- Mówię Ci, ten wieczór był najlepszy.- Diana była jeszcze bardziej podekscytowana następnego dnia po koncercie niż wcześniej.
Harry słuchał cierpliwie jej relacji, kiedy późnym popołudniem siedzieli w jego garażu. Chłopak jak zwykle majstrował przy swoim samochodzie, starając się skupić swoją uwagę na czymkolwiek, co nie przypominałoby mu o przyczynie jego ostatniej słabości.
- A najlepsze jest to, że poznałam tylu cudownych ludzi, którzy są podobni do mnie. Na przykład, taka dziewczyna, Elizabeth. Przyjechała aż z Liverpoolu i nie uwierzysz jak się z nią zagadałam po koncercie! Swoją drogą, niesamowita historia. Jej chłopak oświadczył się jej dzień wcześniej i w ramach prezentu zaręczynowego wręczył jej właśnie bilet na koncert.- Diana zachichotała.- Wiesz, ona jest z Liverpoolu, a ten jej narzeczony mieszkał wcześniej w Doncaster i dopiero kiedy wyjechał do college'u to poznali się właśnie na uczelni. Czekaj, jak on się nazywał... Louis? No, piękna historia. Ona jest w nim bardzo zakochana, opowiadała o nim z takimi wypiekami na twarzy. A ty, co wczoraj robiłeś, kochanie?
Ale Harry nie odpowiedział. Zbladł i zamarł.
- Harry? Wszystko okej?- zmartwiła się dziewczyna i podeszła do niego.
Krople zimnego potu wstąpiły chłopakowi na czoło.
- Jak...Jak nazywał się ten chłopak?- wykrztusił, starając się przełknąć gulę w gardle. Oczy znowu boleśnie zapiekły.
- No na imię miał Louis, ale zapomniałam nazwisko, Lisa mówiła, ale wypadło mi z głowy...
- Tomlinson.- Harry zatrzasnął usta obiema rękami i przykucnął przy ścianie.
- No tak, racja!- Diana uśmiechnęła się, ale uśmiech szybko zszedł z jej twarzy.- Harry? Znasz go? O co chodzi?- podeszła do chłopaka i objęła go ramionami, ale Harry niespodziewanie odepchnął ją mocno od siebie.
- Zostaw mnie.
- Co?
- Daj mi spokój.
- Harry... Masz atak?- przestraszyła się.
- Nie! Po prostu wyjdź.- wykrztusił i zmroził ją przekrwionymi oczami.
Diana nie mogła zrozumieć, skąd wzięła się ta nagła zmiana w jej chłopaku, ale postanowiła się nie wtrącać. Nigdy nie była typem dziewczyny, która obraża się, docieka i nie daje swojemu partnerowi przestrzeni.
- Rozumiem. Zadzwoń, jak ochłoniesz.- cmoknęła go ostrożnie i powoli w kręconą czuprynę i cicho wyszła.
Harry podniósł za nią wzrok i poczuł się jeszcze gorzej niż wcześniej.
Louis. Jego Lou. Czyli jednak jego życie ułożyło się tak, jak zawsze sobie wymarzył.
- Ja to bym chciał kiedyś mieć żonę i dzieci i dom a za nim ogród.- powiedział Lou, pozwalając piłce odbić się od sufitu i wrócić do jego rąk.
- Co?- Harry zaśmiał się na cały głos.- Ale ty jesteś głupi, przecież dziewczyny są okropne a dzieci cały czas płaczą i się ślinią! Po co ci to?
Louis wzruszył ramionami. Nie zamierzał przejmować się opinią swojego młodszego, niedojrzałego zupełnie przyjaciela.
-Harry, kiedyś zrozumiesz.
Harry posmutniał i zaczął oglądać swoje dłonie.
- I co? Zrobisz tak?- spytał przestraszony swojego starszego kolegę.
- Jak?
- No, z tą żoną i dziećmi i domem i w ogóle.
- Chciałbym.- westchnął dziesięciolatek.
- Aha.- Harry posmutniał zupełnie. Lou zauważył zmianę w chłopaku i w lot zrozumiał, o co chodzi.
