyka.Wszystko jednak poszło lepiej, niż Diana się tego spodziewała. Nie wiedzieć czemu, państwo Styles byli wręcz dziko uradowani, gdy tylko ją zobaczyli i dowiedzieli się, kim jest. Dianę na początku to zainteresowało, ale Harry nigdy nie był skłonny do rozmów na ten temat, więc dziewczyna w końcu się poddała, a po pewnym czasie zapomniała o całej dziwnej sytuacji. Teraz, widząc, że jej chłopak stoi do niej tyłem, wskoczyła mu na plecy.
- Kto to?- spytała grubym głosem, zasłaniając mu oczy.
- Danny?- zgadywał Harry udając autentyczne zdziwienie.
- Głupek.- zachichotała Diana.
- Aa, no tak, głupek. Prawie zgadłem.- chwycił dziewczynę w pasie i przekręcił tak, że sekundę później siedziała na blacie kuchennym. Diana pisnęła.
Otulił jej twarz swoim dłońmi. Była taka drobniutka, że mógłby ją zmiażdżyć. Uśmiechnął się lekko. Lubił patrzeć, jak ma cały swój świat w dłoniach. Diana wyciągnęła do niego szyję i cmoknęła go w usta, ale Harry przytrzymał pocałunek i pogłębił go. Zarzuciła mu ręce na szyję i przyciągnęła do siebie. Nie wiedzieć czemu, Harry wolał ją przytulać, albo wpatrywać się w jej oczy, uśmiech, ruchy niż całować. Całowanie Diany było przyjemne, ale nigdy nie czuł tego przysłowiowego "prądu". Jakby w trakcie całowania nie było między nimi chemii, która w każdej innej sytuacji była obecna. Zawsze tłumaczył to sobie oglądaniem zbyt dużej ilości melodramatów, ale tym razem ich pocałunek zadziwił go jeszcze bardziej niż dotychczas. Może coś było z nim nie tak? Przecież ją kochał, nie kłamał- naprawdę tak czuł. Więc dlaczego właśnie ta kwestia przysparzała mu tylu zmartwień?
Nagle z salonu dobiegła go muzyka z filmu i bez większych wykręceń mógł pognać ze swoją dziewczyną do salonu. Siadając na kanapie z Dianą przytuloną do klatki piersiowej, Harry zdał sobie sprawę, że nie czuł się szczęśliwy. Coś go gnębiło, już od paru dni. Nie mógł zasypiać wieczorami, chociaż wcześniej nie miał z tym problemów. Jakiś nienazwany problem dręczył jego myśli a on nie wiedział, co to jest.
Harry nie był szczęśliwy, tu i teraz. Nie.
***
Louis nie był szczęśliwy, z pewnością nie w tej chwili.
- Dzisiaj- zaczął jej chłopak- Mam coś specjalnego.
Dziewczyna spojrzała na niego uważniej, sadowiąc się na kanapie.
- Co to za okazja?- zaśmiała się.
Chłopak usiadł obok niej i chwycił jej dłonie w swoje. Serce zabiło jej szybciej, jak za każdym razem, kiedy patrzyła w te lekko skośne, zielone oczy.
- Taka, że Cię kocham, Diano.- powiedział poważnie Harry. Chwilę patrzyli sobie w oczy z minami godnymi zakochanych w sobie.
- Awww, jesteś tak obrzydliwie słodki.- trzepnęła go po potarganych lokach na co zaśmiał się głośno.
- Mam film na dvd.- cmoknął Dianę w czubek głowy i wstał ociężale z kanapy.- Idę po jedzonko, włóż płytę.
Diana sięgnęła po pudełko. Jej ulubiony film akcji. Z uśmiechem włożyła płytę do stacji i pozwoliła się jej ładować. Z nie znikającym uśmiechem pobiegła do kuchni pomóc Harremu z przekąskami. Znała ten dom jak własną kieszeń, bywała tu przecież prawie bez przerwy już od roku. Bardzo dobrze pamiętała pierwszą wizytę w mieszkaniu jej chłopaka. Bała się reakcji rodziców Harrego, którzy nie wiedzieli nawet, że ich syn z kimś się spotyka.Wszystko jednak poszło lepiej, niż Diana się tego spodziewała. Nie wiedzieć czemu, państwo Styles byli wręcz dziko uradowani, gdy tylko ją zobaczyli i dowiedzieli się, kim jest. Dianę na początku to zainteresowało, ale Harry nigdy nie był skłonny do rozmów na ten temat, więc dziewczyna w końcu się poddała, a po pewnym czasie zapomniała o całej dziwnej sytuacji. Teraz, widząc, że jej chłopak stoi do niej tyłem, wskoczyła mu na plecy.