- No, ale fajnie by było, jakbyś ty też tam ze mną był. Wiesz, moglibyśmy bawić się w tym ogrodzie.
Oczy Hazzy zaświeciły się. Louis popatrzył w nie i uśmiechnął się szeroko.
- Na prawdę?- Harry prawie pisnął.
- No pewnie. Co to za życie, bez najlepszego kumpla.
Harry uśmiechnął się od ucha do ucha.
Louis stał w oknie domu swojej narzeczonej i patrzył na okazały ogród na tyle. Szybko starł samotną łzę, która spłynęła mu po policzku.
- Dzień dobry, Louis.- odezwał się głos pani Osbourne, która stała w drzwiach. Chłopak szybko odwrócił się w jej stronę i podszedł do niej, całując ją w rękę na przywitanie.
- Miło mi panią widzieć, pani Osbourne. Panie Osbourne.- Lou podał dłoń ojcu Elizabeth, krzywiąc się jak zawsze pod uściskiem Osbourne'a.
- Może zechcesz usiąść i opowiedzieć nam o swoich planach względem naszej córki.- pan Osbourne zaprosił go niechętnie do salonu urządzonego według najnowszych trendów.
Louis zawsze wiedział, że państwo Osbourne nie przepadają za nim, ale póki był tylko chłopakiem ich córki, nie zaprzątali sobie nim głowy. Nie spodziewali się, że ten związek jest na tyle poważny. A teraz, kiedy Elizabeth była zaręczona z Lou nie mogli sobie wręcz wyobrazić, jak ktoś z niższego stopnia społecznego może stać się częścią ich rodziny.
Zaraz zjawiła się Elizabeth i usiadła z uśmiechem obok Lou, splatając ich dłonie. Państwo Osbourne spojrzeli krytycznym wzrokiem na skromny pierścionek zaręczynowy, a Louis próbował ukryć zmieszanie i irytację.
Poczuł, że chciałby stąd uciec i nigdy nie wracać. Zaczął gorączkowo się rozglądać i zdawkowo odpowiadać na pytania rodziców Elizabeth.
Nagle jego wzrok utkwił na torebce jego narzeczonej. Wystawało z niej zdjęcie z Polaroida, zrobione chyba niedawno. Widniała na nim Lisa z jakąś dziewczyną a w tle widać było scenę i mnóstwo świateł. Zdjęcie było podpisane:
"Diana, Holmes Chapel"
Na samym dole drobnym pismem wypisany był numer telefonu.
Holmes Chapel.
Czy to możliwe, że ta dziewczyna mogła znać Harry'ego? Przecież Holmes Chapel to nieduże miasteczko. Musiała coś o nim wiedzieć. Jednym, sprytnym ruchem Louis wyjął zdjęcie z torebki i włożył je do kieszeni marynarki. Obiecał sobie, że kiedy wróci do domu, natychmiast zadzwoni do tej Diany.
***
- Halo?- delikatny głosik w słuchawce odebrał telefon. Serce Lou zabiło mocniej.
- Diana?- chłopak spytał niepewnie.
- Tak, a kto mówi?- zdziwiła się.
Louis przełknął gulę w gardle i postanowił wziąć się w garść.
- Może to zabrzmi dziwnie, ale znalazłem twój numer telefonu pod zdjęciem w torebce mojej narzeczonej, Elizabeth...
- To ty jesteś Louis?!- dziewczyna przerwała mu podekscytowanym tonem.
- Ehm, tak.- Lou nie wiedział co powiedzieć. Skąd ona wiedziała? Czy Elizabeth opowiadała o nim? Co takiego musiałaby powiedzieć, że głos Diany brzmiał, jakby poczuła ulgę, że to on?
- O mój boże, jak dobrze, że dzwonisz.- wypuściła powietrze z wyraźną ulgą.
- Nic z tego nie rozumiem. Zadzwoniłem, bo wiem, że mieszkasz w Holmes Chapel a ja miałem tam kiedyś, uhm, znajomego.
- Pamiętasz, jak się nazywał? Może Harry Styles?
Lou już miał coś powiedzieć, ale kiedy usłyszał to nazwisko telefon wypadł mu z ręki. Szybko podniósł go.