- Kto to?- spytała grubym głosem, zasłaniając mu oczy.
- Danny?- zgadywał Harry udając autentyczne zdziwienie.
- Głupek.- zachichotała Diana.
- Aa, no tak, głupek. Prawie zgadłem.- chwycił dziewczynę w pasie i przekręcił tak, że sekundę później siedziała na blacie kuchennym. Diana pisnęła.
Otulił jej twarz swoim dłońmi. Była taka drobniutka, że mógłby ją zmiażdżyć. Uśmiechnął się lekko. Lubił patrzeć, jak ma cały swój świat w dłoniach. Diana wyciągnęła do niego szyję i cmoknęła go w usta, ale Harry przytrzymał pocałunek i pogłębił go. Zarzuciła mu ręce na szyję i przyciągnęła do siebie. Nie wiedzieć czemu, Harry wolał ją przytulać, albo wpatrywać się w jej oczy, uśmiech, ruchy niż całować. Całowanie Diany było przyjemne, ale nigdy nie czuł tego przysłowiowego "prądu". Jakby w trakcie całowania nie było między nimi chemii, która w każdej innej sytuacji była obecna. Zawsze tłumaczył to sobie oglądaniem zbyt dużej ilości melodramatów, ale tym razem ich pocałunek zadziwił go jeszcze bardziej niż dotychczas. Może coś było z nim nie tak? Przecież ją kochał, nie kłamał- naprawdę tak czuł. Więc dlaczego właśnie ta kwestia przysparzała mu tylu zmartwień?
Nagle z salonu dobiegła go muzyka z filmu i bez większych wykręceń mógł pognać ze swoją dziewczyną do salonu. Siadając na kanapie z Dianą przytuloną do klatki piersiowej, Harry zdał sobie sprawę, że nie czuł się szczęśliwy. Coś go gnębiło, już od paru dni. Nie mógł zasypiać wieczorami, chociaż wcześniej nie miał z tym problemów. Jakiś nienazwany problem dręczył jego myśli a on nie wiedział, co to jest.
Harry nie był szczęśliwy, tu i teraz. Nie.
***
Louis nie był szczęśliwy, z pewnością nie w tej chwili.
Nie w tej idealnie dopasowanej marynarce i ciemnych spodniach. Nie w krawacie ściskającym gardło i- o Boże- na pewno nie w tych błyszczących lakierkach.
- Kotku, przestań się krzywić.- uśmiechnęła się Elizabeth, ściskając gardło Louisa do granic możliwości.
- Staram się, kochanie, ale to nie takie proste, kiedy próbujesz mnie właśnie udusić.- skrzywił się jeszcze bardziej, doprowadzając tym samym Lisę do śmiechu.
Elizabeth była dziewczyną Louisa, a już niedługo miała się stać jego narzeczoną. Rzecz jasna, ona o tym nie wiedziała, przynajmniej według przekonania Lou.
Elizabeth była wysoka i miała długie, kręcone brązowe włosy. W dodatku duże zielone oczy, w których dwa lata temu Louis zakochał się bez pamięci. Była sympatyczna i spontaniczna, ale należała raczej do cichych dziewczyn, a jej nieśmiałość czasem bywała kłopotliwa.
Dzisiaj był wielki dzień- Louis po raz drugi miał spotkać się z rodzicami Lisy. Byli oni bogatymi przedsiębiorcami, właścicielami dużej firmy transportowej. Byli wyniośli i zwracali niespotykaną wręcz uwagę na dobre maniery. To dlatego Lou musiał wciskać się w te wszystkie niewygodne rzeczy, byle tylko wyglądać na chłopaka na poziomie. Całą czwórką mieli zjeść kolację w luksusowej restauracji w samym sercu Londynu. Lou już teraz marzył tylko o tym, żeby ten wieczór dobiegł końca.
- Okej, jestem gotowa.- powiedziała Elizabeth, odkładając tusz do rzęs do złotej kopertówki.- Możemy iść?- spojrzała na swojego chłopaka. Lou przełknął głośno i wziął kilka głębokich oddechów.
- Możemy.- złapał Lisę za rękę i wyszedł z apartamentu.
W obu miastach zachodziło już słońce. Harry ściskał dłoń swojej dziewczyny, odprowadzając ją do domu. Louis otwierał drzwi taksówki przed restauracją, przepuszczając Elizabeth pierwszą.
Harry widział piękne, zachodzące słońce, które czyniło niebo różowym. Wpatrywał się w nie z radością i smutkiem jednocześnie. Diana drżącym głosem podtrzymywała rozmowę, ale Harry widział tylko ten zachód, który sprawiał, że czuł się tak bardzo nieszczęśliwy. Czuł, że wszystko co robi, nie ma najmniejszego sensu. Czuł się jakby nie był sobą od lat, ach- nigdy. I patrząc w ten zachód, czuł jeszcze tęsknotę. Za czymś odległym i straconym.
Louis patrzył w promieniste oczy swojej dziewczyny. Głębokie, zielone oczy. Kochał je najbardziej na świecie. Kiedy pierwszy raz je zobaczył, poczuł się, jakby odnalazł zagubiony skarb. To te oczy przyciągnęły go do Elizabeth. To w tych oczach odnajdywał wszystko, czego potrzebował. I tylko patrząc w te oczy, nie tęsknił. Kiedy tylko go opuszczały, dobrze wiedział, czego mu brakuje. Dobrze wiedział, dlaczego tak kocha te zielone oczy. Wiedział, ale mimo to nigdy nie mógł się do tego przed sobą przyznać. I teraz, patrząc w nie, czuł się najbardziej samotnym człowiekiem na świecie.
I słońce zaszło tego wieczora, zamykając kolejny dzień rozłąki.
- Kotku, przestań się krzywić.- uśmiechnęła się Elizabeth, ściskając gardło Louisa do granic możliwości.
- Staram się, kochanie, ale to nie takie proste, kiedy próbujesz mnie właśnie udusić.- skrzywił się jeszcze bardziej, doprowadzając tym samym Lisę do śmiechu.
Elizabeth była dziewczyną Louisa, a już niedługo miała się stać jego narzeczoną. Rzecz jasna, ona o tym nie wiedziała, przynajmniej według przekonania Lou.
Elizabeth była wysoka i miała długie, kręcone brązowe włosy. W dodatku duże zielone oczy, w których dwa lata temu Louis zakochał się bez pamięci. Była sympatyczna i spontaniczna, ale należała raczej do cichych dziewczyn, a jej nieśmiałość czasem bywała kłopotliwa.
Dzisiaj był wielki dzień- Louis po raz drugi miał spotkać się z rodzicami Lisy. Byli oni bogatymi przedsiębiorcami, właścicielami dużej firmy transportowej. Byli wyniośli i zwracali niespotykaną wręcz uwagę na dobre maniery. To dlatego Lou musiał wciskać się w te wszystkie niewygodne rzeczy, byle tylko wyglądać na chłopaka na poziomie. Całą czwórką mieli zjeść kolację w luksusowej restauracji w samym sercu Londynu. Lou już teraz marzył tylko o tym, żeby ten wieczór dobiegł końca.
- Okej, jestem gotowa.- powiedziała Elizabeth, odkładając tusz do rzęs do złotej kopertówki.- Możemy iść?- spojrzała na swojego chłopaka. Lou przełknął głośno i wziął kilka głębokich oddechów.
- Możemy.- złapał Lisę za rękę i wyszedł z apartamentu.
W obu miastach zachodziło już słońce. Harry ściskał dłoń swojej dziewczyny, odprowadzając ją do domu. Louis otwierał drzwi taksówki przed restauracją, przepuszczając Elizabeth pierwszą.
Harry widział piękne, zachodzące słońce, które czyniło niebo różowym. Wpatrywał się w nie z radością i smutkiem jednocześnie. Diana drżącym głosem podtrzymywała rozmowę, ale Harry widział tylko ten zachód, który sprawiał, że czuł się tak bardzo nieszczęśliwy. Czuł, że wszystko co robi, nie ma najmniejszego sensu. Czuł się jakby nie był sobą od lat, ach- nigdy. I patrząc w ten zachód, czuł jeszcze tęsknotę. Za czymś odległym i straconym.
Louis patrzył w promieniste oczy swojej dziewczyny. Głębokie, zielone oczy. Kochał je najbardziej na świecie. Kiedy pierwszy raz je zobaczył, poczuł się, jakby odnalazł zagubiony skarb. To te oczy przyciągnęły go do Elizabeth. To w tych oczach odnajdywał wszystko, czego potrzebował. I tylko patrząc w te oczy, nie tęsknił. Kiedy tylko go opuszczały, dobrze wiedział, czego mu brakuje. Dobrze wiedział, dlaczego tak kocha te zielone oczy. Wiedział, ale mimo to nigdy nie mógł się do tego przed sobą przyznać. I teraz, patrząc w nie, czuł się najbardziej samotnym człowiekiem na świecie.
I słońce zaszło tego wieczora, zamykając kolejny dzień rozłąki.
ej miała być Emma a nie Elizabeth!
OdpowiedzUsuńCo? Nie...
Usuń