- Skąd.. Skąd wiesz?- prawie wyszeptał w słuchawkę. Usiadł na brzegu łóżka, czując, że nie jest w stanie ustać.
Wtedy w słuchawce padły słowa, których wolałby nigdy nie usłyszeć.
- Harry to mój chłopak. Od trzech dni nie wychodzi z pokoju, odkąd powiedziałam mu, że znam twoją narzeczoną.
Louis chwilę milczał.
- Jak szybko mogłbyś przyjechać do Holmes Chapel?- wypaliła Diana.
***
- Elizabeth, naprawdę mi przykro. To nagła sprawa.- tłumaczył Louis, siedząc w pociągu do Holmes Chapel.
- Akurat dzisiaj?! Co mam powiedzieć rodzicom?- Lisa była wyraźnie zirytowana.
- Powiedz im, że pracuję, może się ucieszą. Kończę. Kocham Cię, pa.- chłopak szybko zakończył rozmowę.
Nie był gotowy na to spotkanie, nawet z perspektywą kilku następnych godzin w pociągu, ale czuł, że jest coś winny Harry'emu.
Pośród wszystkich myśli krążących wokół osoby Harry'ego jedna nie mogła mu dać spokoju. Dlaczego Harry zamknął się na trzy dni w pokoju po usłyszeniu, że Louis jest narzeczonym Elizabeth? A może to samo wspomnienie o dawno utraconym przyjacielu tak na niego wpłynęło?
Harry... Ciekawe, jak teraz wyglądał? Minęło dziesięć lat i z 8-latka Harry zmienił się w 18-latka. Był dojrzałym, dorosłym mężczyzną.
"Mój mały Hazza..." przeleciało Louis'owi przez głowę i sam zdziwił się, skąd u niego takie myśli.
" Zawsze traktowałem go jak młodszego brata, za którego jestem odpowiedzialny. Ta opiekuńczość gdzieś tam we mnie jeszcze jest." tak sobie to wytłumaczył.
Ale dlaczego miałby o nim ciepło nie myśleć?
Przecież to nic złego.
Nic złego, prawda?
Resztę drogi Lou spędził śpiąc i wymyślając milion wersji tego, co może powiedzieć Harry'emu. Diana dzwoniła do niego kilka razy, oferując podwózkę lub chociaż podprowadzenie do domu Harry'ego.
- Nie trzeba.- odpowiedział Lou.- Pamiętam gdzie mieszka.
Z dworca taksówka zawiozła go do centrum. Stamtąd Lou znał już drogę na pamięć.
Zarzucił swoją jedyną torbę na ramię i spojrzał ze smutkiem na pustą alejkę przed nim. Na samym jej końcu po lewej był dom Harry'ego. Louis nie spodziewał się, że kiedykolwiek tu zawita.
***
Zaledwie paręset metrów od niego, w pokoju na poddaszu biedny, zagubiony chłopak pustym wzrokiem patrzył w okno. Nagle w pokoju rozległ się dźwięk telefonu.
Harry spojrzał na wyświetlacz. Diana.
Czego innego mógł się spodziewać?
" Powinienem się ogarnąć, ale czuję, że nie wstanę i nic nie mogę z tym zrobić." pomyślał z żalem.
- Harry?- głos Anne dobiegł zza drzwi.
- Tak?- chłopak wstał niepewnie i podszedł do drzwi, nie otworzył ich jednak.
- Nie wiem, jak mam... ehm, masz gościa.- zmieszała się i Harry usłyszał, że schodzi po schodach.
Na korytarzu jednak wciąż skrzypiała podłoga.
Serce Harry'ego zabiło tysiąc razy mocniej, a potem najmniej spodziewany głos odezwał się:
- Byłoby miło, gdybyś otworzył.
Harry przekręcił szybko kluczyk w drzwiach i odsunął się, prawie wywracając się na łóżko.
Drzwi jeszcze przez chwilę się nie otwierały.
"Boże. To niemożliwe, żeby to był on" zdążył pomyśleć Harry, zanim klamka nie opadła i drzwi nie skrzypnęły.
Do pokoju wszedł Louis Tomlinson, pierwszy raz od dziesięciu lat.
Harry poznał go natychmiast. Lou miał włosy dłuższe niż za dziecięcych lat, ładnie przeczesane na prawy bok, Harry'emu wydawało się, że o jeden ton ciemniejsze. Ciemna koszula z niedopiętym kołnierzykiem i czarne, przylegające spodnie podkreślały jego nienaganną figurę. Kiedy jednak Harry podniósł wzrok na jego twarz odebrało mu mowę.
Lou nie uśmiechał się, ale Harry był pewny, że jeśli tylko by to zrobił, wyglądałby jeszcze lepiej niż kiedykolwiek. Jego oczy były przygasłe, ale widział w nich dawny blask. Zmierzył przyjaciela jeszcze raz wzrokiem.
- Hej.- powiedział, jakby nigdy nic.
Ręce Lou trzęsły się. Mimo tego, że Harry wyglądał na zapłakanego i zmęczonego i Lou martwił się o niego to jednocześnie cieszył się z tego spotkania.
- Harry, twoje włosy... kręcą się.- uśmiechnął się Lou, bo była to pierwsza rzecz, jaką zauważył. Potem spojrzał w oczy Harry'ego, które na te słowa rozświetliły się na chwilę. To był dokładnie ten odcień zieleni, Lou był tego pewien.
Chłopcy chwilę stali naprzeciw siebie, uśmiechając się i patrząc sobie w oczy.
Nie wiedzieć kiedy wpadli sobie w ramiona.
- Nie urosłeś za wiele, Loopy.- zaśmiał się Harry wprost do ucha Lou, Lou natomiast słysząc to przezwisko poczuł przyjemne ciarki na plecach.
- Ty za to piłeś chyba za dużo mleka. Ile ty masz wzrostu, chłopcze? Dwa metry?- Lou zmierzył go wzrokiem.
- Tęskniłem, nawet nie wiesz, jak bardzo.- odpowiedział poważnym tonem Harry, odsuwając się od Louis'a, żeby spojrzeć mu w oczy.
- Chyba wiem.- uśmiechnął się delikatnie Lou, tonąc w głębi tych zielonych oczu.
***
Harry słuchał cierpliwie jej relacji, kiedy późnym popołudniem siedzieli w jego garażu. Chłopak jak zwykle majstrował przy swoim samochodzie, starając się skupić swoją uwagę na czymkolwiek, co nie przypominałoby mu o przyczynie jego ostatniej słabości.
- A najlepsze jest to, że poznałam tylu cudownych ludzi, którzy są podobni do mnie. Na przykład, taka dziewczyna, Elizabeth. Przyjechała aż z Liverpoolu i nie uwierzysz jak się z nią zagadałam po koncercie! Swoją drogą, niesamowita historia. Jej chłopak oświadczył się jej dzień wcześniej i w ramach prezentu zaręczynowego wręczył jej właśnie bilet na koncert.- Diana zachichotała.- Wiesz, ona jest z Liverpoolu, a ten jej narzeczony mieszkał wcześniej w Doncaster i dopiero kiedy wyjechał do college'u to poznali się właśnie na uczelni. Czekaj, jak on się nazywał... Louis? No, piękna historia. Ona jest w nim bardzo zakochana, opowiadała o nim z takimi wypiekami na twarzy. A ty, co wczoraj robiłeś, kochanie?
Ale Harry nie odpowiedział. Zbladł i zamarł.
- Harry? Wszystko okej?- zmartwiła się dziewczyna i podeszła do niego.
Krople zimnego potu wstąpiły chłopakowi na czoło.
- Jak...Jak nazywał się ten chłopak?- wykrztusił, starając się przełknąć gulę w gardle. Oczy znowu boleśnie zapiekły.
- No na imię miał Louis, ale zapomniałam nazwisko, Lisa mówiła, ale wypadło mi z głowy...
- Tomlinson.- Harry zatrzasnął usta obiema rękami i przykucnął przy ścianie.
- No tak, racja!- Diana uśmiechnęła się, ale uśmiech szybko zszedł z jej twarzy.- Harry? Znasz go? O co chodzi?- podeszła do chłopaka i objęła go ramionami, ale Harry niespodziewanie odepchnął ją mocno od siebie.
- Zostaw mnie.
- Co?
- Daj mi spokój.
- Harry... Masz atak?- przestraszyła się.
- Nie! Po prostu wyjdź.- wykrztusił i zmroził ją przekrwionymi oczami.
Diana nie mogła zrozumieć, skąd wzięła się ta nagła zmiana w jej chłopaku, ale postanowiła się nie wtrącać. Nigdy nie była typem dziewczyny, która obraża się, docieka i nie daje swojemu partnerowi przestrzeni.
- Rozumiem. Zadzwoń, jak ochłoniesz.- cmoknęła go ostrożnie i powoli w kręconą czuprynę i cicho wyszła.
Harry podniósł za nią wzrok i poczuł się jeszcze gorzej niż wcześniej.
Louis. Jego Lou. Czyli jednak jego życie ułożyło się tak, jak zawsze sobie wymarzył.
- Ja to bym chciał kiedyś mieć żonę i dzieci i dom a za nim ogród.- powiedział Lou, pozwalając piłce odbić się od sufitu i wrócić do jego rąk.
- Co?- Harry zaśmiał się na cały głos.- Ale ty jesteś głupi, przecież dziewczyny są okropne a dzieci cały czas płaczą i się ślinią! Po co ci to?
Louis wzruszył ramionami. Nie zamierzał przejmować się opinią swojego młodszego, niedojrzałego zupełnie przyjaciela.
-Harry, kiedyś zrozumiesz.
Harry posmutniał i zaczął oglądać swoje dłonie.
- I co? Zrobisz tak?- spytał przestraszony swojego starszego kolegę.
- Jak?
- No, z tą żoną i dziećmi i domem i w ogóle.
- Chciałbym.- westchnął dziesięciolatek.
- Aha.- Harry posmutniał zupełnie. Lou zauważył zmianę w chłopaku i w lot zrozumiał, o co chodzi.
- No, ale fajnie by było, jakbyś ty też tam ze mną był. Wiesz, moglibyśmy bawić się w tym ogrodzie.
Oczy Hazzy zaświeciły się. Louis popatrzył w nie i uśmiechnął się szeroko.
- Na prawdę?- Harry prawie pisnął.
- No pewnie. Co to za życie, bez najlepszego kumpla.
Harry uśmiechnął się od ucha do ucha.
Louis stał w oknie domu swojej narzeczonej i patrzył na okazały ogród na tyle. Szybko starł samotną łzę, która spłynęła mu po policzku.
- Dzień dobry, Louis.- odezwał się głos pani Osbourne, która stała w drzwiach. Chłopak szybko odwrócił się w jej stronę i podszedł do niej, całując ją w rękę na przywitanie.
- Miło mi panią widzieć, pani Osbourne. Panie Osbourne.- Lou podał dłoń ojcu Elizabeth, krzywiąc się jak zawsze pod uściskiem Osbourne'a.
- Może zechcesz usiąść i opowiedzieć nam o swoich planach względem naszej córki.- pan Osbourne zaprosił go niechętnie do salonu urządzonego według najnowszych trendów.
Louis zawsze wiedział, że państwo Osbourne nie przepadają za nim, ale póki był tylko chłopakiem ich córki, nie zaprzątali sobie nim głowy. Nie spodziewali się, że ten związek jest na tyle poważny. A teraz, kiedy Elizabeth była zaręczona z Lou nie mogli sobie wręcz wyobrazić, jak ktoś z niższego stopnia społecznego może stać się częścią ich rodziny.
Zaraz zjawiła się Elizabeth i usiadła z uśmiechem obok Lou, splatając ich dłonie. Państwo Osbourne spojrzeli krytycznym wzrokiem na skromny pierścionek zaręczynowy, a Louis próbował ukryć zmieszanie i irytację.
Poczuł, że chciałby stąd uciec i nigdy nie wracać. Zaczął gorączkowo się rozglądać i zdawkowo odpowiadać na pytania rodziców Elizabeth.
Nagle jego wzrok utkwił na torebce jego narzeczonej. Wystawało z niej zdjęcie z Polaroida, zrobione chyba niedawno. Widniała na nim Lisa z jakąś dziewczyną a w tle widać było scenę i mnóstwo świateł. Zdjęcie było podpisane:
"Diana, Holmes Chapel"
Na samym dole drobnym pismem wypisany był numer telefonu.
Holmes Chapel.
Czy to możliwe, że ta dziewczyna mogła znać Harry'ego? Przecież Holmes Chapel to nieduże miasteczko. Musiała coś o nim wiedzieć. Jednym, sprytnym ruchem Louis wyjął zdjęcie z torebki i włożył je do kieszeni marynarki. Obiecał sobie, że kiedy wróci do domu, natychmiast zadzwoni do tej Diany.
***
- Halo?- delikatny głosik w słuchawce odebrał telefon. Serce Lou zabiło mocniej.
- Diana?- chłopak spytał niepewnie.
- Tak, a kto mówi?- zdziwiła się.
Louis przełknął gulę w gardle i postanowił wziąć się w garść.
- Może to zabrzmi dziwnie, ale znalazłem twój numer telefonu pod zdjęciem w torebce mojej narzeczonej, Elizabeth...
- To ty jesteś Louis?!- dziewczyna przerwała mu podekscytowanym tonem.
- Ehm, tak.- Lou nie wiedział co powiedzieć. Skąd ona wiedziała? Czy Elizabeth opowiadała o nim? Co takiego musiałaby powiedzieć, że głos Diany brzmiał, jakby poczuła ulgę, że to on?
- O mój boże, jak dobrze, że dzwonisz.- wypuściła powietrze z wyraźną ulgą.
- Nic z tego nie rozumiem. Zadzwoniłem, bo wiem, że mieszkasz w Holmes Chapel a ja miałem tam kiedyś, uhm, znajomego.
- Pamiętasz, jak się nazywał? Może Harry Styles?
Lou już miał coś powiedzieć, ale kiedy usłyszał to nazwisko telefon wypadł mu z ręki. Szybko podniósł go.
- Skąd.. Skąd wiesz?- prawie wyszeptał w słuchawkę. Usiadł na brzegu łóżka, czując, że nie jest w stanie ustać.
Wtedy w słuchawce padły słowa, których wolałby nigdy nie usłyszeć.
- Harry to mój chłopak. Od trzech dni nie wychodzi z pokoju, odkąd powiedziałam mu, że znam twoją narzeczoną.
Louis chwilę milczał.
- Jak szybko mogłbyś przyjechać do Holmes Chapel?- wypaliła Diana.
***
- Elizabeth, naprawdę mi przykro. To nagła sprawa.- tłumaczył Louis, siedząc w pociągu do Holmes Chapel.
- Akurat dzisiaj?! Co mam powiedzieć rodzicom?- Lisa była wyraźnie zirytowana.
- Powiedz im, że pracuję, może się ucieszą. Kończę. Kocham Cię, pa.- chłopak szybko zakończył rozmowę.
Nie był gotowy na to spotkanie, nawet z perspektywą kilku następnych godzin w pociągu, ale czuł, że jest coś winny Harry'emu.
Pośród wszystkich myśli krążących wokół osoby Harry'ego jedna nie mogła mu dać spokoju. Dlaczego Harry zamknął się na trzy dni w pokoju po usłyszeniu, że Louis jest narzeczonym Elizabeth? A może to samo wspomnienie o dawno utraconym przyjacielu tak na niego wpłynęło?
Harry... Ciekawe, jak teraz wyglądał? Minęło dziesięć lat i z 8-latka Harry zmienił się w 18-latka. Był dojrzałym, dorosłym mężczyzną.
"Mój mały Hazza..." przeleciało Louis'owi przez głowę i sam zdziwił się, skąd u niego takie myśli.
" Zawsze traktowałem go jak młodszego brata, za którego jestem odpowiedzialny. Ta opiekuńczość gdzieś tam we mnie jeszcze jest." tak sobie to wytłumaczył.
Ale dlaczego miałby o nim ciepło nie myśleć?
Przecież to nic złego.
Nic złego, prawda?
Resztę drogi Lou spędził śpiąc i wymyślając milion wersji tego, co może powiedzieć Harry'emu. Diana dzwoniła do niego kilka razy, oferując podwózkę lub chociaż podprowadzenie do domu Harry'ego.
- Nie trzeba.- odpowiedział Lou.- Pamiętam gdzie mieszka.
Z dworca taksówka zawiozła go do centrum. Stamtąd Lou znał już drogę na pamięć.
Zarzucił swoją jedyną torbę na ramię i spojrzał ze smutkiem na pustą alejkę przed nim. Na samym jej końcu po lewej był dom Harry'ego. Louis nie spodziewał się, że kiedykolwiek tu zawita.
***
Zaledwie paręset metrów od niego, w pokoju na poddaszu biedny, zagubiony chłopak pustym wzrokiem patrzył w okno. Nagle w pokoju rozległ się dźwięk telefonu.
Harry spojrzał na wyświetlacz. Diana.
Czego innego mógł się spodziewać?
" Powinienem się ogarnąć, ale czuję, że nie wstanę i nic nie mogę z tym zrobić." pomyślał z żalem.
- Harry?- głos Anne dobiegł zza drzwi.
- Tak?- chłopak wstał niepewnie i podszedł do drzwi, nie otworzył ich jednak.
- Nie wiem, jak mam... ehm, masz gościa.- zmieszała się i Harry usłyszał, że schodzi po schodach.
Na korytarzu jednak wciąż skrzypiała podłoga.
Serce Harry'ego zabiło tysiąc razy mocniej, a potem najmniej spodziewany głos odezwał się:
- Byłoby miło, gdybyś otworzył.
Harry przekręcił szybko kluczyk w drzwiach i odsunął się, prawie wywracając się na łóżko.
Drzwi jeszcze przez chwilę się nie otwierały.
"Boże. To niemożliwe, żeby to był on" zdążył pomyśleć Harry, zanim klamka nie opadła i drzwi nie skrzypnęły.
Do pokoju wszedł Louis Tomlinson, pierwszy raz od dziesięciu lat.
Harry poznał go natychmiast. Lou miał włosy dłuższe niż za dziecięcych lat, ładnie przeczesane na prawy bok, Harry'emu wydawało się, że o jeden ton ciemniejsze. Ciemna koszula z niedopiętym kołnierzykiem i czarne, przylegające spodnie podkreślały jego nienaganną figurę. Kiedy jednak Harry podniósł wzrok na jego twarz odebrało mu mowę.
Lou nie uśmiechał się, ale Harry był pewny, że jeśli tylko by to zrobił, wyglądałby jeszcze lepiej niż kiedykolwiek. Jego oczy były przygasłe, ale widział w nich dawny blask. Zmierzył przyjaciela jeszcze raz wzrokiem.
- Hej.- powiedział, jakby nigdy nic.
Ręce Lou trzęsły się. Mimo tego, że Harry wyglądał na zapłakanego i zmęczonego i Lou martwił się o niego to jednocześnie cieszył się z tego spotkania.
- Harry, twoje włosy... kręcą się.- uśmiechnął się Lou, bo była to pierwsza rzecz, jaką zauważył. Potem spojrzał w oczy Harry'ego, które na te słowa rozświetliły się na chwilę. To był dokładnie ten odcień zieleni, Lou był tego pewien.
Chłopcy chwilę stali naprzeciw siebie, uśmiechając się i patrząc sobie w oczy.
Nie wiedzieć kiedy wpadli sobie w ramiona.
- Nie urosłeś za wiele, Loopy.- zaśmiał się Harry wprost do ucha Lou, Lou natomiast słysząc to przezwisko poczuł przyjemne ciarki na plecach.
- Ty za to piłeś chyba za dużo mleka. Ile ty masz wzrostu, chłopcze? Dwa metry?- Lou zmierzył go wzrokiem.
- Tęskniłem, nawet nie wiesz, jak bardzo.- odpowiedział poważnym tonem Harry, odsuwając się od Louis'a, żeby spojrzeć mu w oczy.
- Chyba wiem.- uśmiechnął się delikatnie Lou, tonąc w głębi tych zielonych oczu.
***
awww...
OdpowiedzUsuń